Zasłużone szczęście
Kasia wróciła z pracy, przebrała się i napiła herbaty. Kolację mogła ugotować później — miała jeszcze czas. Marek miał wrócić za jakieś dwie godziny. Wzięła książkę, położyła się na kanapie i rozkosznie wyciągnęła nogi. Cały dzień stała na obcasach.
Kasia pracowała jako nauczycielka w szkole podstawowej. Zawsze elegancka, z zadbaną fryzurą. Nosiła skromne garsonki i proste sukienki – taki był szkolny dress code. Codziennie musiała rozmawiać z rodzicami uczniów, a to różni ludzie – jedni biedniejsi, inni zamożniejsi. Starała się nie wyróżniać przy tych pierwszych i nie ginąć w tłumie tych drugich. Po latach pracy nauczyła się mówić spokojnie, ale stanowczo. Dzieci i rodzice ją szanowali.
Po kilku stronach oczy Kasi zaczęły się kleić. Przymknęła je i niepostrzeżenie zasnęła. Obudził ją dźwięk książki upadającej na podłogę. Usiadła, przetarła oczy. Pochyliła się, by ją podnieść, gdy nagle zadzwoniono do drzwi. Marek miał klucz, a poza tym było jeszcze za wcześnie. Dzwonek powtórzył się – nieśmiały, krótki.
Kasia spojrzała w lustro w przedpokoju, poprawiła rozwichrzone włosy i otworzyła drzwi.
Na progu stał Tomek, kolega i współpracownik Marka.
– Cześć, Kasia.
– Cześć, Tomku. Marek jeszcze nie wrócił z pracy – powiedziała.
– Wiem. Właściwie to przyszedłem do ciebie. – Tomek przestępował z nogi na nogę.
– Wejdź. – Kasia cofnęła się, wpuszczając go do środka.
Zdjął płaszcz, powiesił go na wieszaku, szalik wsunął w rękaw. Potem ściągnął buty. Kasia patrzyła na niego, zastanawiając się, co mogło go do niej sprowadzić. Czy coś się stało Markowi?
Tomek poprawił marynarkę i spojrzał na nią, czekając na zaproszenie dalej.
– Chodź do kuchni – powiedziała Kasia.
Jak wiadomo, najlepsze rozmowy toczą się przy kuchennym stole.
Tomek wszedł pierwszy i usiadł. Kasia podeszła do kuchenki, zapaliła palnik pod czajnikiem. Ten natychmiast zaczynał szumieć.
– Herbata czy kawa? – spytała, odwracając się do niego.
– Herbaty nie odmówię – odparł.
Kasia wyjęła z szafki filiżankę. Półmisek z ciasteczkami i czekoladkami stał już na stole. Ciepły czajnik zagotował się niemal natychmiast, głośno gwizdnąc.
Nalała herbatę i przysunęła do Tomka półmisek z czekoladkami. Usiadła naprzeciwko.
– Nie napijesz się ze mną? – spytał Tomek, wyraźnie czując się niepewnie.
– Nie przyszedłeś bez powodu. Co się stało? Z Markiem? – zamiast odpowiedzieć, spytała.
– Twój Marek żyje i ma się dobrze. – Tomek spuścił wzrok, udając, że wybiera czekoladkę.
– Mów już – niecierpliwie poprosiła.
– Od dawna chciałem ci powiedzieć… – Tomek wziął czekoladkę i przyglądał się opakowaniu. – Jesteś piękna, mądra, świetna gospodyni… – zaczął, rozwijając cukierka. – Nie chciałem wtrącać się w wasze sprawy. Ale muszę otworzyć ci oczy na Marka. – Włożył czekoladkę do ust i zaczął żuć.
– No? Mam cię prosić, żebyś wreszcie powiedział? – Kasia traciła cierpliwość.
– Wiesz, niełatwo mi to mówić… – Tomek głośno popił herbatę.
– Mów – nacisnęła.
– Marek ma kochankę – wyrzucił z siebie i zakrztusił się czekoladką.
Kasia poderwała się, przechyliła przez stół i klepnęła Tomka po plecach. Potem usiadła i roześmiała się.
– Nie zrozumiałaś, co powiedziałem? Nie wierzysz? A może już wiedziałaś? – spytał zmartwiony.
– Uff, a ja myślałam, że stało się coś strasznego – odparła, wciąż się śmiejąc.
Teraz kolej na Tomka była zdziwić się.
– No i co? Marek to przecież przystojny facet, w sile wieku – powiedziała. – A tobie co do tego? Przecież jesteście przyjaciółmi, a przyjaciele nie zdradzają. Sam ile razy chodziłeś na boki? – Kasia patrzyła na niego zimno.
– Rozwaliłeś swoją rodzinę, więc teraz przyszedłeś zniszczyć moją? – oburzyła się i nawet wstała od stołu.
– Chciałem cię tylko uświadomić. Wszystko dla niego robisz. Gotujesz, pierzesz, pieczesz ciasta. Jesteś idealna. A on cię nie docenia – wydukał Tomek, czerwieniejąc, czy to ze wstydu, czy od gorącej herbaty.
– Napiłeś się? A teraz wynoś się. Marek zaraz wróci – ostro rzuciła.
– Pójdę, ale pomyśl o tym, co powiedziałem. Dobrze się zastanów. Ostrzegłem…
– Idź już, dobrodzieju – popędziła go.
Tomek szybko wycofał się do przedpokoju. Rozglądał się, szukając łyżki do butów. Nie znalazłszy jej, z jękiem schylił się i zaczął zakładać obuwie. Kasia stała, skrzyżowawszy ręce na piersi, oparta o framugę. Patrzyła zimno i niecierpliwie.
W końcu jakoś się obuł, zdjął płaszcz z wieszaka i podszedł do drzwi. Długo majstrował przy zamku, wreszcie otworzył i wyszedł na klatkę. Za nim wlókł się szalik, wystający z rękawa płaszcza. Obrócił się, chciał coś powiedzieć, ale Kasia zatrzasnęła drzwi przed jego nosem.
Wróciła do kuchni, postawiła niedopitą filiżankę w zlewie i ciężko opadła na krzesło.
Z Markiem poznali się w teatrze. W przerwie w bufecie ustawiła się kolejka. Kasia z koleżanką stanęły na samym końcu.
– Okropnie chce mi się pić. Myślisz, że zdążymy? – martwiła się koleżanka.
– Stój tutaj – powiedziała Kasia i podeszła na przód kolejki.
Tuż przed ladą zobaczyła dwóch chłopaków. Podeszła i cicho poprosiła, by kupili jej butelkę wody.
Jeden z nich skinął głową. Zamówił wodę u bufetowej i podał Kasi plastikową butelkę, odmawiając zapłaty. Podziękowała i wróciła do koleżanki. Dziewczyny stanęły przy ścianie i piły prosto z butelki.
Wracając na miejsca w widowni, MareMarek przytulił Kasię mocniej, szepcząc: “Nigdy cię nie opuszczę, boś jest moim całym światem”, a ona, wtulając twarz w jego ramię, poczuła, że ich miłość przetrwa jeszcze wiele burz.



