**Zemsta losu**
Krysia, ty żyjesz jak w filmie! śmiała się Alina, koleżanka z pracy.
No cóż, życie ma swoje wzloty i upadki odparła Krysia, błyskając uśmiechem. Tylko nie wiem, jaki będzie finał Ale coś wymyślę. Chyba czas na ślub, już dwadzieścia osiem lat na karku. Będę pracować nad tym!
Daj spokój, Krysia machnęła ręką Alina. Chyba wcale nie chcesz wychodzić za mąż. Tobie i tak dobrze, a tam tylko odpowiedzialność i jeden jedyny mężczyzna.
Kto ci powiedział, że jeden? zaśmiała się Krysia. Ty żyjesz ze swoim Tomkiem, a ja zrobię to po swojemu.
Co ty mówisz?! oburzyła się Alina. Jak można być zamężną i myśleć o innych facetach? Ja tego nie rozumiem!
No to ty, a ja to ja uśmiechnęła się Krysia, mrugając zalotnie.
Była urodziwą brunetką o zgrabnej figurze i uwodzicielskim spojrzeniu. Mężczyźni odwracali się za nią na ulicy. Krysia należała do tych kobiet, które zawsze dostaną, czego chcą. Żyła według zasady: Jak dają bierz, jak biją oddaj. W pracy, mimo że przyszła później niż Alina, szybko ją prześcignęła i teraz to ona wydawała polecenia.
W biurze nie brakowało adoratorów. Krzyśką interesowali się wszyscy, nawet żonaci, ale ona postawiła sobie jasny cel:
Mam zamiar wyjść za mąż, więc żonatych odrzucam, chociaż niektórzy są no, bardzo zachęcający! rozmarzyła się na moment. Zostało trzech kandydatów. Którego wybrać?
Pytała nawet Alinę o radę, ale ta tylko wzruszyła ramionami:
Krysiu, nie gniewaj się, ale w tej kwestii nie pomogę. Wybieraj sama. Bo jak coś pójdzie nie tak, to ja będę winna.
Krysia nie wróżyła z kwiatków. Przeanalizowała sprawę na chłodno i doszła do wniosku, że Marek to najlepszy wybór pewny siebie, przystojny, zaradny, dobrze zarabiał i, co najważniejsze, słuchał jej we wszystkim.
Marek szybko zauważył, że Krysia zaczyna się nim interesować. Wcześniej rywalizował z Adamem i Pawłem, ale teraz jego szanse wyraźnie wzrosły.
Chyba w końcu zrozumiała, że jestem najlepszym kandydatem ucieszył się w duchu. Trzeba działać szybko, zanim się rozmyśli.
I tak się stało. Na jednej z randek wręczył jej ogromny bukiet i małe pudełeczko z pierścionkiem.
Krysiu, wyjdź za mnie. Długo się wahałem, ale wiem, że będziesz wspaniałą żoną. I chcę budzić się każdego ranka obok ciebie.
Zgadzam się, Marku odparła, lekko zaskoczona. Nie spodziewałam się tak szybkiego oświadczyn, ale skoro się znamy Tak, zgadzam się.
Pierwsze miesiące spędzili w jej małym mieszkaniu, aż pewnego dnia Marek zaproponował:
Może sprzedamy to mieszkanie i zbudujemy dom? Weźmiemy kredyt, ale zarabiamy dobrze, damy radę.
A gdzie będziemy mieszkać w trakcie budowy? Wynajmować? zapytała Krysia.
Nie, po co? Mój ojciec mieszka sam od trzech lat, odkąd mama odeszła. Ma duże mieszkanie, miejsca starczy dla wszystkich. Nie będzie miał nic przeciwko. Zgoda? Krysia zgodziła się.
Budowa ruszyła pełną parą, mieszkanie sprzedali szybko i przeprowadzili się do ojca. Henryk był zachwycony. Krysia zawsze dobrze się z nim dogadywała, choć widywali się rzadko.
Henryk, ojciec Marka, po śmierci żony żył samotnie. Mimo pięćdziesięciu trzech lat wciąż wyglądał imponująco wysoki, muskularny, z zadbaną brodą i głębokim głosem. Kobiety kręciły się wokół niego, ale nie zamierzał się żenić ponownie.
Twój ojciec przypomina mi tego aktora z reklam telekomunikacyjnych śmiała się Krysia, a Marek tylko pokiwał głową, przyznając jej rację.
Czas mijał, Marek niemal całe dnie spędzał na budowie, a Krysia coraz częściej zostawała sama z Henrykiem. Pewnego dnia zorientowała się, że teściu patrzy na nią dziwnie.
Oho przemknęło jej przez głowę. Chyba mam admiratora. A dlaczego nie? Henryk to przystojny mężczyzna
I tak się stało. Pewnego wieczoru, gdy Marek został na budowie, Krysia i Henryk zbliżyli się do siebie. Nikt nie zadawał pytań, nie było wyrzutów sumienia. Dla nich to było naturalne.
Aż w końcu Krysia zrozumiała, że jest w ciąży. Powiedziała Henrykowi:
Nie mam wątpliwości, że to twoje dziecko. Takie rzeczy się zdarzają, prawda? uśmiechnęła się.
Jestem szczęśliwy, Krysia, naprawdę!
Marek nie podzielał tej radości. Dziecko nie było w jego planach najpierw dom. Uśmiechnął się jednak na siłę.
Marku, nie martw się, pomogę z wnukiem powiedział Henryk, klepiąc syna po ramieniu. Co ja będę robił, jak nie zajmować się dzieckiem?
Ciąża była trudna, ale Krysia znosiła ją dzielnie. W końcu dziecko było upragnione, a wiek też nie sprzyjał zwłokom trzydziestka za pasem. Na wizyty u lekarza towarzyszył jej Henryk, już nikt się nie dziwił, wszyscy wiedzieli, że Marek jest zajęty budową.
W końcu przyszedł na świat chłopiec, Kamil. Krysia i Henryk byli wniebowzięci, Marek też udawał radość dom był prawie gotowy, już niedługo przeprowadzka.
Henryk uwielbiał wnuka, zajmował się nim z prawdziwą pasją. W młodości nie zauważył, jak wyrósł Marek, teraz nadrabiał stracony czas.
W końcu nadszedł dzień przeprowadzki.
Krysiu, pakujemy się w weekend oznajmił Marek.
A co ze mną? zapytał Henryk. Kamil przyzwyczaił się do mnie, kto mu będzie czytał bajki? Bardzo chciał zamieszkać z nimi.
Zostaniesz tutaj, będziesz nas odwiedzał odparł Marek. I tak już wystarczająco długo u ciebie mieszkaliśmy. Teraz czas na spokój.
Henrykowi to nie pasowało, więc wciąż kręcił się w nowym domu.
Gdy Kamil miał trzy lata, podczas badań przed przedszkolem wykryto u niego poważną chorobę. Lekarz zalecił testy genetyczne, by wykluczyć najgorsze. I wtedy przed Krysią i Henrykiem stanął problem co robić? Marek pozna prawdę.
Dla zdrowia Kamila zgadzam się na wszystko zdecydowała Krysia. Nie



