**Ostry zakręt**
Nigdy nie mieszkałam sama. Najpierw z rodzicami, potem wyszłam za mąż, a dwa lata później na świat przyszła nasza córka, Zosia. Nawet kiedy mąż odszedł, przez jakiś czas żyłyśmy tylko we dwie. A teraz zostałam zupełnie sama. Chodziłam po pustym mieszkaniu i nie wiedziałam, po co żyć, dla kogo się starać? Wszystko się zawaliło, a przede mną majaczyła samotna starość i zapomnienie.
Nie rozumiałam, co poszło nie tak. Z Jarosławem nigdy nie kłóciliśmy się na poważnie. Tylko drobiazgi. Nie ograniczałam go, pozwalałam chodzić ze znajomymi, dbałam o czystość i porządek. W lodówce zawsze stał garnek z zupą, a na kuchence czekała kolacja.
Po ciąży zachowałam figurę. Nigdy nie miałam krągłych kształtów. W czasie karmienia biust się powiększył ku radości męża, ale potem wrócił do poprzedniego rozmiaru. Ale przecież nie rozwodzą się przez takie rzeczy. Wszyscy mówili, że pasujemy do siebie.
Oczywiście widziałam, że Jarek się zmienił. Nie spóźniał się, ale zaczął bardziej dbać o wygląd. Wybierał krawaty do koszul, zrobił modną fryzurkę.
— Dlaczego nie nosisz sukienek? — spytał raz.
— Noszę, na święta — odparłam zdziwiona. Wcześniej nigdy go to nie interesowało.
— Jakaś taka blada dziś jesteś. Źle się czujesz?
— Zawsze taka jestem. Dlaczego się czepiasz? — wybuchnęłam.
Pewnego dnia jednak nałożyłam makijaż, róż na policzki i tak poszłam do pracy.
— Zmyj, nie pasuje ci — rzucił, kiedy wrócił wieczorem.
— W pracy wszystkim się podobało — odparłam urażona, ale posłusznie zmyłam szminkę.
— Myślałam, że teraz codziennie będziesz przychodzić taka piękna — powiedziała koleżanka następnego dnia.
— Mężowi się nie spodobało.
— Pewnie zrozumiał, że gdybyś tak wyglądała codziennie, oszalałby z zazdrości — zaśmiała się. Nie sprzeczałam się.
Któregoś dnia zadzwoniła przyjaciółka, Kasia, i umówiłyśmy się w kawiarni. Była piękna i błyskotliwa, ale przyjaźniłyśmy się od lat.
— Jak ty to robisz, że bez diet masz taką figurę? Ja muszę się ograniczać, bo zaraz wyglądam jak bochen — westchnęła.
— Nie udawaj skromnej. Mężczyźni łamią karki, jak cię widzą — zaśmiałam się.
— Na ciebie też by patrzyli, gdybyś dała im szansę. Masz piękne nogi, grzech chować je w spodniach. Powinn**Ostry zakręt**
Nigdy nie mieszkałam sama. Najpierw z rodzicami, potem wyszłam za mąż, a dwa lata później na świat przyszła nasza córka, Zosia. Nawet kiedy mąż odszedł, przez jakiś czas żyłyśmy tylko we dwie. A teraz zostałam zupełnie sama. Chodziłam po pustym mieszkaniu i nie wiedziałam, po co żyć, dla kogo się starać? Wszystko się zawaliło, a przede mną majaczyła samotna starość i zapomnienie.
Nie rozumiałam, co poszło nie tak. Z Jarosławem nigdy nie kłóciliśmy się na poważnie. Tylko drobiazgi. Nie ograniczałam go, pozwalałam chodzić ze znajomymi, dbałam o czystość i porządek. W lodówce zawsze stał garnek z zupą, a na kuchence czekała kolacja.
Po ciąży zachowałam figurę. Nigdy nie miałam krągłych kształtów. W czasie karmienia biust się powiększył ku radości męża, ale potem wrócił do poprzedniego rozmiaru. Ale przecież nie rozwodzą się przez takie rzeczy. Wszyscy mówili, że pasujemy do siebie.
Oczywiście widziałam, że Jarek się zmienił. Nie spóźniał się, ale zaczął bardziej dbać o wygląd. Wybierał krawaty do koszul, zrobił modną fryzurkę.
— Dlaczego nie nosisz sukienek? — spytał raz.
— Noszę, na święta — odparłam zdziwiona. Wcześniej nigdy go to nie interesowało.
— Jakaś taka blada dziś jesteś. Źle się czujesz?
— Zawsze taka jestem. Dlaczego się czepiasz? — wybuchnęłam.
Pewnego dnia jednak nałożyłam makijaż, róż na policzki i tak poszłam do pracy.
— Zmyj, nie pasuje ci — rzucił, kiedy wrócił wieczorem.
— W pracy wszystkim się podobało — odparłam urażona, ale posłusznie zmyłam szminkę.
— Myślałam, że teraz codziennie będziesz przychodzić taka piękna — powiedziała koleżanka następnego dnia.
— Mężowi się nie spodobało.
— Pewnie zrozumiał, że gdybyś tak wyglądała codziennie, oszalałby z zazdrości — zaśmiała się. Nie sprzeczałam się.
Któregoś dnia zadzwoniła przyjaciółka, Kasia, i umówiłyśmy się w kawiarni. Była piękna i błyskotliwa, ale przyjaźniłyśmy się od lat.
— Jak ty to robisz, że bez diet masz taką figurę? Ja muszę się ograniczać, bo zaraz wyglądam jak bochen — westchnęła.
— Nie udawaj skromnej. Mężczyźni łamią karki, jak cię widzą — zaśmiałam się.
— Na ciebie też by patrzyli, gdybyś dała im szansę. Masz piękne nogi, grzech chować je w spodniach. Powinnam wyciągnąć wnioski z tego, co mówiła Kasia, bo już wtedy wiedziałam, że sama siebie oszukiwałam.



