Wspomnienia o ostrym zakręcie
Halina nigdy nie żyła sama. Najpierw mieszkała z rodzicami, potem wyszła za mąż, a dwa lata później urodziła córkę, Zosię. Nawet gdy mąż odszedł, przez jakiś czas żyły we dwie. A teraz została zupełnie sama. Wędrowała po pustym mieszkaniu, nie wiedząc, po co i dla kogo żyć. Świat się zawalił, przed oczami majaczyła samotna starość i zapomnienie.
Nie rozumiała, co poszło nie tak? Z Władkiem nigdy się nie kłócili na poważnie. Tylko drobne sprzeczki. Nie ograniczała go, pozwalała chodzić do kolegów, dbała o czystość i domowy ciepło. W lodówce zawsze stał garnek z zupą, a na kuchni czekała kolacja.
Halina zachowała szczupłą sylwetkę nawet po porodzie. Nigdy nie miała bujnych kształtów. W ciąży biust nieco się powiększył ku radości męża, ale gdy przestała karmić, wrócił do poprzedniego rozmiaru. Ale przecież nie dla tego się rozwodzą. Wszyscy mówili, że ona i Władek świetnie do siebie pasują.
Oczywiście, Halina nie była ślepa. Widziała, że mąż w ostatnim czasie się zmienił. Nie, nie spóźniał się z pracy. Ale zaczął bardziej dbać o siebie. Wybierał krawaty do koszuli, zrobił modną fryzurę.
— Dlaczego nie nosisz sukienek? — zapytał pewnego dnia.
— Jak to nie noszę? Noszę, od święta — odparła zaskoczona.
Nigdy wcześniej nie interesował się, w co się ubiera.
— Jakaś dziś blada. Źle się czujesz?
— Zawsze taka jestem. Czemu się czepiasz? — uniosła się Halina.
Raz jednak się umalowała, róż na policzkach, i tak poszła do pracy.
— Zmyj, nie pasuje ci — rzucił mąż, gdy wrócił wieczorem.
— A w pracy cały dzień mi komplementowali — odparła urażona, ale posłusznie zmyła makijaż.
— Myślałam, że teraz będziesz przychodzić codziennie taka piękna — powiedziała koleżanka następnego dnia, widząc ją bez szminki.
— Mężowi się nie spodobało.
— Po prostu zrozumiał, że jak będziesz tak wyglądać na co dzień, oszaleje z zazdrości — zaśmiała się koleżanka. Halina nie zaprzeczyła.
Pewnego dnia zadzwoniła przyjaciółka, Kasia, i umówiły się w kawiarni po pracy. Kasia była piękna i pełna życia, ale to nie przeszkadzało im w przyjaźni od szkolnych lat.
— Jak ty to robisz, że bez diet masz taką figurę? Ja muszę się ograniczać, bo inaczej rozleję się jak drożdżowe ciasto — westchnęła Kasia.
— Nie udawaj skromnej. Faceci za tobą się oglądają — zaśmiała się Halina.
— I za tobą by się oglądali, gdybyś im dała szansę. Masz piękne nogi, grzech chować je w spodniach. Sukienka ołówkowa do kolan byłaby idealna. Powinnaś się obciąć, przefarbować. Myślę, że rudy by ci pasował. Weź się w końcu za siebie. Wyglądasz jak emerytka.
Halina zrozumiała, że Kasia nie bez powodu ją krytykuje.
— Kasiu, co ja ci zrobiłam? Zawsze mówiłaś…
— Co tam mówiłam — przerwała jej Kasia. — Nie patrz tak. — Spuściła wzrok i zamilkła. — Przepraszam. Widziałam twojego Władka z młodą dziewczyną. Taki niewinny kwiatek, pewnie dwadzieścia lat. Patrzył na nią tak…
Halina zamknęła oczy i potrząsnęła głową.
— Przestań!
— Halina, nie chciałam cię urazić. Ale ty od lat w tym samym wizerunku, zero zmian. Facet ma oczy. Od twojej nudy zęby bolą.
— To nieprawda! — Halina wstała i szybko wyszła.
W domu długo siedziała na brzegu wanny, wpatrzona w kafelki.
— Mamo, tata przyszedł — zawołała Zosia i zapukała.
Halina opłukała twarz i wyszła. Zosia poszła do swojego pokoju, a Władek siedział w kuchni, z rękami złożonymi na stole, jak wzorowy uczeń.
— Przepraszam, nie zdążyłam z kolacją. Byłam z Kasią w kawiarni — powiedziała winowajczo.
— Nie jestem głodny. Więc wiesz już wszystko — rzekł Władek.
— Co powinnam wiedzieć? — spytała, choć od razu zrozumiała. „Więc Kasia nie kłamała”, pomyślała.
— Kocham inną kobietę. Próbowałem walczyć, ale to silniejsze ode mnie. Rozumiem, że jest dwa razy młodsza, ale nie mogę bez niej żyć. Wybacz. Spakuję rzeczy i wyjdę.
Halina nie zatrzymywała męża. Potem zdradziła ją Zosia. Często chodziła do ojca. Halina nie protestowała, dopóki córka nie zaczęła przynosić prezentów. Młoda kochanka męża dawała jej koszulki i krótkie błyszczące sukienki, kosmetyki i resztki perfum.
— Zobacz, co dostałam od Marty! — chwaliła się córka. — Jest taka fajna! Pasuje mi?
— Nie powinnaś tam chodzić i brać prezentów — odcięła Halina.
— Dlaczego?
— Bo ona zabrała ci ojca!
— No i co? Ona jest młoda i wesoła, a ty… Nudna maruda. Słusznie, że tato od ciebie odszedł — powiedziała Zosia ze łzami w głosie.
Sprawy potoczyły się szybko. Córka nabrała nowych słówek, przefarbowała pasma włosów na zielono i różowo, mocno malowała oczy i usta. Nauczyciele pisali uwagi w dzienniku, że jest opryskliwa, opuszcza lekcje.
Łatwiej zatrzymać pociąg niż dogadać się z córką. Na każde słowo Halina słyszała: „A Marta uważa…”, „Marta powiedziała…”.
Trzęsła się na dźwięk imienia żony byłego męża. Próbowała nie wypuszczać Zosi, ale ta zagroziła, że w ogóle się wyprowadzi.
— Więc jestem złą matką? Marta jest lepsza? No to idź do nich. Tylko jak ona urodzi, wyrzucą cię za drzwi.
— Naprawdę? Mogę mieszkać z tatą? — spytała zimno Zosia.
— Tak, ale niech zadzwoni i powie, że cię zabiera.
Władek zadzwonił następnego dnia.
— Zosia powiedziała, że chcesz, żeby zamieszkała ze mną — zaczął.
— Zosia powiedziała? To ona mnie do tego zmusiła. Nie radzę sobie z nią. Jest opryskliwa, maluje się jak lalka, ubiera nie wiadomo jak, co drugi dzień wagary. A to wszystko dzięki twojej Marcie.
— Dobrze się dogadująHalina spojrzała na swe odbicie w oknie, w którym odbiły się również uśmiechnięte twarze Zosi i małego Rysia, i zrozumiała, że czasem życie musi wykonać ostry zwrot, by znów nabrać barw.



