Zaręczyny

Po kolacji Kasia usiadła na kanapie z nogami pod siebie i wzięła do ręki książkę. Właśnie zatopiła się w przygodach bohaterki, gdy do pokoju weszła mama z dzwoniącym telefonem w dłoni. Na ekranie uśmiechała się szeroko Weronika Kowalska.

Kasia niechętnie odłożyła lekturę i odebrała, rzucając mamie wymowne spojrzenie. Ta w końcu zrozumiała, że przeszkadza, i wyszła, choć Kasia była pewna, że teraz nasłuchuje pod drzwiami.

Przez pięć minut gadały o niczym. W końcu Weronika oznajmiła, że zaprasza ją na urodziny – impreza w sobotę na działce.

„Ale miałeś je miesiąc temu, prawda?” – zdziwiła się Kasia.

„Co za różnica? Mogę świętować codziennie! To tylko pretekst, żeby się spotkać.”

„Po co? Można się po prostu spotkać bez okazji.”

„Nie, musi być nutka tajemniczości. Przyjeżdża kolega mojego Tomka z Niemiec. Nie wie, kiedy moje urodziny. Gdybyśmy zaprosili go bez powodu, mógłby odmówić. A urodziny to poważna sprawa. Magda – pamiętasz ją? – oszalała, gdy się dowiedziała, że przyjeżdża. Podobno jest reżyserem albo kimś takim, w każdym razie kręci się wokół kina. A Magda marzy o aktorstwie. Przylgnęła do niego jak rzep, nie daje mu spokoju.”

„Aha, czyli chodzi o nią. To po co ja?”

„No jak to? To moje urodziny!” – Weronika zaczęła się irytować.

„Ma być statystką?” – domyśliła się Kasia. „A czemu na działce? Przecież jeszcze śnieg leży.”

„Nie bądź naiwna! Żeby nie uciekł” – zaśmiała się Weronika. „No to jedziesz? Będzie fajnie, zjemy kiełbaski z grilla. Mamy jeszcze choinkę – po świętach nie zdążyliśmy jej rozebrać, a teraz śnieg zasypał drogę. No proszę, zrób to dla mnie!” – Kasia niemal widziała, jak Weronika dumnie wydyma dolną wargę.

„No dobrze” – westchnęła Kasia.

Zgodziła się, bo do soboty były jeszcze cztery dni – mogła nagle zachorować, Weronika mogła odwołać…

Odłożyła telefon, a do pokoju natychmiast weszła mama.

„Gdzie cię zaprasza?”

„Mamo, przecież słyszałaś” – uśmiechnęła się Kasia.

„No to jedź. Zawsze siedzisz w domu. Za chwilę czterdziestka, a ty bez męża. Nie doczekam się wnuków.”

„Mamo, żołnierze nie rosną na działkach” – zażartowała Kasia. „Mam jeszcze trzydzieści dwa, całe osiem lat do czterdziestki. A dzieci powinny rodzić się z miłości, a nie dlatego, że chcesz wnuków…”

Mama zagryzła usta, machnęła ręką i wyszła, lecz po chwili wróciła.

„Całe dnie czytasz. Żyjesz cudzymi życiami, a twoje ucieka. Książki nie pomogą ci wyjść za mąż. Czas leci…”

„Słyszałaś, jadę. Przywiozę ci wnuki stamtąd” – znów zażartowała.

Mama pokręciła głową.

„Przepraszam” – Kasia wstała i ją objęła.

W piątek Weronika zadzwoniła, przypomniała o wyjeździe, kazała się ubrać elegancko, żeby nie stracić twarzy przed zagranicznym gościem. Mieli czekać pod jej domem o siódmej.

„Po co tak wcześnie?” – oburzyła się Kasia.

„Droga, trzeba napalić w domku, przygotować wszystko… Ledwo zdążymy.”

O szóstej rano zadzwonił budzik. Kasia nie pamiętała, po co nastawiła go tak wcześnie w weekend. Wtem weszła mama i oznajmiła, że śniadanie gotowe.

Kasia przypomniała sobie o działce i jęknęła. Żegnaj, spokojny wypoczynek. Powlokła się do łazienki. Gdy wyszła przed blok, stał już samochód Tomka. Wsiadła z tyłu i burkliwie się przywitała.

„Nie marudź. Możesz się przespać po drodze” – łaskawie pozwoliła Weronika.

Gadała bez przerwy. „Jak on z nią wytrzymuje?” – pomyślała Kasia i wkrótce rzeczywiście zasnęła.

Na osiedlu działkowym było pięknie i pusto. Śnieg bielił się nieskalany, tylko na drogach widać było ślady opon. Znaczy, nie byli tu sami.

W domku stała wielka sztuczna choinka. Na chwilę Kasi wydało się, że cofnęli się w czasie i przyjechali na sylwestra. Tomek zajął się piecem, rozchodził się zapach drewna, żywicy i dzieciństwa.

Zanim ogień dobrze się rozpalił, podjechały dwa samochody. Kasia i Weronika patrzyły, jak z jednego wysiadła znajoma para i Magda. Z drugiego – wysoki nieznajomy w okularach.

„To ten reżyser? Jakoś mi nie wygląda” – powątpiewała Kasia.

„Widziałaś wielu reżyserów w życiu?” – odparła Weronika.

Goście szli w ich stronę. Magda podskakiwała jak młoda koza, zapadała się w śnieg i śmiała głośno, ogłaszając wszystkim sąsiadom swój przyjazd.

„Przestań się gapić” – Weronika pierwsza odeszła od okna.

Poszła witać gości, a Kasia udała się do kuchni, by rozpakować zakupy.

„Twój kolega naprawdę jest reżyserem?” – spytała Tomka.

Nie zdążył odpowiedzieć, gdy w domu rozległ się tupot, krzyki i śmiech Magdy. Ta od razu rzuciła się do choinki. „Reżyser” wnosił torby, przywitał się z Tomkiem i skinął Kasi, zatrzymując na niej wzrok.

„Pomóc?” – zapytał.

W kuchni zrobiło się ciasno i głośno. Drewno trzaskało w piecu. Kasia pomyślała, że dobrze zrobiła, przyjeżdżając.

Po kanapkach i herbacie mężczyźni poszli ustawiać grill, a kobiety kroiły sałatki i gotowały ziemniaki…

Przy stole popłynęły toasty, Weronika przyjmowała prezenty bez skrępowania. Potem była zabawa. Magda wisiała na „reżyserze” – Piotrze. On prawie nie pił i jako jeden z nielicznych trzymał się prosto. Gdy Magda na chwilę wyszła, zaprosił Kasię do tańca.

„Naprawdę przyjechałeś z Niemiec? Dawno tam mieszkasz?” – spytała.

Piotr próbował odpowiadać, lecz muzyka zagłuszała jego słowa. Wróciła Magda, włączyła szybszy kawałek i zaczęła tańczyć przed choinką. Omal jej nie przewróciła. Kilka bombek się potłukło. Wszyscy rzucili się sprzątać…

KKiedy wróciła do domu, uśmiechnęła się na myśl, że czasem warto wyjść ze swojej strefy komfortu, bo właśnie wtedy los może przynieść najpiękniejsze niespodzianki.

Rate article
Fajna Tajna
Zaręczyny