Dziś znów to samo… Znów myślę o tym, jak wszystko się poplątało.
— Masz teraz nowego zięcia, mamo! Jak możesz tak postępować? — krzyczała Kinga, łamiącym się głosem. — Nie chcę, żebyś go więcej odwiedzała! Pomyśl choć raz o mnie!
Kinga ma czterdzieści lat, a jej gniew był tak silny, że niemal nas przygniótł. Rozwiodła się z Krzysztofem kilka lat temu, a trzy lata temu wyszła za mąż za innego. Z Krzysztofem byli razem dwanaście lat, urodziła się im córka, Zosia, która dziś ma dziesięć lat. Niedawno Kinga zobaczyła mnie w mieszkaniu byłego męża w małym miasteczku pod Warszawą. Przywiozła tam Zosię na weekend i osłupiała, widząc, że ja, jej matka, coraz częściej tam bywam. Poczuła się zdradzona, a jej złość wybuchła jak burza.
Zawsze marzyłam o synu, ale los dał mi tylko córkę. Gdy Kinga wzięła ślub z Krzysztofem, nie od razu nam się spodobał. Zwykły mechanik, bez własnego mieszkania — wydawał się nieodpowiednią partią. Ja i mój mąż przyjęliśmy go chłodno, ale z czasem, zwłaszcza po śmierci męża, dostrzegłam w Krzysztofie dobre serce. Stał się moją podporą — zawsze pomagał, bez słowa skargi.
— Przepraszam, pani Danuto — powiedział niedługo po ślubie. — Moja matka odeszła, ale nie umiem nazywać pani „mamo”.
Nie nalegałam. Wystarczało mi, że okazywał mi szacunek. Z czasem pokochałam jego uczciwość i zaradność. Gdy Kinga była w ciąży z Zosią, a ja trafiłam do szpitala z problemami z nerkami, Krzysztof biegał między domem a szpitalem. Przywoził jedzenie, pocieszał, dbał. Po moim wyjściu wziął na siebie wszystkie domowe sprawy, byle tylko Kinga i ja nie musiały się przemęczać. A gdy urodziła się Zosia, Krzysztof promieniał — był idealnym ojcem.
Ale lata mijały, Kinga się zmieniła. Awansowała w pracy, poznała nowych ludzi i zaczęła wstydzić się męża. Wytykała mu prostą odzież, sposób mówienia, brak wyższego wykształcenia. „Nawet o książkach nie potrafi porozmawiać!” — skarżyła mi się, porównując go do kolegów z pracy. Starałam się bronić zięcia:
— Sama go wybrałaś, Kinga. Twój ojciec go nie lubił, ale ty uparłaś się. A teraz czemu się dziwisz?
Serce bolało mnie, gdy widziałam, jak małżeństwo córki się rozpada. Krzysztof zarabiał więcej niż niejeden profesor, wszystko naprawiał w domu, kochał córkę… Ale Kinga tego nie doceniała. W końcu nie wytrzymałam:
— Krzysztof ma złote serce i złote ręce! Nie każdy profesor tyle daje rodzinie!
Ona tylko machnęła ręką. Poznała już Adama, nowego adoratora, i coraz częściej porównywała go z Krzysztofem, widząc w mężu tylko wady. Wkrótce wzięła rozwód. Krzysztof wysłuchał jej w milczeniu — nie krzyczał, nie obrażał. Tylko wyszedł do kuchni, a ja widziałam, jak drżą mu ramiona. To był cios, choć od dawna czuł, że Kinga już go nie kocha.
Zostawił jej i Zosi dwupokojowe mieszkanie, kupione wspólnie, a sam wyniósł się do starego pokoju w kawalerce, który wynajmował. Regularnie płacił alimenty, kupował Zosi prezenty, chodził na szkolne zebrania, zabierał córkę na weekendy. Kinga przywoziła Zosię do niego, i wszystko było spokojne… dopóki ja nie zaczęłam częściej odwiedzać byłego zięcia.
Rok temu Krzysztof sam do mnie przyszedł:
— Przepraszam, że tak rzadko bywam. Jeśli coś trzeba naprawić albo przywieźć, proszę mówić. I niech pani do mnie zagląda.
Tak się zaczęło. Krzysztof naprawiał krany, przywoził zakupy, a ja przynosiłam mu ciasta, gadaliśmy o życiu. Często chodziliśmy na spacery we trzW głębi duszy wiem, że moja decyzja była słuszna, choć cena to rozbite serce córki.



