Zapowiadał się spokojny, przytulny wieczór, gdy nagle ciszę przerwał dźwięk dzwonka do drzwi.

Zofia szykowała kolację, nakrywając stół dla siebie i męża. Wieczór zapowiadał się spokojny, przytulny, gdy nagle ciszę rozdarł dzwonek do drzwi. Nie spodziewali się gości, a ten dźwięk zawisł w powietrzu niczym zwiastun czegoś nieoczekiwanego.

— Tomek, otwórz, proszę, kto tam? — zawołała Zofia z kuchni, wycierając ręce w ścierkę.

Tomasz, oderwawszy się od telewizora, niechętnie wstał i podszedł do drzwi. Gdy je otworzył, zastygł w osłupieniu.

— Ciociu Halino? Skąd pani się tu wzięła? — W jego głosie brzmiało autentyczne zdumienie. Przed nim stała starsza siostra jego zmarłej matki, kobieta, której nie widział od lat.

— Dobry wieczór, Tomku. Postanowiłam was odwiedzić. Mogę wejść? — Halina uśmiechnęła się, ale w jej oczach mignął cień zmęczenia.

— Oczywiście, proszę! — Tomek ustąpił, wpuszczając gościa. — Dlaczego nie uprzedziła pani? Odebrałbym ciocię z dworca.

— A tak, spontanicznie wyszło — odparła, ostrożnie stawiając na podłodze ciężką torbę. — Byłam u twojej siostry w Szczecinie, a teraz do was, do Krakowa, przyjechałam.

Zofia, usłyszawszy głosy, wyszła z kuchni, poprawiając fartuch. Na widok gościa lekko zmarszczyła brwi.

— Dzień dobry, pani Halino! Co za niespodzianka… Zostanie pani z nami na kolację?

— Nie odmówię, dziękuję — odpowiedziała kobieta, kierując się do łazienki, by umyć ręce.

Zofia rzuciła mężowi pytające spojrzenie, ledwo powstrzymując irytację.

— Nie miałem pojęcia, że przyjedzie — szepnął usprawiedliwiająco Tomek.

— I na długo zostaje? — Zofia skrzyżowała ręce. — Mamy jej pokazywać miasto, karmić? Po co w ogóle się zjawiła?

— Uspokój się, zaraz wszystko wyjaśnimy — Tomek wzruszył ramionami, starając się nie nakręcać atmosfery.

Gdy Halina wróciła, postawia na stole torbę z upominkami.

— Przywiozłam wam ze wsi: świeży miód od sąsiada, czosnek, różne zioła. W mieście pewnie biorą za to fortunę. No to opowiadajcie, jak wam się żyje? Jak wasz synek?

— Żyjemy, jak wszyscy — zaczął Tomek. — Mieszkanie na kredyt wzięliśmy, pracujemy, kręcimy się. Mateusz w drugiej klasie liceum, zaczął programować. Zaraz wróci z treningu. A u pani jak?

— Dobrze, że macie własne mieszkanie — kiwnęła głową Halina. — A ja postanowiłam rodzinę odwiedzić. Po śmierci twojej mamy, Tomku, prawie straciliśmy kontakt. Do miasta nie przyjeżdżacie, spraw macie mnóstwo, rozumiem. A sama we wsi tęskno mi. Starość, jak to mówią, nie radość…

— Kotlety, Zosiu, palce lizać — dodała, odgryzając kawałek. — I mieszkanie macie przytulne, brawo.

— A długo pani u nas zostanie? — ostrożnie spytała Zofia, maskując zniecierpliwienie. Tomek rzucił jej karcące spojrzenie.

— Na trzy dni — odpowiedziała Halina. — Chcę miasto zobaczyć, dawno nie byłam. Potem pojadę dalej. Spotkam się z wami, z Mateuszem. Ty, Zosiu, taka piękna jesteś i gospodyni wspaniała.

Zofia wymusiła uśmiech. Komplementy były miłe, ale sytuacja wciąż ją uwierała.

— Będzie pani spała pewnie w kuchni, na rozkładanym łóżku — powiedziała. — Mamy tylko dwa pokoje: w jednym my z Tomkiem, w drugim syn.

— Ja nie wymagam, gdzie położysz, tam się położę — machnęła ręką gość. — Dziękuję za kolację, było przepyszne.

W tej chwili do mieszkania wpadł Mateusz, zdyszany, z plecakiem na ramieniu.

— Synu, to ciocia Halina, siostra twojej babci Marii — przedstawił Tomek. — Pewnie jej nie pamiętasz, byłeś mały, jak jeździliśmy do niej.

— Dzień dobry — Mateusz przyjrzał się gości. — Pani naprawdę podobna do babci Marii…

— Miło cię poznać, Mateuszu — uśmiechnęła się Halina. — Słyszałam, że programowaniem się interesujesz?

— Tak — ożywił się chłopak. — Tylko komputer mam stary, zacina się. Piszę programy, ale wszystko wolno działa.

— Brawo, tak trzymaj. Programiści teraz na wagę złota — dodała zachęcająco.

— A pani kim była? — zaciekawił się Mateusz.

— Lekarzem, potem wykładałam w akademii medycznej. A później wyszłam za mąż, zamieszkałam na wsi. Tam i zostałam. Pomagać ludziom — to wielka rzecz, Mateuszu.

— Super — skinął głową pod wrażeniem.

— No to może przygotujemy cioci posłanie, odpocznie pani — zaproponował Tomek. — Jutro mam wolne, mogę pokazać miasto.

— Dziękuję, Tomku, chętnie — odpowiedziała Halina, a w jej głosie zadrżała szczera wdzięczność.

Gdy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, Zofia, leżąc w łóżku, zaczęła szepczeć do męża:

— Co to za niespodzianka? Przyjechała o zmroku, z miodem i czosnkiem, i myśli, że będziemy tańczyć z radości? Teraz ją zabawiać, karmić! Co to za ludzie?

— Zosiu, uspokój się — cicho odparł Tomek. — To moja jedyna ciocia. Mama mnie z nią wychowywała, ich rodzice wcześnie odeszli. Miała ciężkie życie: męża, syna — wszystkich straciła. Potem znów wyszła za mąż, przeniosła się na wieś, gospodarkę prowadziła. Ale i drugi mąż zmarł. Wyobrażasz sobie, jak jej samotnie? A ona trzyma się, do rodziny jeździ. To tylko parę dni, wytrzymaj.

— Znam jej historię, mama mi opowiadała — burknęła Zofia. — Ale tak się nie robi. Jutro pojadę do swojej matki, a ty się nią zajmij.

— Dobrze — westchnął Tomek. — Załatwię to.

Następnego dnia Tomek z Haliną i Mateuszem poszli zwiedzać Kraków. Zofia wyjechała do matki. Gdy wróciła wieczorem, usłyszała głośny śmiech syna i cioci Haliny. Stół w kuchni uginał się od paczek z zakupami i prezentami.

— Co się tu dzieje? — zdumiała się Zofia, rozglądając po bałaganie.

— Zosiu, to ja wam podarunki kupiłam! — zawołała Halina.— Nawet nie wiesz, jak wam jestem wdzięczna za te dni — powiedziała Halina, a w jej oczach błysnęły łzy szczęścia.

Rate article
Fajna Tajna
Zapowiadał się spokojny, przytulny wieczór, gdy nagle ciszę przerwał dźwięk dzwonka do drzwi.