Zapomniała powiedzieć mężowi o powrocie do domu. Wchodząc do mieszkania, omal nie zemdlała z wrażenia.

Myśli plątały się w głowie, a w sercu wrzała zazdrość i uraza. Za co oni tak z nią postępują? Czyż nie kochała swojego męża? Czy była złą żoną i matką dla ich syna?

Ale to, co wydarzyło się później, zupełnie nie mieściło się w żadnych normach.

Bożena była pewna, że z mężem połączyło ją przeznaczenie. I to, że w małżeństwie z Darkiem żyli szczęśliwie już ponad dziesięć lat, uważała za coś oczywistego.

Tego dnia wracała do domu z delegacji, na którą wyjechała dwa dni wcześniej. Dwa dni temu szef wezwał ją do siebie i oznajmił, że z problemami w jednym z oddziałów nikt poza nią sobie nie poradzi.

— Będzie tam praca najwyżej na trzy dni, nie więcej. Pakuj się, Bożena, i nawet nie myśl szukać wymówek. Wyjeżdżasz jutro — powiedział lekko zirytowanej kobiecie.

Bożena miała własne plany na najbliższe dni, a delegacja do innego miasta w nie zupełnie nie pasowała. Ale z szefem się nie dyskutuje. I nie można nawet powiedzieć, że w ich firmie na wyjazdy jeździ tylko młodszy personel. I że sam szef kiedyś wprowadził tę zasadę. A ona już swoje odjeździła z nawiązką. Teraz, po trzydziestce, liczyła na spokojniejszy i stabilniejszy grafik.

— Darku, wyjeżdżam służbowo. Myślę, że na trzy dni. Dopilnuj, żeby Tomek odrabiał lekcje z korepetytorem, bo ostatnio się wymiguje. A ja płacę za to niemałe pieniądze. I żeby jadł normalnie. Nie chipsami i sucharkami, tylko zupą i kotletami, które zostawię wam w lodówce.

— Dobrze, dopilnuję, nie martw się — mruknął obojętnie mąż, nie odrywając wzroku od ekranu telefonu.

— I to wszystko? — zdziwiła się Bożena. — To znaczy, fakt, że wyjeżdżam, w ogóle cię nie zasmucił? Słuchaj, może oderwiesz się od tego telefonu?

— No nie jedziesz na miesiąc. Wrócisz za trzy dni. Sama powiedziałaś. A trzy dni jakoś przeżyjemy z synkiem bez ciebie.

Przy tych słowach Dariusz w końcu podniósł wzrok na żonę i nawet się uśmiechnął.

— A czemu ciebie znowu wysyłają, przecież swoje już odjeździłaś? — zdziwił się.

— Tam potrzebny doświadczony specjalista. Tak sam szef powiedział. Doświadczony i stanowczy, z charakterem! — oświadczyła nie bez dumy Bożena, wiedząc, jak jest ceniona w pracy.

Podczas delegacji postanowiła się postarać i wrócić do domu z obcego, nieprzyjaznego miasta trochę wcześniej. Choćby tylko o jeden dzień. Ten dzień mogła spędzić w domu, poświęcając go tylko sobie.

Pociąg, którym jechała Bożena, już zbliżał się do przedmieść rodzinnego miasta. Była w podwyższonym nastroju. Z przyjemnością myślała o powrocie do pustego mieszkania. Wyobrażała sobie tę chwilę wolności — mąż w pracy, dziesięcioletni Tomek jeszcze w szkole. I wtedy będzie mogła skupić się tylko na sobie.

Najpierw naleje sobie kąpiel z aromatyczną pianą. Potem maseczki na twarz i dłonie. Może nawet się zdrzemnie — tej luksusowej przyjemności nie pozwalała sobie od dawna. A potem Tomek wróci ze szkoły. Trzeba go będzie nakarmić, pomóc z lekcjami. Bo z tą pracą to już nawet nie pamięta, kiedy ostatnio poświęciła czas swojemu dziecku. Nawet na macierzyńskim nie wysiedziała spokojnie — wróciła do pracy, wysyłając dziesięmięsiecznego Tomka pod opiekę emerytowanej ciotki.

O tym, że wraca, nie uprzedziła męża — nie pamiętała, czy zrobiła to celowo. Teraz to nie miało znaczenia. Niech będzie niespodzianka. Wróci wieczorem, a tu żona, ciepła kolacja i lekcje z synem już odrobione. Cóż za błogosławieństwo!

Wzruszona wspomnieniami, jak poznali się i tak nagle pobrali z Darkiem, Bożena w drodze do domu wstąpiła do sklepu, gdzie kupiła butelkę wytrawnego wina i ulubione ciastko Darka. Niech ten wieczór będzie romantyczny. Tak bardzo tego pragnęła. Ostatnio trochę się od siebie oddalili — ona pochłonięta pracą, domem i obowiązkami, a Dariusz ciągle w telefonie, nawet nie mieli już o czym rozmawiać. Jak obcy ludzie!

Otwierając drzwi do mieszkania, Bożena nie od razu zorientowała się, że ktoś jest w środku. Dopiero gdy zapaliła światło w przedpokoju i zobaczyła obce damskie buty, zrobiło jej się zimno. Potem wzrok padł na lekkie futerko wiszące w szafie. Pachniało tak intensywnie słodkimi, drażniącymi perfumami, że aż zrobiło się jej niedobrze.

A może nie od perfum obcej kobiety zrobiło się jej słabo, tylko od świadomości, że czeka ją bardzo nieprzyjemne zdarzenie. Zamiast kąpieli, maseczek i miłego rodzinnego wieczoru z winem i kolacją.

Nic z tego już nie będzie. A może i samej rodziny Bożena już nie ma. Bo zdrady nie zamierza wybaczać. Po prostu nie potrafi.

Zebrała się w sobie. Musi się opanować, żeby nie wyglądać żałośnie w oczach zdradzającego męża i obcej kobiety, która ośmieliła się wejść do jej domu, aby zabawiać się tu z cudzym mężem. I zrujnować jej szczęście.

Bożena słyszała śmiech i cichą rozmowę z sypialni. Szukała czegoś, co można wziąć w rękę, żeby przywalić tym obojgu.

— Boże, jak ja mogłam do tego dopuścić? Dlaczego nie widziałam, nie czułam, że Dariusz tak się ode mnie oddalił, że znalazł sobie kochankę? I to mu nie wystarczyło — jeszcze ją przyprowadził do naszego łóżka!

Cicho rozmawiała sama ze sobą, próbując się uspokoić. Znając swój wybuchowy charakter, poważnie bała się, że może kogoś z nich teraz zabić. A to oznaczałoby więzienie. Musi zapanować nad sobą.

W końcu, nie mogąc dłużej powstrzymać emocji, ruszyła w stronę sypialni, której drzwi były teraz szczelnie zamknięte.

Po drodze zahaczyła o kabel od wysokiej lampy stojącej prawie na środku pokoju, bliżej stolika. Widocznie, zanim przeszli do przyjemniejszej części spotkania, zakochana para coś wypiła i przekąsiła. Na stole stała butelka szampana i owoce.

Huk upadającej lampy w ciszy mieszkania przykuł uwagę tych w sypialni.

Drzwi otworzyły się natychmiast i, owinięta prześcieradłem, stanęła przed Bożeną…

— Kinga? — zdziwiła się. — Ty? Mój BożeBożena patrzyła w oczy Kingi, dawniej bliskiej przyjaciółki, teraz zdrajczyni, i powoli zrozumiała, że czasem nawet najsilniejsze uczucia nie są w stanie naprawić tego, co zostało złamane.

Rate article
Fajna Tajna
Zapomniała powiedzieć mężowi o powrocie do domu. Wchodząc do mieszkania, omal nie zemdlała z wrażenia.