ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

PAMIĘTAJĘ, że kiedy Jadwiga skończyła dwunastkę, czekała ją operacja. Prosta, planowa, godzinna narkozą, niewielkie zabiegi i wypis tego samego dnia. Powinienem był pojechać z nią, ale nie nalegała wiedziała, że jestem zajęty. Przecież otwarcie nowego oddziału w Warszawie było już na wyciągnięcie ręki.

Wszystko będzie dobrze powiedziała, całując mnie w policzek i wrzucając do torby kilka saszetek z karmą dla kotów mieszkających w piwnicach. Po jej odejściu przyłożyłem krawat, jeszcze raz drobiazgowo przyjrzałem się w lustro, wziąłem teczkę z projektem i ruszyłem do biura.

Stanowisko dyrektora generalnego w firmie, którą w ciągu kilku lat wyprowadziłem na pozycję lidera rynku, wymagało pełnego poświęcenia. Ofiarowywałem każdą wolną chwilę, wielokrotnie, uspokajając się myślą, że robię to dla nas, dla niej, a nawet dla podziemnych kotów, które Jadwiga nieustannie karmiła.

Nie że nie lubiłem kotów po prostu jej hobby wydawało mi się bezsensowne, nieprzydatne, nic nie wnoszące. Traktowałem to jak wadę ukochanej osoby, którą trzeba było znosić. Dlatego każde jej próby przywiezienia bezdomnych, pchełkowatych zwierzaków spotykały się ze mną odrzuconym nie. Nie widziałem w tym sensu ani pożytku, ani korzyści. Proponowałem wtedy egzotyczne, orientalne koty jako kompromis przynajmniej miałby to status, powagę. A piwniczne? Co z nich wziąć? Nie rozumiałem, a ona już nie chciała tłumaczyć.

Operacja prosta planowa nic szczególnego miałem pojechać z nią! powtarzałem to w głowie tysiące razy, kiedy pędziłem do szpitala, zostawiając wszystko za sobą. Trzymając się krawata, drżałem przy patrzącym w oczy lekarzu, rozdzierałem w niebyt nienawistny projekt, który nie pozwalał mi być przy niej. Klękałem przy jej łóżku, głową oparłem się o jej rękę i błagałem, by nie zostawiała mnie.

Jednak ona milczała. Nikt z nas nie przewidział, że planowa operacja i godzinna narkozą mogą przerodzić się w śmiertelną komplikację.

Robimy wszystko, co w naszej mocy tłumaczył lekarz.

Nic nie robicie! krzyczałem z rozpaczy, płacąc za jej przeniesienie do oddzielnego pokoju.

Szansa jest, trzeba czekać uspokajała mnie pielęgniarka.

Gdzie jest ta szansa?! ryczałem po korytarzu, kiedy po tygodniu Jadwiga nie odzyskała przytomności.

Wyczerpałem wszystkie możliwe środki: konsultacje najlepszych specjalistów, muzykę, długie rozmowy. Zalałem jej pokój kwiatami, prawie porzuciłem pracę, by być przy niej w każdej wolnej chwili. Obiecywałem, szantażowałem, całowałem, przywołując absurdalną bajkę o śpiącej piękności, choć z każdą dniem topniałem w rozpaczy, w feralnej wściekłości, niszcząc wszystko na swojej drodze.

Przewróciłem krzesło, rozbiłem wazon, w gwałcie wściekłości rzuciłem torbę, z której wypadły kolorowe saszetki karmy. Nie zdążyła już nakarmić tych samych, bezwartościowych kotów, które budziły we mnie jedynie antypatię ukrytą pod pozorem obojętności.

Rany! Boże, co za rany! krzyczałem w duchu.

Gdybym mógł cofnąć czas, wymazać to ręką, przytuliłbym się do niej i poświęcił wszystko, by choć raz zobaczyć uśmiech na jej twarzy.

Adrenalina nagle opadła, a ja, drżącymi rękami, podniosłem z podłogi saszetki, by za dziesięć minut stać przy drzwiach podziemnego schronu, gdzie karmiła koty.

To się nazywa felinoterapia, choć nie ma udokumentowanych przypadków pomocy w sytuacjach takich jak nasza poważnie spojrzał na mnie lekarz, obserwując, jak wprowadzam szóstą klatkę z kotami do pokoju pacjentki.

Czyli będziemy pierwsi wymamrotałem, wypuszczając zwierzęta.

To jej koty. Rozumie pan? *Jej*! Zrobiłbym cokolwiek, by to jej powiedzieć, by po prostu szepnąłem.

Poinformuję personel dodał lekarz.

Dziękuję, powinienem był to zrobić wcześniej Rozumie pan? Ja głos mój łamał się.

Nigdy nie trać nadziei. Każdy z nas uczy się na własnych błędach, pamiętaj o tym przypomniał lekarz.

Nie zapomnę już nigdy nie zapomnę przyrzekłem.

Wspominam tę samą operację, tę samą prostą, planową godzinę narkozy i wypis tego samego dnia. Jadwiga nie nalegała już na moją obecność, ale nie mogła powstrzymać radosnego uśmiechu, widząc, jak rozwleczony krawat ląduje w kącie, a ja, z trudem zakładając szóstą uprzątkę po kolei, ujarzmiam niechętne koty.

Koty podziemne, pchełki, które rok temu przytłoczyły ją, a ona ledwo złapała oddech, patrzyła na mnie siedem razy ślepiących jej wzrok, sześć oddechów ulżenia i jedną triumfalną radość, które nigdy nie znikną z pamięci.

Może dlatego dziś, gdy znowu ma przejść przez to samo, nie odczuwa strachu. Gdy widzi, jak wyczerpany mąż, z włóczkami sierści przytwierdzonymi do koszuli, patrzy na nią krytycznie, ona uśmiecha się szerzej niż kiedykolwiek.

A potem śmieje się szczerze z przechodniów, którzy zerkają na elegancko ubranych mężczyzn otoczonych sześcioma zadbanymi kotami, każdy ciągnący smycz w inną stronę, rycząc w ulicę: Miau?! widok nie dla wrażliwych.

Operacja. Prosta. Planowa. Godzinny znieczulenie, niewielkie zabiegi i wypis tego samego dnia. A jeśli nie przestanie pan gryźć wszystkiego, następnym razem zostanie pan w domu! mruknął mężczyzna siedzący na szpitalnym dziedzińcu, otoczony kotami, trzymając pod lekko pogryzionym, ale wciąż pięknym bukietem róż.

Spojrzał na zegarek, zgrabnie chwycił sześć kolorowych smyczy, lekko sprawdzając, czy uprzątki nie są poluzowane, po czym zerknął na okna sali, w której po operacji budziła się jego żona. Niedługo pozwolono nam wejść. W końcu mógłby pożalić się na te sześć ogoniasych leniuchów, które bez niej nie chciały go słuchać.

Mógłby w końcu wyznać, jak bardzo ją kocha i że będzie kochał zawsze, nawet gdy zniknie w schronisku dla kotów, którego budowę sfinansowała jego firma kilka miesięcy temu.

Głupi, powiem szczerze Lecz wspominając ten dzień, gdy otworzyła oczy, każdy raz przekonuję się, że dopóki jest przy mnie, nie ma w moim życiu nic ważniejszego niż jej głupota. I będę dalej spełniał te chwytliwe, choć nieco dziwaczne, caprysy, które czynią ją niewiarygodnie szczęśliwą.

Zawsze, póki nie jest za późno.

Rate article
Fajna Tajna
ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO