15 listopada 2025
Drogi pamiętniku,
Dwanaście lat, a dziś mała Zuzanna ma operację. Prosta, planowa, godzinna anestezja, nieskomplikowane manewry i wypis tego samego dnia. Powinienem był pojechać z nią, ale ona nie nalegała wiedziała, że jestem zajęty. Przecież otwieramy nowy oddział w Warszawie, a ja nie mogę pozwolić sobie na zwłokę.
Wszystko będzie dobrze szepnęła, całując mnie w policzek, wsypując do torby kilka paczek karmy dla kotów, które żyją w piwnicy naszego bloku, i wybiegła po przejściu. Poprawiłem krawat, jeszcze raz przyjrzałem się w lustro, wziąłem teczkę z projektem i ruszyłem do biura. Rola dyrektora generalnego w firmie, którą wspólnie wyciągnęliśmy na pozycję lidera rynku, wymaga pełnego zaangażowania. Daję mu całe wolne minuty w nadmiarze. Wytłumaczam sobie, że robię to dla nas, dla niej, a nawet dla tych podziemnych mruczków, które Zuzanna nieustannie karmi.
Nie że nie lubię kotów. To po prostu jej pasja, którą kiedyś uważałem za bezużyteczną, nic nie wnoszącą. Z trudem godzę się z jej dziwactwem, tak jak z drobnymi wadami ukochanej osoby. Dlatego każde jej próby przywiezienia bezdomnych, pełnych pcheł zwierzaków zawsze spotykały się z moim stanowczym odmową. Nie widziałem w tym sensu, ani korzyści. Może kot orientalny, którego proponowała jako kompromis, miałby jakiś prestiż, ale te z piwnicy? Co z nich wziąć? Nie rozumiałem, a ona już nie chciała tłumaczyć.
—
Operacja prosta planowa nic nadzwyczajnego powinienem był pojechać z nią! powtarzałem to w głowie setki, tysiące razy w ciągu tygodnia. Gdy pędziłem do szpitala, trzymając się za biały fartuch, drżałem ze strachu, że lekarz wyciągnie z oczu moje spojrzenie. Rozrywałem wątki projektu, które odciągały mnie od niej, klękając przy łóżku i przyciskając czoło do jej dłoni, błagając, by nie zostawiała mnie samemu. Prosiłem ją, by otworzyła oczy i rzuciła choć słowo.
Ale milczała. Nikt nie przewidział, że krótkotrwała anestezja może przerodzić się w komę…
Robimy wszystko, co w naszej mocy mówił lekarz.
Nic nie robicie! wyładowywałem się, płacąc 500 zł za jej przeniesienie do oddzielnego pokoju.
Szansa jest, trzeba poczekać uspokajała mnie pielęgniarka.
Gdzie jest ta szansa?! krzyczałem po korytarzu, gdy po tygodniu Zuzanna wciąż nie odzyskała przytomności.
Próbowałem wszystkiego: konsultacje najlepszych specjalistów, muzykę, długie rozmowy. Zalałem jej pokój kwiatami, praktycznie przestałem przychodzić do pracy, by być przy niej w każdej wolnej minucie. Błagałem, obiecywałem, szantażowałem. Poddany chwili słabości, całowałem ją, przywołując absurdalną bajkę o Śpiącej Królewnie, i z każdym dniem pogrążałem się w rozpaczy, która zamieniła się w bestialską furę, gotową zniszczyć wszystko wokół.
Wpadł w panikę przewrócony fotel, rozbita waza, torba wyrzucona w gniewie, a z niej wylany kalejdoskop kolorowych paczek karmy. Nie zdążyła nakarmić tych bezwartościowych kotów, które wywoływały we mnie jedynie ukrytą niechęć pod płaszczykiem obojętności.
Człowiecze! Boże, jakiś czort! myślałem, patrząc na ten bałagan. Gdybym mógł cofnąć czas, wymazać to gestem ręki Gdybym mógł czołgać się na kolanach i ratować te koty razem z nią, po prostu je pokochać.
Nagle adrenalina opadła. Z drżącymi rękami podniosłem z podłogi kolorowe paczki, by za dziesięć minut stać przed drzwiami piwnicy i nakarmić te podziemne mruczki.
—
To się nazywa felinoterapia, ale nie ma jeszcze udokumentowanych przypadków podobnych do naszego poważnie spojrzał na mnie lekarz.
Więc będziemy pierwsi wymamrotałem, wypuszczając zwierzęta z klatek.
To jej koty. Rozumie pan? Jej! I oddam wszystko, by jej o tym powiedzieć, by po prostu.
Poinformuję personel odpowiedział pielęgniarka.
Dziękuję, powinienem był to zrobić wcześniej Rozumiesz? Ja
Nigdy nie trać nadziei. Uczymy się na własnych błędach, nie zapominaj o tym.
Nie zapomnę Nigdy więcej nie zapomnę.
—
Znowu dwanaście lat, a Zuzanna ma operację. Prosta, planowa, godzinna anestezja, wypis tego samego dnia. Nie nalega na mój wjazd, ale nie może ukryć uśmiechu, gdy widzi mnie, jak po odłożeniu krawata zakładam szóstą uprzątkę po kolei na opornych, uciekających koty. Jej koty te podziemne, pełne pcheł, pod ciężarem których wstała rok temu, nie potrafiąc pojąć, co się dzieje.
Siedem par szpilających w oczy, sześć przydechów na granicy słyszalności i jeden triumfalny okrzyk radości tego nie zapomni nigdy. Może dlatego, kiedy znowu musi przejść przez to doświadczenie, nie czuje strachu. Gdy widzi mnie, wyczerpanego męża, którego koszulę ozdobiły kolorowe włoski sierści, spoglądającego na nią z lekką złością, uśmiecha się szerzej niż kiedykolwiek. Potem śmieje się głośno z przechodniów, którzy patrzą na nas, jak na jakąś scenę z komedii. Mężczyzna w eleganckim garniturze, otoczony sześcioma bezpośrednimi, ale zadbanymi kotami, każdy ciągnący wąską smycz w inną stronę, wydaje z siebie zdenerwowane Miau?!, co nie jest sceną dla słabych serc.
Operacja. Prosta. Planowa. Godzinna anestezja i wypis tego samego dnia. A jeśli nie przestaniecie gryźć wszystko wokół, następnym razem zostaniecie w domu! mruczy spokojnie mężczyzna siedzący na dziedzińcu szpitalnym, otoczony kotami, trzymający lekko pogryzioną, ale wciąż piękną wiązankę róż.
Spoglądam na zegarek, chwytam sześć kolorowych smyczy, upewniając się, że uprzęże nie są luźne, i patrzę na okna pokoju, w którym po operacji budzi się moja żona. Niedługo będą mogli do niej wejść. Wtedy w końcu będę mógł poświęcić się sześciu ogonowych leniuchom, które bez niej nie chcą mnie słuchać, i wyznać, jak ją kocham. Będę ją kochał zawsze, nawet gdy zniknie w schronisku dla kotów, które nasza firma sfinansowała kilka miesięcy temu.
Głupi, wiem Ale kiedy wspominam ten dzień, kiedy otworzyła oczy, zawsze przekonuję się, że dopóki jest przy mnie, nie ma w moim życiu nic ważniejszego niż jej małe szaleństwo. Dlatego będę dalej realizował te chwile, które choć chwilowe, czynią ją niesamowicie szczęśliwą.
Zawsze, dopóki nie będzie za późno.



