Jestem bardzo aktywną kobietą. Mimo że mam 65 lat, ciągle udaje mi się zwiedzać różne zakątki kraju i poznawać niesamowitych ludzi. Moje młode lata wspominam z uśmiechem, choć trochę z nostalgią. Wtedy można było pojechać na wakacje praktycznie wszędzie! Nad morze Bałtyckie, w góry czy na Mazury pod namiot z ekipą znajomych. Można było pływać statkiem po Wiśle. I to wszystko za śmieszne pieniądze wystarczyło kilka złotych i człowiek czuł się królem życia!
Dzisiaj to już tylko wspomnienie.
Od zawsze lubiłam poznawać ludzi. Na plaży w Gdańsku, w teatrze w Warszawie zawsze trafiło się ktoś ciekawy do rozmowy. Z wieloma moimi znajomościami trwam w relacjach przez lata i część nawet przetrwała próbę czasu.
Nie miałam pojęcia, kto mógł wysłać nam tajemniczy telegram. Oczywiście, ja i mój mąż Andrzej nigdzie się nie wybieraliśmy. A tu, nagle, o czwartej nad ranem słyszymy dzwonek do drzwi. Otwieram a tam Basia, dwie nastoletnie dziewczyny, babcia i jakiś pan. Mają ze sobą górę walizek, jakby zamierzali osiedlić się na stałe! Zaniemówiłam z zaskoczenia, a Andrzej już za mną. Ale potem, jak na polską gościnność przystało, wpuściliśmy wszystkich do mieszkania.
Basia od razu zaczęła rozmowę:
Dlaczego nie wyszliście nam naprzeciw? Przecież wysłałam telegram! Nawet taxi kosztuje prawie dwieście złotych! Przepraszam, ale nie wiedziałam, kto go wysłał! No przecież miałam twój adres, to się pojawiłam! Myślałam, że tylko wymieniamy się listami, nic więcej!
Potem Basia wyjaśniła, że jedna z dziewczyn właśnie skończyła liceum i zdecydowała się pójść na Uniwersytet Warszawski. Cała rodzina przyjechała ją wspierać.
Zamieszkamy u ciebie! Nie mamy pieniędzy na wynajem! A ty mieszkasz praktycznie przy centrum!
Byłam kompletnie oszołomiona. Przecież nawet nie jesteśmy rodziną… Dlaczego miałabym ich przyjąć na stałe? Musiałam gotować trzy razy dziennie, choć przynieśli kilka produktów, absolutnie nie garnęli się do kuchni. Wszystko spadało na mnie.
Po trzech dniach nie wytrzymałam i poprosiłam Basię z resztą jej rodziny, żeby się wyprowadzili. Naprawdę nie obchodziło mnie, gdzie pójdą. Oczywiście wybuchła awantura. Basia wpadła w szał tłukła talerze, krzyczała jakby ktoś wyrwał jej serce.
Byłam zszokowana ich zachowaniem. W końcu wszyscy wyszli. Zdołali pożyczyć mój szlafrok, kilka ręczników, a nawet nie pytajcie jak wynieśli wielki gar kapuśniaku! Do dziś nie wiem, jak im się to udało, ale garnek po prostu wyparował!



