— Będę mieszkać z wami i dopilnuję, aby wszystko szło jak trzeba — teściowa podała walizkę synowi i poszła robić porządek.
Katarzyna i Grzegorz byli szczęśliwym małżeństwem od pięciu lat. Na początku nie spieszyli się z zakładaniem rodziny, wybierając świadome podejście do tej decyzji. I tak, na rocznicę ślubu, wreszcie postanowili, że chcą mieć dziecko.
— Jestem gotowa — uśmiechnęła się Katarzyna. — Bardzo pragnę mieć dziecko.
— Myślę, że to właśnie najlepszy moment! — odpowiedział Grzegorz. Otrzymał dobrze płatną pracę, a w mieszkaniu zakończono remont, więc nic nie stało na przeszkodzie, by myśleć o dziecku. Jednak zajście w ciążę nie było takie proste. Trzeba było poddać się badaniom, odwiedzić lekarzy, a nawet skorzystać z medycyny niekonwencjonalnej, co zasugerowała teściowa, zauważając, że synowa ciągle nie może ujrzeć dwóch kresek na teście.
Gdy ogłosili, że planują mieć dziecko, Izabela Krzysztofa zaczęła się aktywnie angażować w życie syna i synowej. Weekendy nie obywały się bez jej telefonów i pytań:
— No kiedy?
— Znowu się nie udało?
— Wszystko robicie źle!
— Wszystkiego trzeba was nauczyć!
Skończyło się na tym, że Izabela przyszła do synowej i oznajmiła:
— Oto adres zielarki. Czeka na ciebie jutro.
— Pani Izabelo, do takich spraw podchodzę sceptycznie. Wolelibyśmy trzymać się tradycyjnych metod.
— Znam wasze tradycyjne metody! Wszystkie pieniądze wydacie na lekarzy, a efekt żaden!
— Jestem osobą wierzącą, nie pójdę do zielarki — odpowiedziała Katarzyna. Teściowa skrzywiła się, ale nie powiedziała nic więcej. Katarzyna pomyślała, że temat jest zamknięty. Jednak Izabela sprytnie uderzyła innym sposobem. Przekonała syna, że wszystkie problemy można rozwiązać w cudowny sposób, obiecując szybki rezultat i nalegała na swoje.
Ku zaskoczeniu, Grzegorz szybko przyjął stanowisko matki i naciskał na Katarzynę.
— Jedź. Nie ma w tym nic złego. Ona jest zielarką, nie czarownicą. Nie upieraj się. Mama nie doradziłaby niczego złego — powiedział mąż, zmuszając Katarzynę do wizyty u zielarki.
Katarzyna posłuchała. Nie chciała się kłócić, a przy tym rozumiała, że zarówno teściowa, jak i mąż starają się działać dla wspólnego dobra.
Zielarka nie przypadła Katarzynie do gustu. Coś tam szeptała, czymś ją spryskała, a potem nasypała jakiejś mieszanki do torebki i wręczyła jej.
— Przyjmuj raz dziennie.
— Dziękuję — powiedziała Katarzyna i szybko się ulotniła. Zobaczyła przed domem kosze na śmieci i chciała od razu wyrzucić wszystko, co dostała od zielarki. Ale odwracając się, zauważyła, że kobieta patrzy przez okno. Katarzyna zrozumiała, że jest obserwowana. Bała się, że teściowa się o wszystkim dowie, więc pojechała do domu. Musiała przekonać rodzinę, że zrobiła wszystko, co jej kazano. Nie zamierzała jednak przyjmować “leku”. Schowała torebkę na półkę i zamknęła szafkę.
Mimo że mieszanka pozostała nietknięta, długo oczekiwana ciąża nastąpiła mniej więcej miesiąc po wizycie u zielarki. Katarzyna uznała to za zbieg okoliczności, bo nie przyjmowała ziół, lecz leczyła się tym, co przepisał jej lekarz. Jednak teściowa uznała sukces za swoją zasługę i przekonała syna, że to dzięki niej Katarzyna zaszła w ciążę. Kiedy teściowa była pewna, że synowa posłuchała jej rady, postanowiła, że od tej pory ma prawo głosu we wszystkich sprawach.
Uważała, że z racji wieku i doświadczenia to jej opinie powinny mieć ostatnie słowo w każdej kwestii, nawet w tych, które jej nie dotyczyły. Wtrącała się ze swoimi radami wszędzie. Zaczynając od diety przyszłej mamy, kończąc na godzinach snu. Jej uwaga i “opieka” przybierały absurdalne formy. Na przykład pewnego dnia, niemal o północy, gdy małżonkowie oglądali ulubiony film przy świecach, rozległ się dzwonek do drzwi.
Izabela Krzysztofa przyjechała przez całe miasto, żeby upewnić się, że Katarzyna przestrzega rytmu dnia i przygotowuje się do snu.
— Co to?! Jedliście jedzenie z restauracji?! — weszła bezceremonialnie do pokoju i zaczęła pakować wszystko, co zobaczyła na stole, choć były to ulubione sushi Katarzyny i makaron ryżowy.
— Pani Izabelo, co pani robi?! — Katarzyna próbowała odzyskać ostatni talerz z sushi, ale teściowa jeszcze bardziej się rozkręciła, twierdząc, że takie jedzenie nie jest przeznaczone dla ciężarnych.
— Grzegorz, jak mogłeś pozwolić żonie to jeść? Ona rozumu nie ma, ale ty? Gdzie patrzyłeś?! Poza tym jest już noc, jedzenie o tej porze jest szkodliwe nawet dla zdrowego człowieka!
— Ciąża to nie choroba! — próbowała odpowiedzieć Katarzyna, ale zasypano ją kontrargumentami.
Grzegorz zdążył zjeść swoją porcję, więc nie był zbytnio przygnębiony, że jedzenie zniknęło ze stołu. Pomyślał, że może mama miała rację i nie powinno się jeść surowej ryby, bo mogłaby zaszkodzić dziecku.
— Dobrze, mamo, więcej nie będziemy zamawiać tego jedzenia. Przepraszam.
— Przepraszam?! Czyli twoja matka nazwała mnie bezmózgiem, a ty przepraszasz ją? — nie wytrzymała Katarzyna. Po jej policzkach pociekły łzy. Grzegorz zaczął uspokajać żonę, a Izabela Krzysztofa wykorzystała moment i wyszła, zabierając całą torbę jedzenia.
— Zapomnijmy o tym nieporozumieniu. Przecież wiesz, że ona chce dobrze?
— Nie. Nie rozumiem. Nie podoba mi się, że wszędzie wtyka swój nos! Inne ciężarne jedzą kredę! Albo ogórki z czekoladą! A ja nie mogę zjeść tego, co lubię?!
— Oczywiście, że możesz. Tak zrobimy: teraz pojadę do sklepu i kupię wszystko, czego zapragniesz.
— Dobrze. Kup mi sushi. Takie same, jakie były na moim stole przed przyjazdem twojej matki.
— Nie. Wszystko, oprócz sushi.
Katarzyna uciekła we łzach. Wieczór był zepsuty.
Tak było także w inne wieczory, kiedy Izabela Krzysztofa pojawiała się bez zaproszenia i wprowadzała swoje porządki w domu. Pewnego razu przyszła w południe, gdy w domu była tylko Katarzyna. Wyszła wcześniej z pracy, bo źle się czuła. W drodze do domu poczuła się lepiej, co często się zdarzało. Nastąpił głód i Katarzyna kupiła sobie jogurt i bułkę. Prawie się zakrztusiła tą nieszczęsną bułką, gdy zobaczyła na progu teściową.
— Pani Izabelo?! Po co pani tu przyszła?!
— Syn powiedział, że masz nudności — spojrzała na bułkę. — Nic dziwnego. Jesteś na diecie “na szybko”, a nawet najtańszej. Co to w ogóle jest? Krucha bułka z szynką i serem?! Daj to tu! — Izabela Krzysztofa próbowała odebrać synowej bułkę, a prawie doszło do bójki. Rozdzieliła ich sąsiadka.
— Co, panie? Bijecie się o ostatnią kromkę chleba?
— A tak, to żart, młoda matka, nie wie, co można a co nie. To tylko żart — natychmiast złagodniała teściowa.
— Oj, te młode myślą, że wszyscy wiedzą wszystko lepiej…
Kobiety znalazły wspólny język i zaczęły rozmawiać o swoich dzieciach, podczas gdy Katarzyna strzepała okruchy i weszła do mieszkania, zamykając drzwi na wszystkie zamki. Teściowa zorientowała się, że już złapała ją za rękę i zaczęła się dobijać, ale Katarzyna jej nie wpuściła.
Izabela Krzysztofa podniosła na równe nogi cały budynek. Grzegorz przyjechał i znowu wybuchła kłótnia.
Po raz kolejny teściowa wyszła, podczas gdy Katarzyna płakała i domagała się sprawiedliwości. Ale Grzegorz, zachęcony przez matkę, wszystko to zrzucał na karb burzliwych hormonów. Im bliżej terminu porodu, tym bardziej atmosferę podgrzewała Izabela Krzysztofa swoimi “wylewami” opieki.
Katarzynie na tle nerwowym zaczęły się problemy ze zdrowiem i postanowiła porozmawiać z mężem.
— Grzegorz, rozumiem, że kochasz swoją matkę, a ona kocha ciebie… ale nie chcę, żeby pojawiała się w naszym domu… — nie zdążyła dokończyć. Usłyszała, jak w zamku przewraca się klucz i bardzo się przestraszyła, bo klucze mieli tylko ona i Grzegorz. — Włamywacze?!
Zamiast włamywaczy w korytarzu pojawiła się Izabela Krzysztofa z walizką.
Katarzyna pomyślała, że bardziej cieszyłaby się z włamywaczy niż z teściowej.
— Jak udało się otworzyć drzwi? — tylko to zdołała wykrztusić.
— Kluczem. Dał mi syn — pochwaliła się Izabela Krzysztofa. — Martwi się o ciebie, a ty mnie na próg nie wpuszczasz. Tak nie można. W ostatnich miesiącach ciąży trzeba mieć dostęp do mieszkania, jeśli byś nie mogła otworzyć drzwi. Zresztą, z nim ustaliliśmy, że potrzebujesz pomocy, zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Wnuczek wkrótce się urodzi, a ja będę się nim zajmować. A na razie dopilnuję, aby wszystko szło jak trzeba — teściowa podała walizkę Grzegorzowi i weszła do pokoju.
— No i co? Kolejna porcja niezdrowej żywności. Wszystko to idzie do śmieci. Od dziś będę pilnować, co jesz i pijesz. Przywiozłam na obiad rosół. I jeszcze ziółka od zielarki. Wypij teraz — powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu teściowa.
Katarzyna spojrzała na męża oczekując wyjaśnień, ale on tylko się uśmiechnął i poklepał ją po ramieniu.
— Mama ma rację. Tak będzie lepiej, kochanie.



