Z Martą pracowaliśmy w tej samej firmie, choć w różnych oddziałach. Nieraz zostawaliśmy oboje po godzinach, a jej mąż mój dobry znajomy dzwonił do mnie i prosił, bym odprowadził Martę na pętlę. Zdarzało się więc, że mijaliśmy się w wejściu i razem szliśmy na przystanek autobusowy, prowadząc rozmowy o życiu lub pracy. Mieliśmy podobne zainteresowania, a jej mąż nie rozumiał jej pasji lub omijał tematy, które dla niej były ważne. Dla mnie te rozmowy były źródłem radości i stopniowo zbliżyliśmy się do siebie z czasem zaczęła mnie przytulać na pożegnanie, potem całowała w policzek, aż pewnego wieczoru pocałowała mnie naprawdę i przez to uciekł jej autobus.
Wiedziałem, że robię coś złego wobec mojego kolegi oraz jego rodziny, lecz uczucia do Marty okazały się silniejsze.
Marta zaczęła wymyślać, że musi zostać dłużej w pracy, tylko po to, by odwiedzić mnie w mieszkaniu; opowiadała historie o delegacjach lub o wyjeździe do mamy na wieś pod Krakowem, choć w rzeczywistości spędzaliśmy razem czas chodziliśmy na spacer w parku, gdy jej mąż pracował i nie mógł nas nakryć.
Szczerze zakochałem się w Marcie i choć nie rozmawialiśmy o jej odejściu od męża, miałem poczucie, że gdybym poprosił, bez wahania wystąpiłaby o rozwód. Żyłem w naiwnych snach, odbierając szczęście innym nie komuś obcemu, lecz mojemu przyjacielowi. Razem piliśmy w barze kufel piwa, słuchając, jak opowiada o tym, jak Marta się zmieniła stroi się dużo częściej, wychodzi wieczorami, na pewno ma kochanka. Udawałem, że pocieszam go szczerze, a później biegłem na spotkanie z Martą.
Nie pojmowałem, po co niszczę czyjeś życie, aż pewnego wieczoru Marta przyszła w złym nastroju. Pokłócili się z mężem i postanowiła dać upust swoim emocjom wobec mnie.
Zawsze tu bałagan! Czy naprawdę nie masz rąk, żeby sięgnąć po mop i posprzątać podłogę? I lodówka wiecznie pusta. Myślisz, że powinnam utrzymywać dwa domy? Jesteś kochankiem, nie moim dzieckiem, naucz się dbać o siebie.
To mną wstrząsnęło. Marta mnie nie kochała byłem tylko chwilowym pocieszeniem. Nasze romantyczne dni zmieniły się w taką samą szarą codzienność, jaka panowała u niej w domu. Byłem dla niej nudny.
Żałuję tylko, że to ja pierwszy poprosiłem o rozstanie. Tamtego wieczoru napisała mi SMS-a, że wyjeżdża i żebym nie ważył się nic mówić jej mężowi. Nawet o tym nie pomyślałem. Wstydziłem się spojrzeć mu w oczy, a już tym bardziej powiedzieć mu prawdę. Powiedziałem tylko, że nie mogę już odprowadzać Marty na pętlę, bo kończę pracę wcześniej.
Mówią, że na cudzym nieszczęściu nie da się budować własnego szczęścia. Dziś żyję z obawą, że moja nowa dziewczyna może okazać się podobna do Marty. Warto pamiętać, że prawdziwe szczęście nigdy nie rodzi się z krzywdy innych ludzi.


