Słuchaj, muszę ci opowiedzieć coś, co mocno siedzi mi na duszy. Z Joanną pracowaliśmy w tej samej firmie ona w biurze na Grójeckiej, ja na Puławskiej. Czasem zostawałem do późna, ona też, i jej mąż mój dobry znajomy, Piotrek dzwonił do mnie z prośbą, żebym odprowadził Joannę na przystanek, bo już się robiło ciemno. Tak więc czasem spotykaliśmy się w holu budynku, gadaliśmy o wszystkim i o niczym, szliśmy razem na przystanek autobusowy, czasem śmialiśmy się, czasem narzekaliśmy na szefa czy inne pierdoły.
Szczerze mówiąc, mieliśmy ze sobą sporo wspólnego. Piotrek wiele rzeczy nie łapał, nie kręciły go te same hobby, co Joannę. A mnie cieszyły te rozmowy z nią, coraz mocniej wkręcałem się w tę relację. Nasze pożegnania stały się coraz bardziej bliskie najpierw uściski, potem całusy w policzek, a raz nawet mnie pocałowała naprawdę, aż się spóźniła na swój autobus do Ursynowa.
Wiedziałem, że robię źle wobec Piotrka i jego rodziny, ale zakochałem się w Joannie, no i co tu mówić trochę przestało mi zależeć na konsekwencjach.
Joanna zaczęła kombinować, że niby pracuje do późna, wymyślała jakieś delegacje do Krakowa albo rzekome wyjazdy do mamy do Gniezna, a tymczasem wpadała do mnie, siedziała na kanapie, czasem robiliśmy sobie domowy obiad, innym razem szliśmy na spacer nad Wisłę, gdy Piotrek był w pracy i nie miał szans nas złapać.
Naprawdę ją kochałem. Nigdy nie poruszyliśmy tematu jej odejścia od Piotrka, ale miałem wrażenie, że gdybym tylko zaproponował jej rozwód, zrobiłaby to od ręki. Żyłem w tym naiwnym przekonaniu, budowałem sobie szczęście kosztem swojego przyjaciela. Chodziłem z nim na piwo do Kufli, słuchałem, jak narzeka, że jego żona zmieniła się, że coraz częściej się stroi, że pewnie ma jakiegoś kochanka. Udawałem, że go pocieszam, a potem biegłem na spotkanie z Joanną, jakby nic się nie stało.
Nie rozumiałem, co robię, po co niszczę komuś życie, aż pewnego popołudnia Joanna przyszła zła jak osa. Pokłóciła się z Piotrkiem i zaczęła się wyżywać na mnie.
Wiecznie tu jest bałagan! Nie możesz wziąć ścierki i ogarnąć podłogę? Lodówka pusta! Myślisz, że mam sprzątać i gotować w dwóch mieszkaniach? Ty jesteś tylko moim kochankiem, nie adoptowanym synem, naucz się ogarniać!
To był kubeł zimnej wody. Dotarło do mnie, że dla niej jestem po prostu odskocznią, kolejnym etapem ucieczki od szarości domu. Nasze spacery, randki… wszystko zamieniło się w to samo, co ma z Piotrkiem rutynę, narzekanie, nudę.
Jedyne, czego żałuję, to to, że ja pierwszy poprosiłem ją o zakończenie tej relacji. Wieczorem napisała mi smsa, że wyjeżdża i żebym się nawet nie ważył cokolwiek powiedzieć Piotrkowi. Nawet nie miałem takiego zamiaru. Wstydziłem się spojrzeć na niego, a tym bardziej powiedzieć mu prawdę o tym wszystkim. Powiedziałem tylko, że nie mogę już odprowadzać Joanny na przystanek, bo teraz kończę wcześniej, ot co.
Stare polskie powiedzenie mówi: na cudzym nieszczęściu nie zbudujesz własnego szczęścia. Żyję teraz ze strachem, że moja obecna dziewczyna okaże się taka sama jak JoannaAle z czasem przekonałem się, że nawet jeśli straciłem Joannę, zyskałem coś cenniejszego świadomość, jak cienka jest granica pomiędzy chwilowym szczęściem a długotrwałym żalem. Przez kilka miesięcy żyłem w pustce, uciekając wzrokiem na korytarzu przed Piotrkiem, unikając jego pytań, aż pewnego dnia, gdy wchodziliśmy razem do Kufli, powiedział: Stary, masz ochotę na szachy u mnie wieczorem? Zaskoczył mnie taką zwykłą, przyjacielską propozycją.
Wtedy zrozumiałem, że wszystko można stracić, ale czasem życie daje szansę, żeby choć trochę naprawić to, co zepsute. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, patrząc na szachownicę króle, pionki i wieże, a między nami cisza, która nie była już ciężarem, tylko możliwością. Może nie będzie już tak jak dawniej, ale choć raz mogłem poczuć, że nie jestem tylko tym, który krzywdzi, ale też tym, który próbuje zrozumieć.
I tak zakończyła się ta historia nie wielkim romansem, nie dramatem, lecz cichą próbą, by choć raz zrobić coś dobrego, choćby tylko przez wyciągnięcie ręki do kogoś, kogo prawie straciłem.


