ZAJAZD ZAGUBIONYCH CUDZOZIEMCÓW

PODŁOŻENIE

Wyrok rodzinny ogłosiła najstarsza córka Zofia. Z natury kłótliwa i wymagająca wobec przyszłych mężów, nigdy nie poślubiła, a w trzydziestą wiosnę stała się zgorzkniałą mizantropką, zgorzknioną jak wrzód żołądka, człowiekiemkoszmarem dla mężczyzn.

Podłoga. wykrzyknęła, jakby odcięła słowo od reszty zdania. Młodsza siostra, Jagoda, pulchna i pogębiona, uśmiechnęła się przychylnie. Matka milczała, ale jej ponury wyraz twarzy wyraźnie zdradzał, że nowa synowa jej nie podoba. Co mogłoby ją zachwycić? Jedyny syn, jedyna nadzieja, po służbie w Wojsku wrócił z żoną. A ta, tak zwana żona, nie miała ani rodziców, ani pieniędzy. Nic. Może wychowała się w domu dziecka, może po prostu nie znała rodziny. Nic nie wiadomo. Tym, że Antek nie zamierzał mówić, tylko żartował: Nie płacz, mamo, zarobimy własne bogactwo. Porozmawiaj z nim, z tym łobuzem. Kogo w rodzinę przywiózł? Może złodziejkę, oszusta nie wiadomo, co się przydarzy.

Od chwili, gdy Podłoga wkroczyła do domu, Wiktoria Nikitowska nie przespiała jednej nocy. Przeglądała półprzymknięte oczy w poszukiwaniu podstępu nowej krewni kiedy zacznie grzebać w szafach. Córki podpowiadały, że matko, schowaj kosztowności wśród krewnych, by nic nie zginęło. Bo kto wie, co się znajdzie? Skóry, futra, złoto. Lecz w pewnym pięknym poranku mogłoby się okazać, że wszystko zniknęło.

Z kolei Antek po miesiącu został pożądany: kogo w domu przywiózłeś? Gdzie twoje oczy? Nie ma żadnej skóry, żadnej twarzy!

Nie miał wyboru, trzeba żyło. Zaczęli więc wkładać Podłogę na miejsce.

Dom był bogaty, ogród trzydzieści ar trzy prosiaki w zagrodzie, ptaki nie liczy się ich już. Każda praca, choćby przez dwanaście godzin, nie wystarczyła. Podłoga nie narzekała. Karmiła, opiekowała się prosiakami, gotowała, sprzątała. Starała się zadowolić teściową. Ale jeśli serce matki nie było spokojne, nawet złotem wyścielana podłoga nie pomogła wszystko i tak było źle. Niechcianą synową, dręczoną wrogością, w pierwszym dniu odrzekła surowo:

Nazywaj mnie po imieniu i patronimicznie. Tak będzie lepiej. Mam już własne córki, a ty, choćby się starała, nie zastąpisz ich.

Od tej chwili Wiktoria stała się Wiktorią Nikitowską, a matka nie nadawała synowej żadnego imienia. Coś trzeba było zrobić lub powiedzieć. Mówiła: Trzeba coś zrobić. I tyle. Nie ma sensu podlizywać się. Ale nieprzyjaznej teściowej nie pozwalano na nic. Każde usterki natychmiast naprawiano. Raz matka musiała zahamować rozszalałe córki nie z litości dla Wiktorii, lecz by porządek w domu zachować, a nie kłótnie. Co więcej, dziewczyna okazała się pracowita. Nie była leniwą. W miarę jak matka nie przyznawała się do własnych uczuć, stopniowo się rozluźniała.

Może życie się ułożyłoby, gdyby nie Antek, który poszedł w świat.

Żaden mężczyzna nie wytrzyma, gdy od rana do nocy dwa głosy wciąż go dręczą: z kim się ożenił, z kim się ożenił. A w tym czasie Zofia przedstawiła mu jakąś znajomą, i wszystko się zakręciło. Siostry świętowały zwycięstwo: Teraz nienawidząca Podłoga wyjdzie z domu. Matka milczała, a Podłoga udawała, że nic się nie stało, choć oczy jej były wytopione, patrzyły jakby w otchłań. Nagle, jak grzmot w słoneczny dzień, nadeszły dwie wieści: Podłoga spodziewa się dziecka, a Antek zamierza się z nią rozwieść.

Nie może tak być powiedziała matka Antka. Nie ma mi cię poślubiła w żonę.

Lecz skoro już wziął ślub, nie ma co drwić. Zostań ojcem, a jeśli zepsujesz rodzinę, wyrzucę cię z domu i nie będę cię znała. A nasza wnuczka będzie tu mieszkać.

Po raz pierwszy matka wypowiedziała imię Podłogi. Siostry zamarły. Antek podniósł głos, że jest mężczyzną i ma prawo decydować. Matka przyłożyła ręce na biodra i zaśmiała się: Jaki jesteś mężczyzną? Na razie masz tylko spodnie. Kiedy urodzisz dziecko, wyhodujesz je, dasz mu rozum, wyprowadzisz w człowieka wtedy możesz nazwać się mężczyzną!

Matka nigdy nie traciła słów, a Antek ciągle trącił się w matkę. Jeśli coś zaplanował, odszedł z domu. Szura, najstarsza córka, została. Po kilku miesiącach urodziła dziewczynkę i nazwała ją Bogumiłą. Matka, kiedy się dowiedziała, nie powiedziała nic widać było jednak, że jest szczęśliwa.

Z zewnątrz dom się nie zmienił, jedynie Antek zagubił drogę do domu i poczuł się urażony. Matka też się martwiła, lecz nie pokazywała tego. Natomiast kochała wnuczkę, rozpieszczała ją, kupowała prezenty, słodycze. Szura jednak nigdy nie wybaczyła, że przez nią straciła syna. Nie powiedziała jej ani słowa.

Minęło dziesięć lat. Siostry wyszły za mąż, a w wielkim domu pozostały trójka: matka, Szura i Bogumiła. Antek zrekrutował się i wyjechał na północ z nową żoną. Do Szury podciągnął emerytowany oficer, poważny mężczyzna, starszy od niej. Rozwiódł się, zostawił jej mieszkanie, a sam mieszkał w kamienicy.

Miał emeryturę, był stabilnym kandydatem na męża. Szurze też się spodobał, ale gdzie ją przyprowadzić? Do teściowej?

Rozjaśnił mu wszystko, poprosił o przebaczenie i wyszedł. Nie był głupi przybył na pokłon do matki. Tak, Wiktorio Nikitowska, kocham Szurę, nie mogę bez niej żyć.

Matka nie poruszyła mięśnia na twarzy.

Kochasz? rzekła. Dobrze, zamieszkajcie razem.

Zamilkła i dodała:

Nie dam ci zabierać Bogumiły z mieszkania. Tu mieszkajcie razem, u mnie.

I tak wszyscy zamieszkali razem. Sąsiedzi szepcili do siebie, rozdrabniając języki, jakby rozmawiali o szaleńczej Nikitowskiej, która wyparła własnego syna z domu i przyjęła Podłogę z mężem. Ta dziewczyna przytłoczyła starą chętną na ból. Nie tylko leniwy nie mył talerzy Wiktorii Nikitowskiej. Ona nie zwracała uwagi na plotki, nie rozmawiała z sąsiadkami o młodzieży, trzymała się dumnie i nieprzenikniale. Szura urodziła Katarzynę. Matka nie mogła się nacieszyć swoimi ukochanymi wnuczkami, choć dla niej Katarzyna nie była wnuczką. Jaką Katarzyną cię nazwać? Nic nie jest, pomyślała.

A nagle nieszczęście przytrafiło się nieoczekiwanie. Szura poważnie zachorowała.

Mąż upadł, na pewien czas się podpił. Matka w ciszy, bez słów, wyciągnęła wszystkie oszczędności z książeczki i pojechała z Szurą do Warszawy. Przepisujeła leki, pokazywała lekarzom. Nic nie pomagało.

Rano Szurze stało się nieco lepiej, poprosiła matkę o rosół z kurczaka. Zadowolona matka natychmiast ubrała kurę, wypotrfla, ugotowała. Gdy podała rosół, Szura nie mogła go zjeść i po raz pierwszy w życiu zapłakała. Matka, której nigdy nie widziano płacącą, płakała razem z nią:

Co, dziecko, odchodzisz po tym, jak cię pokochałam? Co robisz?

Uspokoiła się, otarła łzy i rzekła:

Nie martw się o dzieci, nie zginą.

Do końca nie wypowiedziała już więcej łez, siedziała obok, trzymała Szurę za rękę i delikatnie głaskała, jakby prosiła o wybaczenie za wszystko, co się między nimi stało.

Kolejne dziesięć lat minęło. Bogumiłę żegnano z weselem. Przyszły Zofia i Jagoda, starsze, zmęczone, bez potomka. Zgromadziła się cała rodzina. Antek przyjechał. Z żoną już się rozstał, pił mocno. Gdy zobaczył, jak pięknie wygląda Bogumiła, ucieszył się. Nie spodziewałem się takiej cudownej córki. A kiedy usłyszał, że córka nazywa ojca obcym mężczyzną, zbladł i zwrócił się do matki z pretensjami: To twoja wina, że w domu wpuściłaś obcego mężczyznę. Niech sprząta. Nie ma tu nic dla niego. Ja jestem ojcem.

Matka odpowiedziała:

Nie, synu. Nie jesteś ojcem. Jak nosiłeś spodnie w młodości, tak nigdy nie wyrosłeś na mężczyznę.

Rzekła to jak z przekleśną krzyczką. Antek nie wytrzymał upokorzenia, spakował rzeczy i znów wyruszył w świat. Bogumiła wyszła za mąż, urodziła syna i w hołdzie przybranemu ojcu nazwała go Aleksandrem. Babcię Wiktorię pochowano w pobliżu Szury w zeszłym roku.

Leżą teraz w rzędzie: synowa i teściowa. A między nimi wiosną wyrosła brzoza. Skąd się wzięła, nie wiadomo. Nikt jej nie posadził. Może to pożegnalny znak od Szury, a może ostatnie wybaczenie od matki.

Rate article
Fajna Tajna
ZAJAZD ZAGUBIONYCH CUDZOZIEMCÓW