Hej, kochana, muszę Ci opowiedzieć tę całą rodzinną bajkę, bo to aż tak przypomina nasze rodzinne historie.
W domu była najstarsza córka, Sonia, co zawsze złośliwie narzekała na kandydatów do małżeństwa. Nie mogła ich znieść, więc w wieku trzydziestu lat zamieniła się w prawdziwą czarną panienkę gorzką, pełną żalu i nienawiści do mężczyzn. Taka to już nasza żołądkowa rana, koszmar dla każdego męża.
Przybula tak nazwali nową zjeźdźkę, kiedy wpadła do domu. Młodsza siostra, Jula, pulchnywa o wesołym uśmiechu, skinęła głową z aprobatą. Mama milczała, ale z jej marszczonej twarzy było widać, że nieprzyjemna nowa synowa też jej nie przypadła do gustu. Co w tym mogła lubić? Nasz jedyny syn, nasza duma i nadzieja, poszedł do wojska, a z frontu wrócił z żoną, którą nikt nie znał ani rodziców, ani pieniędzy. Czy to sierotka z domu dziecka, czy kogoś znajomego? Nie wiadomo. Tomek (nasz syn) tylko się śmiał: Nie martw się, mamo, już się wykarczujemy. Myślała, że to jakaś złodziejka, oszustka a w tych czasach ich przybywa!
Od momentu, kiedy przybula pojawiła się w domu, nasza stara Varvara Nikiticzna nie spała jednej nocy. Czytała w półświcie, czekając na jakiś psikus od nowej krewni kiedy zacznie grzebać w szafach. Rodzina ją podścigała: Mamo, schowaj te kosztowne rzeczy, złoto, futra!. Bo kto wie, co przyjdzie? A Tomek tyle wciągnął w dom Nogi mu się podcinały, a on nie miał ani skóry, ani twarzy!
Nie miałśmy wyboru, więc przybula musiała się wpasować. Dom był bogaty ogród trzydziestu ar, trzy prosiaczki w zagrodzie, ptaki latają wszędzie. Praca nie szła za darmo, ale przybula nie narzekała. Gotowała, sprzątała, dbała o prosiaczki i starała się zadowolić teściową. Jedno jednak: kiedy serce teściowej nie chciało, nic nie pomagało, nawet złoto podłogi. Zmęczona wrogością, przybula w pierwszym dniu powiedziała:
Nazywaj mnie po imieniu i patronimiku, bo tak będzie lepiej. Mam już własne córki, a Ty nie zostaniesz taką samą.
Od tego czasu przybula stała się naszą Varvarą Nikiticzna, a mama nie nadawała jej imienia. Często mówiła: Trzeba coś zrobić. I tyle. Nie pozwalała zbyt wiele wlewać w rodzinę. Każdy wers wstawiał w odpowiednie miejsce. Czasem mama musiała przytrzymać rozproszone córki, nie ze względu na przybula, ale by w domu panował porządek, nie kłótnia. Bo dziewczyna była pracowita, nie leniwa. Matka powoli się rozluźniała, choć nie przyznawała się do tego.
Życie mogło się ułożyć, ale Tomek zwariował. Nie każdy facet wytrzyma, gdy od rana do nocy dzwonią dwa głosy: Na kogo się wziął, na kogo się wziął?. A Sonia w końcu przedstawiła mu jakąś przyjaciółkę, i zrobiło się jeszcze bardziej skomplikowanie. Teściowa cieszyła się, że przybula w końcu się posprząta. Mama milczała, a przybula udawała, że nic się nie stało, choć oczy stały się puste, smutne.
Nagle, jak grzmot w słoneczny dzień, dwie wieści: przybula spodziewa się dziecka, a Tomek chce się z nią rozwieść. Mama na to: Nie wierzę w to, nie poślubiłam jej. Ale jak już się pobrali, nie ma co się rozwałkować. Będziesz ojcem. Mama groziła: Jeśli zburzysz rodzinę, wyrzucę cię i nie będę cię już poznawać. A twoja siostra będzie tu mieszkać.
Po raz pierwszy mama nazwała przybulę po imieniu. Siostry zamarły. Tomek się obraził, mówiąc: Jestem facetem, mogę decydować. Mama z uśmiechem podniosła ręce: Facet? Ty dopiero w spodniach! Najpierw dziecko urodź, wychowaj je, daj mu rozum, dopiero wtedy będziesz facetem!.
Mama nigdy nie ukrywała pieniędzy, a Tomek już nie był taki surowy. Kiedy przybula w końcu urodziła dziewczynkę, nazwała ją Warusia. Mama nie powiedziała nic, ale widać było, że się cieszy.
W domu nic się nie zmieniło, tylko Tomek zapomniał drogi do domu i poczuł się zraniony. Mama też przeżywała, ale nie pokazywała tego. Zakochała się w wnuczce, rozpieszczała ją, kupowała prezenty, słodycze. Szurka (nowa matka) nigdy nie wybaczyła, że straciła syna przez nią, ale nie obwiniała jej bez słowa.
Po dziesięciu latach siostry wyszły za mąż, a w dużym domu zostały trójka: mama, Szurka i Warusia. Tomek został powołany i odjechał z nową żoną na północ. Do Szurki podchodził emerytowany żołnierz, starszy od niej. Rozwiódł się z żoną, zostawił jej mieszkanie, a sam mieszkał w akademiku. Pracował, dostawał rentę, był poważnym kawalerem. Szurka go polubiła, ale co by jej powiedziała? Nie pochodzili do teściowej!
Opowiedziała mu wszystko, przeprosiła i wyszła naprzód. On, nie będąc głupcem, pojechał do mamy, mówiąc: Varvaro Nikiticzno, kocham Szurkę, nie mogę bez niej żyć. Mama nie drgnęła.
Kochasz? No to zamieszkajcie razem. Po chwili dodała: Nie dam ci Warusię do podziału. Zamieszkajcie tu, u mnie.
Wszyscy razem zamieszkali. Sąsiedzi gadały o tym, jak szalona Varvara wyrzuciła syna z domu, a przybula przyjęła go z humorem. Nie przejmowały się plotkami, nie rozmawiały z sąsiadami o młodzieży, trzymały się dumne i zamknięte w sobie. Szurka urodziła Kasię. Mama nie mogła się cieszyć z wnuczki, bo która to wnuczka?.
Nagle pech Szurka zachorowała poważnie. Mąż się poddał, na chwilę nawet napił. Mama bez słów wzięła wszystkie pieniądze i zawiozła Szurkę do Moskwy. Różne lekarze, różne leki nic nie pomogło.
Rankiem Szurka poczuła się trochę lepiej, poprosiła o rosół. Mama od razu zabiła kurę, wyplątała i ugotowała bulion. Kiedy przyniosła, Szurka nie mogła go zjeść i po raz pierwszy zapłakała. Mama, której nigdy nie widziano płaczącej, płakała razem z nią: Dlaczego odchodzisz, kochana, gdy już cię kocham?. Potem uspokoiła się, wytrzeć łzy i rzekła: Nie martw się o dzieci, nie zginą. Do końca już nie płakała, trzymała Szurkę za rękę i cicho głaskała, jakby prosiła o wybaczenie.
Kolejne dziesięć lat minęło. Warusię zaręczono. Przyjechały Sonia i Jula, już starsze, trochę sprzeczne. Żadne z nich nie dostało dzieci. Zgromadziła się cała rodzina. Tomek wrócił, choć z żoną już się rozejść, popijał mocny trunek. Gdy zobaczył, jak piękna jest Warusia, ucieszył się. Nie wierzyłem, że mam taką wspaniałą córkę. Gdy usłyszał, że jej ojcem jest inny facet, zamienił się w czarną chmurę i podszedł do mamy z pretensjami: Dlaczego wpuściłaś obcego? Niech sprząta, nie ma tu miejsca dla niego. Ja jestem ojcem.
Mama odpowiedziała: Nie, synu, nie jesteś ojcem. Z małych spodenek nie wyrosło ci w mężczyznę. Powiedziała tak, jakby chciała go przygnieść. Tomek nie wytrzymał upokorzenia, spakował rzeczy i znów wyruszył w drogę. Warusia wyszła za mąż, urodziła synka i nazwała go Aleksander, na cześć przybranego ojca. Babcia Warusia, zmęczona, pożegnana, spoczywa przy Szurce.
Tak leżą w rzędzie: synowa i teściowa. A między nimi tej wiosny wyrosło małe drzewko brzozowe. Skąd się wzięło? Nikt nie sadził. Może pożegnanie od Szurki, może ostatnie przepraszam od mamy.
Tak to u nas bywa, kochana. Trzymaj się!



