List do Świętego Mikołaja
Denis wracał z pracy, śnieg przyjemnie skrzypiał pod butami, jakoś tak od razu przypomniało mu się dzieciństwo. Zjazdy z górki na teczce, bitwy na śnieżki, pałaszowanie sopli znalezionych pod rynną ach, to były złote czasy…
Nagle usłyszał dziecięcy płacz. Rozejrzał się i na ławce zobaczył chłopca w brązowym płaszczyku i szarej czapce. Malec zalewał się łzami, rozcierając je po policzkach rękawem.
Denis podszedł bliżej.
Chłopcze, zgubiłeś się? Czemu płaczesz?
Zgubiłem list… Niosłem w kieszeni, a jak sprawdziłem, już go nie ma i znów szlocha.
No już, nie płacz, pomożemy razem poszukać. A co to za list? Mama kazała na pocztę zanieść?
Sam napisałem. Do Świętego Mikołaja… Mama nie wie…
O rany… Ale nic się nie martw. Jeszcze zdążysz taki napisać.
E tam. Przecież już nie dojdzie na czas
Wiesz co, uciekaj do domu, bo już ciemno, a ja poszukam twojego listu. Umowa stoi?
Dobrze… Ale na pewno jeśli pan znajdzie, to wyśle?
Na pewno! Obiecuję! Wiem, że Święty Mikołaj wie o każdym liście od dzieci. Nawet jak nie znajdę, i tak na pewno coś ci przyniesie…
Chłopiec otarł łzy rękawem i pognał do domu.
Biedak. Pisał, starał się, a tu taki pech…
Denis się uśmiechnął, przypomniawszy sobie, jak znajdował prezenty pod choinką, przekonany, że to Mikołaj przeczytał jego list i spełnił marzenie. Jak dawno to było
Niedługo jego własny synek też zacznie pisać listy na razie ma tylko cztery lata, alfabet to dla niego jeszcze magia
Denis szedł dalej, zerkając pod nogi, ale nigdzie nic nie widział. Szkoda chłopaka ciekawe, co tam prosił, na pewno miał wielkie nadzieje.
I nagle bingo! Kawałek koperty wystawał ze śniegu. Denis delikatnie wyciągnął za róg. To było to!
Papier trochę rozmókł, więc ostrożnie schował list do torby, by nie podrzeć.
W domu żona Waleria właśnie gotowała kolację, synek Maksym zajęty był swoimi samochodzikami. Denis uwielbiał tę swoją rodzinną, ciepłą przystań.
Walerko, wyobraź sobie. Wracam, a na ławce siedzi taki ośmiolatek i zalewa się łzami, bo zgubił list do Mikołaja. A ja znalazłem! Chodź, zobaczymy, co tam napisał.
Denis wyjął kopertę. Na niej charakterystyczne literki dziecięcej ręki: Do Świętego Mikołaja, od Szymona Leśniewskiego.
I co, sprawdzimy, o czym marzył?
Sprawdzajmy. I tak list dalej niż na pocztę by nie dotarł
Denis delikatnie otworzył kopertę i wyciągnął kartkę w kratkę, zgiętą na pół. Przeczytał na głos:
Kochany Święty Mikołaju! Pisze do Ciebie Szymon Leśniewski, mieszkam na ul. Mickiewicza 97. Mam dziewięć lat, chodzę do trzeciej klasy. Lubię grać w piłkę i biegać z kolegami.
Mieszkam z mamą Weroniką i babcią Lidią. Niedawno przeprowadziliśmy się do starego domu, pozwolili nam tu mieszkać bardzo uprzejmi ludzie.
Wcześniej mieszkaliśmy z tatą w innym mieście. Tata pił wódkę, a potem bił mamę. Często i mi się dostawało. Mama z babcią babcia jest mamą taty ciągle płakały, ja razem z nimi. Było nam bardzo źle. Dlatego uciekłyśmy i zabrałyśmy babcię.
Święty Mikołaju, chciałbym Cię poprosić, żebyś pomógł mamie znaleźć nową pracę. Teraz sprząta i myje podłogi, ale nie może się schylać, bo bardzo boli ją kręgosłup. A jeszcze chciałbym, żebyś podarował mamie nową sukienkę, bo stara już się porwała. Mama jest wysoka i szczupła. I bardzo ładna!
Babci podaruj proszę tabletki, żeby nie bolały ją kolana. Babci ciężko chodzić, choć wcale nie jest taka stara. A jeszcze marzy o ciepłym, frotowym szlafroku, bo ciągle marznie. Babcia jest malutka i chudziutka.
A ja marzę o pięknej choince z lampkami i kolorowymi ozdobami. Kiedyś mama zawsze stawiała choinkę i mieliśmy święto. Dopóki tata się nie upił i nie przewrócił całego drzewka
Czekam na Ciebie, kochany Mikołaju.
Szymon Leśniewski.
Denis skończył czytać, spojrzał na żonę w oczach miała łzy.
O jejku, jakie to wzruszające Biedny chłopak Musieli uciekać od pijaka, teraz na nic im nie starcza Wiesz, jak rzadko się zdarza, żeby dzieci prosiły o coś dla mamy i babci, a nie dla siebie! Zauważyłeś? Dla siebie tylko choinkę chce.
No rzeczywiście, widać, co przeszedł od ojca I matka teściowej nie zostawiła. Porządni ludzie. A co, gdybyśmy pomogli Szymonowi spełnić marzenie? Co ty na to, Walerko?
Ach, to byłoby cudowne, Denis. Sama wiem, jak to jest ojciec pił, ile się nacierpiałyśmy Dobrze, że moja mama, niestety, nigdy nie zdecydowała się odejść. Dopiero jak umarł, miałam spokój
A może zaproponować tej Weronice pracę u mnie? Pilnie szukamy kogoś do recepcji, płaca porządna, a mop i wiadro do lamusa przypomniał sobie Denis.
Słuchaj, wypożyczymy od Chmielewskich stroje Mikołaja i Śnieżynki i pójdziemy do nich? Niech Szymon uwierzy w cuda Sprawimy im trochę świątecznej radości!
Kupię babci te same tabletki na stawy, co lekarz wypisywał mojej mamie są praktycznie identyczne. Do tego frotowy szlafrok mięciutki, cieplutki. Dla mamy sukienka, przecież rozmiar ma taki jak ja z opisu. Coś niedrogiego, ale ładnego znajdę teraz przeceny na święta.
Na szczęście mamy trochę oszczędności może zamiast szukać powodów, żeby nie pomagać, po prostu zrobimy coś dobrego, Denis, jak uważasz?
Jestem za! Kocham cię, Walerko, za to twoje dobre serce
Denis objął żonę. Jak dobrze, kiedy się w rodzinie rozumieją.
Następnego dnia Waleria kupiła prostą, ale śliczną, ciemnozieloną sukienkę, różowy frotowy szlafrok, tabletki dla babci, bombonierkę, mandarynki i bombki. Denis dorzucił tani smartfon dla Szymona pewnie chłopak nie ma żadnego.
Stroje Świętego Mikołaja i Śnieżynki pożyczyli od znajomych. Denis kupił jeszcze dla Szymona żywą, pachnącą choinkę. Dla siebie zresztą też.
Waleria i Denis przebrali się, upchnęli wszystkie prezenty do wielkiego worka, dorzucili choinkę i wsiedli do auta. Synek Maksym został z babcią.
Starusieńki domek na końcu ulicy, pochylony płotek, światło w oknie czyli są w domu. Denis złapał za choinkę, Waleria za worek. Zapukali.
Kto tam? otworzyła wysoka, jasnowłosa kobieta koło trzydziestki to musiała być Weronika, mama Szymona.
Na widok Mikołaja aż się zmieszała.
Oj, chyba pomyłka nie zamawialiśmy takich wizyt Pewnie pomyliliście mieszkania
Mieszka tu Szymon Leśniewski?
Tak, to mój syn
Mamo, kto przyszedł? rozległo się. Szymon wybiegł w dresie i swetrze do korytarza.
O rany, Mikołaj!
Cześć, Szymonie! Dostałem twój list i oto jesteśmy ja i Śnieżynka! Zapraszamy cię po prezenty!
Mamo, on dostał mój list! Ten pan z parku go znalazł, tak jak obiecał! Ale super! Wejdźcie!
Weronika uśmiechnęła się i wpuściła ich do środka. Do pokoju przyszła babcia, niska, drobna kobieta. Aż błysk pojawił się w oczach Szymona na widok choinki.
To dla nas ta choinka? Ale piękna i jak pachnie świętami!
Pewnie, Szymonie. Każde dziecko zasługuje na śliczną choinkę! Tu są bombki i lampki do powieszenia. A prezenty są, ale najpierw zwyczaj musisz coś zaśpiewać!
Denis udawał specjalnie głęboki głos, jak przystało na Świętego Mikołaja.
Szymon strasznie się przejął, aż zapomniał wiersza. Patrzył oczarowany na Mikołaja z białą brodą i długim płaszczem w czerwieni.
Szymonie, wiem, że jesteś grzecznym chłopakiem wróbelki ćwierkały. Kochasz mamę i babcię, pomagasz i nie zmykasz z lekcji.
No to czas na prezenty! Ręka do worka, zobaczmy, co los dziś przyniósł
Szymon spojrzał nieśmiało na mamę, ta zachęcająco kiwnęła głową.
Chłopak rozwiązał sznurek. Najpierw pudełko z frotowym szlafrokiem z wielką czerwoną kokardą.
Babciu, to dla ciebie! Pisałem o tym w liście! Weź!
Dla mnie? Co za luksus wzruszyła się babcia. Od razu zarzuciła na siebie i zawiązała pas. Jak szyte na miarę!
Dziękuję, kochani! Nigdy nie miałam czegoś takiego mówiła, ledwie powstrzymując łzy.
Potem Szymon wręczył mamie sukienkę. Babci tabletki. Obie patrzyły osłupiałe, nie dowierzając
Później chłopiec wyciągnął wielką torbę z cukierkami i mandarynkami. Na samym wierzchu pudełko z nowym smartfonem.
To dla mnie? Telefon? Własny? Ojej Święty Mikołaju, dziękuję ci z całego serca za prezenty! Wiedziałem, że istniejesz I się nie zawiodłem! wykrzyknął wzruszony Szymon.
Dużo szczęścia i zdrowia waszej rodzinie! My już lecimy dalej
Denis z Walerą zabrali pusty worek i zbierali się do wyjścia. Szymon zdążył już rozpakowywać telefon, rozanielony.
W korytarzu pojawiły się mama z babcią.
Przepraszamy, ale kim państwo jesteście? Jak się dowiedzieliście o Szymonie?
Znalazłem jego list i wspólnie z żoną chcieliśmy mu sprawić choć odrobinę radości. Proszę przyjąć od serca. Macie bardzo fajnego syna.
Weźcie też proszę jego list i wizytówkę. U nas w pracy szukamy osoby na recepcję, idealnie by pani się nadawała. Jeśli pani zechce, proszę zadzwonić.
Bardzo, bardzo dziękuję Jesteśmy w ciężkim położeniu, Szymon codziennie śnił o cudzie i oto ono przyszło dzięki wam!
Denis i Waleria wracali do domu w ciszy. Cieszyli się, że mogli podarować odrobinę świątecznego szczęścia temu chłopcu i jego bliskim.
Czasem dawanie prezentów jest sto razy przyjemniejsze od ich dostawania, zwłaszcza gdy widzi się ten szczery dziecięcy zachwyt.
Wydanych pieniędzy wcale im nie było szkoda. Jeszcze zarobią. Ale takich emocji, takich wspólnych chwil nie kupi się za żadne złotówki…



