Krzysztof leżał na plecach. Na jego ramieniu, w zagłębieniu pod obojczykiem, spoczywała głowa Wandy. Jedną nogę zarzuciła na niego, dłoń przycisnęła do jego klatki piersiowej, tuż nad sercem. Nasłuchiwał jej równych oddechów, rozkoszując się tym szczęściem. „Tak by zostać na całe życie…” – pomyślał Krzysztof i przymknął oczy.
Drgnął, jakby ktoś go szturchnął w bok, i obudził się. Obok poruszyła się Wanda.
– Co, już czas? – wymamrotała przez sen.
Krzysztof nie widział z kanapy okna, ale po tym, jak w pokoju zrobiło się ciemno, zrozumiał, że już wieczór, dawno powinni opuścić ich tymczasowe gniazdko. A tak nie chciało się…
Poznali się zbyt późno, gdy oboje byli już związani zobowiązaniami wobec rodzin i dzieci. Żyli od spotkania do spotkania, w męczącym oczekiwaniu tych słodkich godzin we dwoje. Krzysztof niechcący westchnął, a Wanda uniosła głowę.
– Już zupełnie ciemno! – wykrzyknęła, nagle rozbudzona, i zerwała się z łóżka.
W miejscu, gdzie przed chwilą leżała jej dłoń, zrobiło się zimno. Była tuż obok, a jednak serce Krzysztofa już bolało z tęsknoty i samotności.
– Wstawaj, musimy jechać. Co powiem mężowi?
– Prawdę. – Krzysztof odsunął prześcieradło i również wstał.
Ubierali się w pośpiechu, nie patrząc na siebie. Jemu było wszystko jedno, co czeka go w domu. Dawno był na wszystko gotów. Męczyło go kłamanie i ukrywanie się. Ona jednak denerwowała się, że tak nietrafienie zasnęli, zmarnowali cenny czas.
– Powiesz, że wstąpiłaś do sklepu, spotkałaś koleżankę, dawno się nie widziałyście, pogadałyście – podsunął pomysł Krzysztof.
– On zna wszystkie moje koleżanki. Może nawet zadzwonić. – Wanda uparcie nie patrzyła na niego.
– Wymyśl kogoś z przeszłości, ze szkoły, studiów. Nie koleżankę, taką dawną znajomą.
– A co ty powiesz swojej żonie? – Wanda przerwała zapinanie bluzki i wpatrzyła się w niego.
Podszedł do niej, objął, zajrzał w oczy.
– Ona dawno mnie nie pyta, domyśla się. – Krzysztof zaczął całować Wandę, a ona rozluźniła się, osłabła w jego ramionach.
Ciemność gęstniała, otulała ich niewidzialnym welonem, jakby nie chciała puścić.
Wanda delikatnie, ale stanowczo odepchnęła Krzysztofa.
– Tak nigdy stąd nie wyjdziemy – zaczęła pośpiesznie zapinać bluzkę.
Krzysztof chciał coś powiedzieć, uspokoić ją. Setki razy proponował, żeby powiedzieć wszystko mężowi, żonie, wyrwać się z błędnego koła kłamstw. Ale dzieci… Uwielbiał swoją dziesięcioletnią Zosię, a Wanda martwiła się o swojego dwunastoletniego syna.
Kiedy zaczęli się spotykać, myślał, że prześpią się kilka razy i rozstaną, ale wszystko okazało się trudniejsze, poważniejsze. Był gotów dla niej na wszystko, ale czy ona była gotowa? Wanda unikała odpowiedzi, zwlekała, prosiła, by jej nie poganiał. Krzysztof znów westchnął.
– No nie gniewaj się, przecież umówiliśmy się… – W jej głosie zabrzmiały przepraszające nuty.
– Schodź do samochodu, klucze są w kieszeni kurtki. A ja posprzątam łóżko – powiedział i zaczął składać pościel.
– Tylko się nie z– Tylko się nie spóźniaj – krzyknęła Wanda z przedpokoju, zanim drzwi zatrzasnęły się za nią, pozostawiając Krzysztofa z uczuciem, że ich miłość, choć pełna bólu, w końcu znajdzie swoje miejsce na świecie.



