Adam leżał na plecach. W zagłębieniu pod obojczykiem spoczywała głowa Anny. Jedną nogę zarzuciła na niego, dłoń przycisnęła do jego piersi, tuż nad sercem. Nasłuchiwał jej równomiernego oddechu, rozkoszując się szczęściem. „Tak bym leżał całe życie…” – pomyślał i przymknął oczy.
Drgnął, jakby ktoś trącił go w bok, i obudził się. Obok poruszyła się Anna.
– Co, już czas? – zamruczała przez sen.
Adam nie widział z kanapy okna, ale po tym, jak w pokoju zrobiło się ciemno, zrozumiał, że już wieczór, dawno powinni opuścić ich tymczasowe gniazdko. A tak nie chciało mu się…
Poznali się za późno, gdy oboje byli już związani obowiązkami wobec rodziny i dzieci. Żyli od spotkania do spotkania, w męczącym oczekiwaniu na te słodkie chwile we dwoje. Adam mimowolnie westchnął, a Anna uniosła głowę.
– Już całkiem ciemno! – wykrzyknęła, natychmiast rozbudzona, i zerwała się z łóżka.
W miejscu na piersi, gdzie przed chwilą leżała jej dłoń, zrobiło się zimno. Była tuż obok, a serce Adama już bolało z tęsknoty i samotności.
– Wstawaj, jeszcze mamy jechać. Co powiem mężowi?
– Prawdę. – Adam odrzucił prześcieradło i też wstał.
Ubierali się pośpiesznie, nie patrząc na siebie. Jemu było wszystko jedno, co czeka go w domu. Dawno był na wszystko gotowy. Zmęczyło go kłamanie i ukrywanie. Ona zaś denerwowała się i irytowała, że tak niespodziewanie zasnęli, bezsensownie zmarnowali cenny czas.
– Powiesz, że wstąpiłaś do sklepu, spotkałaś znajomą, dawno się nie widziałyście, zagadałyście się – podrzucił myśl Adam.
– On zna wszystkie moje znajome. Może do nich zadzwonić. – Anna uparcie nie patrzyła na niego.
– Wymyśl kogoś z przeszłości, ze szkoły, z uczelni. Nie przyjaciółkę, taką, dawną znajomą.
– A co ty powiesz swojej żonie? – Anna przestała zapinać guziki bluzki i wpatrzyła się w Adama.
Podszedł do niej, objął, zajrzał w oczy.
– Ona dawno mnie już nie pyta, domyśla się. – Adam zaczął całować Annę, a ona rozluźniła się, zmiękła w jego ramionach.
Ciemność gęstniała, otulała ich niewidzialnym całunem, jakby nie chciała ich wypuścić.
Anna delikatnie, ale stanowczo odsunęła Adama.
– Nigdy stąd nie wyjdziemy – zaczęła pośpiesznie zapinać bluzkę.
Adam chciał coś powiedzieć, uspokoić ją. Setki razy proponował, by powiedzieć wszystko mężowi, żonie, wyrwać się z błędnego koła kłamstw. Ale dzieci… On uwielbiał swoją dziesięcioletnią Kasię, a Anna martwiła się o dwunastoletniego syna.
Gdy zaczęli się spotykać, myślał, że prześpią się kilka razy i rozstaną, ale wszystko okazało się trudniejsze, poważniejsze. Był gotów dla niej na wszystko, ale czy ona była gotowa? Anna unikała odpowiedzi, zwlekała, prosiła, by jej nie poganiał. Adam znów westchnął.
– No nie gniewaj się, przecież ustaliliśmy… – W jej głosie pojawiły się winne nuty.
– Zejdź do samochodu, klucze w kieszeni kurtki. A ja posprzątam – powiedział i zabrał się za składanie pościeli.
– Tylko się nie spóźniaj – krzyknęła Anna z przedpokoju.
Jak szybko minęło tych kilka godzin. Zwykle, gdy namiętność była zaspokojona, leżeli i rozmawiali, snuli plany. A dziś tak niefortunnie zasnęli. Zostało jakieś niedomówienie, niedokończenie spotkania.
Przygaszone światło słabej żarówki z przedpokoju ledwo rozświetlało pokój. Trzasnęły drzwi. Anna wyszła. Adam złożył kanapę, schował prześcieradło do szuflady pod nią. Właścicielka mieszkania ich nie ruszała. Adam wyprostował się, rozejrzał, czy nie zostawili śladów swojego pobytu. Nie, wszystko było czyste.
W ciasnym przedpokoju szybko się ubrał, wyciągnął z kieszeni przygotowane banknoty (wcześniej wypłacone z bankomatu) i położył je na komodzie. Kliknął wyłącznik i wyszedł.
Mieszkanie na spotkania na kilka godzin wynajmował od samotnej starszej kobiety. Pomysł i samo mieszkanie podrzucił kolega z pracy, który kiedyś też z niego korzystał.
Na umówioną godzinę gospodyni wychodziła. Nie interesował się, dokąd. Ona potrzebowała pieniędzy, on i Anna – miejsca na spotkania.
Mogli wynająć pokój w hotelu. Ale po pierwsze, łatwo było wpaść na znajomych, po drugie, nie chciał kłaść się na łóżku, na którym przed nimi było wiele innych par.
Schodząc po schodach, Adam minął kobietę z pełnymi siatkami. Automatycznie się przywitał i przecisnął się bokiem obok. Ona nie odpowiedziała. Czuł, jak wierci mu plecy podejrzliwym spojrzeniem.
W wieżowcu, gdzie mieszkał z żoną i córką, wszyscy się witają, choć prawie nikogo nie znał. Tak wypada.
A tu z obcymi się nie wita. Może dlatego, że mieszkańcy kamienicy znali się od lat, a nieznajomy budził ciekawość i podejrzenia. Starzy ludzie są podejrzliwi.
Adam wsiadł do samochodu i spojrzał na Annę.
– Jedziemy?
W ciemności wnętrza nie mógł rozpoznać wyrazu jej twarzy.
– Może masz rację. Powiedzieć, skończyć z tym kłamstwem raz na zawsze. Tak nam dobrze razem. A gdzie będziemy mieszkać? No, jeśli zdecydujemy się nie rozstawać.
Niedomówienie chyba też ją przygnębiało.
– Coś wymyślimy. Wynajmiemy mieszkanie na początek.
– Jak to? – głos Anny zadrżał.
Nie odpowiedział, patrzył przed siebie, wyjeżdżając z podwórza. Na obrzeżach nie było korków, zaczęły się bliżej centrum. Nie dojeżdżając do domu Anny, Adam zatrzymał samochód. Pochyliła się ku niemu, by pocałować go na pożegnanie.
– Do wtorku? – Anna odsunęła się.
Jej oczy błyszczały, czy to od świateł latarni, czy od łez.
– Zadzwonię jutro – odpowiedział Adam.
Anna otworzyła drzwi i wysiadła, poszła bez oglądania się, zniknęła w przejściu między budynkami.
Posiedział chwilę, jakby licząc, że się rozmyśli, wróci. Potem zawrócił i pojechał do domu.
***
W mieszkaniu było ciemno, tylko wąska smAnna spojrzała przez okno na rozgwieżdżone niebo i uśmiechnęła się, bo choć droga była kręta, w końcu odnalazła szczęście.



