Zacznij od nowa!

Dzisiaj w moim dzienniku chcę opisać, jak moje życie się zmieniło. Wszystko zaczęło się od tamtej rozmowy z córką…

— Mamo, ty chyba zupełnie straciłaś rozum? — Słowa Kasi uderzyły mnie jak pięścią w brzuch.

Bolało. Milczałam, obierając ziemniaki.

— Wszyscy już palcami wytykają! Gdyby tata, no dobra, to mężczyzna, ale żeby matka! Kobieta! Strażniczka domowego ogniska! Nie wstydzisz się?

Łza potoczyła się po moim policzku, potem druga… wkrótce płynęły już nieprzerwanie, a Kasia wciąż wykrzykiwała swoje. Mój mąż, Wojtek, siedział na krześle ze zwieszonymi ramionami i wydętą dolną wargą.

— Tato jest chory, co ty wyprawiasz? Potrzebuje opieki! — Wojtek łkał. — Tak się nie postępuje, mamo! On ci oddał młodość, razem stworzyliście rodzinę, a teraz co? Jak zachorował, to postanowiłaś uciec? O nie, moja droga, tak się nie robi…

— A jak się robi? — spytałam cicho.

— Co?! Żartujesz sobie? Patrz, tato… ona sobie żartuje!

— Kasiu, traktujesz mnie jak wroga, nie jak matkę… Nagle troszczysz się o ojca…

— Mamo! Co ty wygadujesz, czemu robisz z siebie ofiarę? Nie mogę już tego słuchać! Zadzwonię do babci, niech ona się z tobą rozmówi, to dopiero wstyd!

Wstałam, wyprostowałam sukienkę domową, strzepnęłam niewidzialne pyłki.

— Dobrze, kochani. Wychodzę.

— Gdzie, Lidka?

— Odchodzę od ciebie, Wojtku.

— Jak to odchodzisz? A ja? Co ze mną będzie?

Kasia w tym momencie wściekle mrugała na mnie, rozmawiając przez telefon.

— Kaaś! Kasia! — Wojtek zawył jak nad trumną. — Kasiu!

— Co, tato? Plecy? Gdzie cię boli?

— Oj, oj… Kasia… ona… mama… mówi, że odchodzi.

— Jak to odchodzi? Dokąd? Mamo, co ty znów wymyśliłaś? Na stare lata?

Uśmiechnęłam się gorzko. Pakowałam rzeczy do walizki. Już wcześniej chciałam wyjść, ale Wojtek zachorował — zaostrzyła się jego rwa kulszowa. Biedak tak cierpiał, tak jęczał…

— Lidka… chyba mam przepuklinę…

— Nie wykazało tego rezonansu.

— E tam, co ci lekarze wiedzą! Oni specjalnie nie mówią od razu.

— Tak? A po co?

— No… żeby później więcej wyciągnąć pieniędzy! U Zdzicha w pracy było tak samo — mówili, że rwa, maści, tabletki, a potem okazało się, że straszna przepuklinę ma!

Wtedy nie wyszłam. Nie mogłam porzucić biedaka. Ale teraz…

— Ile jeszcze tego życia masz, Lidka? — przypomniałam sobie słowa przyjaciółki Basi. — Ty harujesz dla nich jak niewolnica. Co dobrego Wojtek ci dał? Ni-czego! — Basia uderzyła dłonią w stół.

— Całą młodość łaził za spódnicami, jak ten kocur… nawet tę… fryzjerkę, cholera… jak ona się nazywała?

— Grażyna.

— Tak, Grażyna! Wlókł ją do domu jak kot mysz. Ty na dwóch etatach, a on na kanapie. Wojtkowi trzeba do sanatorium, kręgosłup go boli! Wojtuś leci nad morze, a Lidka najpierw do teściowej w ogród, potem do mamy? A to, że ty w wieku czterdziestu lat ledwo nogi za sobą ciągniesz, to nic, tak?

— Ale Basia… Wojtek ma…

— Co on ma? Z innej gliny ulepiony? A, no tak, przecież on jest mężczyzną, święta krowa. Popatrz na innych facetów! Oni żyły z siebie rwą, żeby rodzinie niczego nie brakowało. A u was na odwrót — ty się rozpadasz, a ten… pasożyt.

— Basiu… — spytałam nieśmiało. — Zawsze chciałam zapytać… ty jakby nie lubisz Wojtka… Jakby ci coś zrobił. Zawsze unikasz go, na imprezach się nie spotykamy…

Zadałam pytanie, ale bałam się odpowiedzi. A nuż przyzna, że między nimi coś było…

— No dobrze, powiem…

Zesztywniałam.

— Nie mam powodu lubić twojego mazgaja. Nigdy nie zapomnę, jak swoimi lepkimi łapskami po mnie łaził. Pamiętasz, w młodości spałam jak zabita. Wtedy obchodziliśmy jego urodziny na działce. Zasnęłam, przecież dopiero co zaczynałam z Tomkiem. Ty kazałaś mi się położyć w pokoju. Obudziłam się, bo ledwo mogłam oddychać — ten… cham swoją śmierdzącą łapą przytrzymywał mi usta, a drugą macał po ciele, właził pod bluzkę… Ledwo się wyrwałam! Rozdarłam mu pazurami całą twarz, ale pewnie nie pamiętasz — zwalił na kota.

— Najgorsze? Jego matka leżała na sąsiednim łóżku i to widziała! Potem mi powiedziała, że sama jestem winna, że prowokowałam Wojtusia. Groziłam, że wszystko tobie powiem, a ona się śmiała — “Gdzie ty pójdziesz?” Gdybym się poskarżyła, ona by tobie powiedziała, że to ja zaczepiałam twojego Wojtka… Więc uciekłam stamtąd. Nie chciałam niszczyć twojego małżeństwa — ty wtedy byłaś taka szczęśliwa, że masz Wojtusia. Byłaś w ciąży z Kasią.

— Dlatego całe życie wychodzisz, gdy on wchodzi. Boję się o Tomka — gdybym się poskarżyła, rozniósłby twojego Wojtka na strzępy. Bałam się stracić twoją przyjaźń — stanęłabyś po jego stronie… Wreszcie powiedziałam to wszystko.

Milczałam. Jak to możliwe? Przyjaciółka tyle lat to znosiła… Już dawno zaczęłam dostrzegać, jak inni mężowie traktują swoje żony. Oni naprawdę byli małżeństwami.

— Muszę poradzić się z Jarkiem, Darkiem, Markiem — mówiły znajome. Chwaliły się prezentami od mężów, zdjęciami z wakacji. U mnie rodzinne zdjęcie było raz do roku — na urodziny Wojtka. Próbowałam przypomnieć sobie, co on mi dał… coś ważnego? Aha… odkurzacz. Parowar, bo Wojtek lubi pierogi. Perfumy… te, co stały u teściowej w witrynie sto lat. Na ósmy marca trzy tulipany i gałązkę mimozy. Na urodziny róża…

Jak to się stało, że przespałam całe życie?

Basia była bardziej dosadna, gdy w końcu szczerze rozmawiałyśmy.

— Basiu… czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?

— Wcześniej? Tobie?! Tyś była taka ofiarna! Wojtek maA teraz, patrząc przez okno nowego mieszkania w Poznaniu, uśmiecham się do odbicia w szybie — wreszcie jestem wolna.

Rate article
Fajna Tajna
Zacznij od nowa!