Moja teściowa to prawdziwa dama… W zasadzie mógłbym zakończyć moją historię na tym stwierdzeniu, bo zawarłem w nim całą swoją frustrację, ale dla jasności opowiem dalej. Każdego wieczoru wracałem wykończony z pracy i padałem na kanapę. Możecie sobie wyobrazić, jak bardzo w tych chwilach miałbym ochotę zabrać się za gotowanie dla swojej narzeczonej. Pewnego dnia wszedłem do domu i usłyszałem, jak mój ówczesny żona rozmawia przez telefon. Najwyraźniej dopiero zaczęła:
Tak, mamo, cześć… tak… tak… nie, jeszcze nie jadłam! Właśnie wszedł, to może ugotuje coś, jak będzie miał siłę. Tak, oczywiście, że jestem głodna, dzisiaj tylko śniadanie zjadłam. Ale głód to nie koniec świata, mamo, dam sobie radę. To co… zapraszasz do siebie?
Byłem tak wściekły, że nie odezwałem się ani słowem podczas tej rozmowy. Stałem po prostu zaciśniętymi pięściami. A ona, odkładając telefon, z promiennym uśmiechem, zaczęła skakać z radości: “Mama zaprasza nas na kolację” i wyliczała wszystkie dania, które jej mama czasem przyrządzała na wieczór. Chciałem powiedzieć wszystko, co myślę o mojej teściowej. A na dokładkę miałem już gotowy monolog o tym, “dlaczego nie możesz zjeść czegoś przed snem?”. Ale… Ubrałem się, ogoliłem, poszedłem na kolację.
To była kropla, która przelała czarę goryczy i później się rozstaliśmy. Teraz jestem żonaty po raz drugi. Oboje z żoną pracujemy i jesteśmy bardzo zmęczeni, więc gotujemy na zmianę. Dzięki temu w naszym domu panuje spokój i harmonia.



