Zabawa pełna niespodzianek

Przed małą estradą tańczyli goście, na czele z jubilatem – sześćdziesięciopięcioletnim szefem Adama. „Boże, co za mężczyzna…” – nieskładnie podśpiewywały panie solistce niewielkiego zespołu.

Zofia z mężem, zmęczeni zabawą, winem i obfitym jedzeniem, zostali przy zniszczonym stole. Na drugim końcu dwaj koledzy coś żywo omawiali, a trzeci drzemał, oparłszy głowę na złożonych dłoniach.

Zofia przysunęła się do Adama i szepnęła mu prosto do ucha:
– Może pójdziemy do domu? Wszyscy pijani, nikt nie zauważy naszego wyjścia. Od hałasu rozbolała mnie głowa. – Dla przekonania przycisnęła opuszki palców do skroni.

Adam spojrzał spode łba na salę.
– Masz rację, nie ma tu już po co zostać, chodźmy – odparł.

Wyszli niezauważeni z restauracji.
– Uff, jak dobrze! – Zofia wciągnęła pełną piersią świeże nocne powietrze.
– Taxi? – zapytał Adam.
– Nie, przejdźmy się, odetchnijmy. – Zofia wzięła męża pod rękę i wolno ruszyli ciemnymi ulicami.
– Nie zmęczysz się w tych szpilkach? – spytał Adam.
– Wtedy weźmiesz mnie na ręce. Pamiętasz, jak dwadzieścia lat temu? Założyłam nowe buty i obtarłam nogi. Szliśmy z kina pieszo, bo jeszcze nie mieliśmy samochodu, a transportu publicznego już nie było. Niosłeś mnie do domu na rękach. – Zofia westchnęła.

Adam mocniej przycisnął jej ramię swoim łokciem, potwierdzając, że pamięta.
– Ach, jacy byliśmy młodzi i zakochani. Dwadzieścia lat minęło jak jeden dzień. Wydaje się, że dopiero co się pobraliśmy, gdy czekałam na Martę, byliśmy tak szczęśliwi… – Zofia znów westchnęła.

– Niedługo czeka mnie awans, a to nowe możliwości i wyższa pensja. Marta wkrótce urodzi nam wnuka. A jesienią świętować będziemy mój jubileusz. Jesteśmy zdrowi. Czy to nie powód, by być szczęśliwymi? – zapytał Adam.

Zofia nie zdążyła odpowiedzieć, bo doszli do domu.

Zofia pierwsza wzięła prysznic, zmywając makijaż. Wyszła z łazienki z mokrymi włosami, w obszernym frotowym szlafroku. Adam w myślach porównał ją z Justyną, przypominając sobie gładką skórę kochanki, jej jędrne młode ciało, kuszące oczy, bujne włosy… „Co lata robią z kobietami. Czy Justyna za dwadzieścia lat stanie się taka jak Zofia? Nie, z nią nic takiego się nie stanie, dla mnie zawsze pozostanie młoda, bo zawsze będę od niej starszy o dwadzieścia lat. Gdyby była teraz obok…”

Wspomnienia o młodej i namiętnej kochance rozpaliły go tak, że poszedł do łazienki i stanął pod lodowatym prysznicem, by ochłonąć.

Rano wyciągnął z szafy wyprasowaną koszulę z ledwo wyczuwalnym zapachem płynu do płukania, zdjął z wieszaka krawat. Zofia zawsze dobierała krawaty do koszul i wieszała je razem. Z kuchni kusił aromat świeżo zaparzonej kawy.

– Chcę dziś pojechać na działkę. Jabłka pewnie już spadły, zbiorę, ugotuję kompot, upiekę szarlotkę – powiedziała Zofia, stawiając przed mężem filiżankę kawy.
– Po co? W sobotę pojechalibyśmy razem samochodem – zauważył Adam, gryząc kanapkę.
– Do soboty jeszcze trzy dni. Jabłka całkiem zgniją. No i sprawdzę, czy wszystko w porządku.
– No, jak chcesz – Adam dopił kawę i postawił pustą filiżankę na stole.
– Zostanę na noc na działce. Nie będę jechać po ciemku, i tak nie zdążę na autobus. Kolację zostawię w lodówce – dodała Zofia, gdy Adam wychodził z kuchni.

Zatrzymał się, odwrócił.
– Naprawdę zostajesz na noc?
– Tak, a co cię tak dziwi? A może masz jakieś plany na mnie? – Zofia uśmiechnęła się smutno.
– Nie. Tylko uważaj tam. – Adam wyszedł do przedpokoju.
Wkrótce za nim zatrzasnęły się drzwi.

Adam wsiadł do samochodu, przekręcił kluczyk. Zanim wyjechał z podwórka, wybrał numer Justyny.
– Cześć. Nie obudziłem? Słoneczko, chcę cię ucieszyć. Zofia dziś wyjedzie na działkę, zostanie tam na noc. Więc mamy całą noc dla siebie – zaszczebiotał do słuchawki.
– Rozumiem, kochanie – zaśpiewał w odpowiedzi głos Justyny, a w tle rozległ się głośny odgłos całusa.
– Jesteś taka bystra. Czekam na ciebie wieczorem. Już tęsknię. – Adam wsunął telefon do kieszeni marynarki i wyjechał, podgłaśniając radio.

Wszystko układało się idealnie. Humor Adama się poprawił. „Czas pogadać z Zofią, wszystko jej wyznać i postawić kropkę nad i. Justyna męczyła go pytaniami, kiedy wreszcie będą razem.”

Po pracy Adam wstąpił do sklepu po butelkę drogiego wina i owoce. Spojrzał w okna mieszkania – światła nie było, więc Zofia wyjechała. Wbiegł na trzecie piętro, przeskakując po dwa stopnie. Serce waliło jak młot, oddech się zaplątał. „Też mnie lata nie oszczędziły. Trzeba pójść na siłownię” – pomyślał, otwierając drzwi.

W przedpokoju szybko się rozebrał, z ciężką torbą podszedł do kuchni i zastygł w drzwiach. Przy oknie, tyłem do niego, stała Zofia. Jej sylwetka wyraźnie odcinała się na tle szyby.

– Ty… nie wyjechałaś? – wybełkotał, starając się, by głos nie zdradził rozczarowania. „Muszę szybko dać znać Justynie, że wszystko odwołane. Lada chwila ma przyjechać.” – A dlaczego bez światła?
– Niespodzianka! – wesoło zawołała Justyna i odwróciła się do niego twarzą.

Adam zapomniał zamknąć usta. Nie wierzył, nie rozumiał, jak to możliwe? O mało nie upuścił torby. Włączył światło i rozejrzał się. Przed nim rzeczywiście stała Justyna. Spięła włosy z tyłu głowy, jak zwykle robiła to Zofia, więc w ciemności się pomylił. Głośno westchnął, postawił torbę na stole.

– No i jak? Niespodzianka się udała? Żebyś widział swoją minę! – Justyna roześmiała się wesoło.
– No tak. Mało zawału nie dostałem. Myślałem, że ZAdam pojął, że los dał mu szansę naprawienia błędów, ale teraz wszystko zależało od tego, czy Zofia zechce jeszcze raz uwierzyć w jego miłość.

Rate article
Fajna Tajna
Zabawa pełna niespodzianek