Za murami — nie ma ciszy

Za ścianą — nie cisza

— Włączyłbyś wreszcie ten przeklęty telewizor ciszej! — krzyknęła Helena Kowalska, uderzając pięścią w ścianę. — Noc na dworze, ludzie śpią!

W odpowiedzi zagrzmiała muzyka, jeszcze głośniej. Zdawało się, że sąsiednie mieszkanie zamieniło się w salę koncertową, w której grały wszystkie orkiestry świata naraz.

— Mamo, nie denerwuj się — powiedziała zmęczonym głosem Katarzyna, wyglądając z kuchni z filiżanką herbaty. — Porozmawiaj z nimi jutro, po ludzku.

— Po ludzku? — Helena odwróciła się do córki, jej oczy błyszczały z oburzenia. — Już miesiąc rozmawiam po ludzku! A oni są głusi! Albo udają!

Za ścianą znowu coś trzasnęło, rozległy się męskie głosy, śmiech, tupot butów. Helena złapała się za serce.

— Boże, co to ma być! Wcześniej mieszkała tu Barbara Stanisławówna, niech spoczywa w pokoju, była cisza, błogostan. A teraz…

Katarzyna postawiła filiżankę na parapecie i podeszła do matki.

— Mamo, nie martw się tak. Młodzi ludzie, chcą się zabawić. Przypomnij sobie, jak my z Tomkiem biegaliśmy po mieszkaniu.

— To było w dzień! I byliśmy dziećmi! A ci… — Helena machnęła ręką w stronę ściany. — Dorośli mężczyźni, a zachowują się gorzej niż dzieci.

Muzyka nagle ucichła. W zapadłej ciszy słychać było tylko tykanie starego zegara w kuchni i ledwo słyszalny szept za ścianą.

— Widzisz? — Katarzyna westchnęła z ulgą. — Może sami zrozumieli, że przesadzili.

Ale radowała się za wcześnie. Po kilku minutach rozległ się przeciągły, żałosny skowyt. Nie ludzki — zwierzęcy.

— Co to? — Katarzyna zbladła.

— Pies — mruknęła Helena. — Teraz jeszcze i psa mają. Ogromnego, sądząc po głosie.

Pies wył, jakby jego dusza rozdzierała się z tęsknoty. Skowyt przechodził w popiskiwanie, by znów wznieść się do nie do zniesienia.

— Mamo, może mu źle? Może potrzebna pomoc?

— Jaka pomoc? Oni po prostu mają wszystkich w nosie! — Helena znów zaczęła stukać w ścianę. — Cicho tam! Słyszycie? Uspokójcie psa!

W odpowiedzi odezwały się męskie głosy, ale słów nie dało się zrozumieć. Pies na chwilę zamilkł, by po chwili zawyć z nową siłą.

Helena osunęła się na fotel, opierając dłonie na kolanach.

— Kasia, nie mam już sił. Nie śpię od tygodni. Każdej nocy to samo. Albo muzyka, albo telewizor, albo ten przeklęty pies.

Córka podeszła i usiadła na podłokietniku.

— Wzywałaś straż miejską?

— Wzywałam. Przyszedł. Pogadał z nimi. Na jeden dzień się uciszyli, potem znów zaczęli. Strażnik mówi, że nie ma dowodów. Jak udowodnić hałas? Gdy przychodzi, milkną, a gdy wyjdzie…

Za ścianą znów coś zatrzeszczało. Tym razem jakby ktoś przesuwał meble. Ciężkie, drewniane. Skrzyp, huk, znowu skrzyp.

— O pierwszej w nocy meble przestawiają — mruknęła Helena. — Normalni ludzie tak nie robią.

— Mamo, a może naprawdę coś się dzieje? Może nie robią tego specjalnie?

— Kasia, bronisz ich?!

— Nie, tylko… Pamiętasz, jak babcia Zosia opowiadała o wujku Marku? Też hałasował nocami, a okazało się, że był chory. Na alzheimera. Nie rozumiał, co robi.

Helena zamyśliła się. Rzeczywiście, hałas za ścianą był dziwny. Nie taki, jak u zwykłych głośnych sąsiadów. Działo się tam coś niewytłumaczalnego, niemal mistyczne.

— Dobrze — wstała zdecydowanie. — Pójdę do nich. Porozmawiam. Dowiem się, o co chodzi.

— Mamo, jest pierwsza w nocy!

— I co z tego? Skoro hałasują, znaczy, że nie śpią!

Helena narzuciła szlafrok, wsunęła stopy w kapcie i wyszła na klatkę schodową. Drzwi sąsiedniego mieszkania wyglądały zwyczajnie. Tylko numer — trzydzieści osiem — był zaklejony taśmą, jakby ktoś chciał go ukryć.

Nacisnęła dzwonek. W środku odezwała się melodyjka, ale nikt nie otwierał. Hałas trwał, pies znów zawył.

— Otwórzcie! — powiedziała głośno. — Jestem waszą sąsiadką!

Cisza. Potem kroki. Powolne, ostrożne.

Drzwi uchyliły się na łańcuch. W szparze pojawiło się oko — siwe, zmęczone.

— Czego pani chce? — zapytał męski głos.

— Mieszka**”** — Ja tu obok mieszkam… Słyszeliście swojego psa? — wyszeptała Helena, a w jej głosie zadrżało coś więcej niż tylko złość — teraz rozumiała, że za tą ścianą kryje się nie hałas, lecz czyjś niepokój, który przez lata nikt nie potrafił uciszyć.

Rate article
Fajna Tajna
Za murami — nie ma ciszy