Za mąż wyjść nie mogę się doczekać! Gdy dorosła córka zaskakuje rodziców decyzją o ślubie i dziecku …

Dziennik osobisty, 18 marca, Warszawa

– Paweł, długo jeszcze będziesz wracał?
– Jeszcze chwila. Już dojeżdżam.
– To się pospiesz, bo musimy pogadać!
– Coś się stało? od razu się zaniepokoiłem.
– No… jeszcze się nie stało, ale porozmawiać trzeba głos Ewy zdradzał zdenerwowanie, ale wyglądało na to, że jeszcze tragedii nie ma.

Piętnaście minut później przekraczałem już próg naszego mieszkania na Ochocie.
– Co tu się wydarzyło? zapytałem ostrożnie żonę.
– Przebierz się i umyj ręce, nie musisz od razu ratować świata Ewa pocałowała mnie mimo wszystko z czułością i popchnęła w kierunku łazienki.

Po kilku minutach stanąłem w salonie, gotowy na wszystko.
– Chodź powiedziała i poprowadziła mnie do pokoju naszej córki. Na sofie siedziała Marysia zapłakana, skulona pod kocem, z czerwonymi oczami.
– No dobra, co się stało? starałem się zachować spokój.
– Zapytaj swojej córki warknęła Ewa no dalej, powiedz tacie, co wymyśliłaś!
Marysia nie odezwała się ani słowem, tylko odwróciła twarz do okna.
– Dziewczyny, proszę stuknąłem dłonią w blat biurka wyłożcie mi wszystko spokojnie, bez histerii i dramatycznych pauz, albo radźcie sobie same, a ja idę się relaksować po pracy!

– Bierzemy ślub ironicznie zreferowała Ewa. Już dzisiaj, najlepiej natychmiast!
– Co proszę? aż zgubiłem wątek. Tak po prostu ślub? Za kogo niby?
Marysia dalej milczała jak zaklęta, więc żona wyjaśniła za nią:
– Olek Majewski, taki trochę nieśmiały, w okularach. Ostatnio często tu bywał.
– Aaaa, Majewski… No dobra, to jak, Marysia? próbowałem wyciągnąć choć słowo.
Cisza.

– Moja droga powiedziałem już stanowczo kończymy grę w partyzanta. Muszę tu przed tobą tańczyć, żeby się czegoś dowiedzieć?
– Kocham Olka! Kochamy się i będziemy razem! wyrzuciła nagle z siebie Marysia. Jest najlepszy, będziemy małżeństwem!
– Nareszcie jakaś jasność westchnąłem z ulgą Jesteście razem na studiach?
– Tak, w jednej grupie.
– Pierwszy rok… mruknąłem, wcale nie kryjąc rezygnacji dzieci…

– My nie jesteśmy dziećmi! rzuciła Marysia. Mamy po osiemnaście lat, jesteśmy pełnoletni!
– Skoro tak, to pogadajmy poważnie, dorośli jesteście, tak?
– Nie chce mi się gadać! Teraz będzie: Macie czas, musicie się ustabilizować, sprawdzić uczucia… i te tradycyjne, nudne gadki. Wy dorośli, mądrzy, niby wszystko wiecie, a nie rozumiecie tego: kochamy się! To wystarczy! Chcecie zniszczyć nasze uczucie!

– Córko, nikogo nie zamierzam zabijać, chcę to wszystko tylko zrozumieć. Kochacie się? Marysia kiwnęła stanowczo głową. Chcecie ślubu? Ty i Olek?
– Tato, nie obrażaj Olka! On też tego chce!
– No to dobrze. A gdzie będziecie mieszkać, za co żyć? Przemyśleliście to?
– To nie ma znaczenia! Miłość wszystko wytrzyma! wypaliła dramatycznie Marysia.
– Ile ty masz lat, dziecko… westchnąłem cicho. Żeby żyć, trzeba gdzieś mieszkać, jeść codziennie, rozumiesz? Co was goni, że aż tak się spieszycie? Jutro już trzeba ślub? Przecież nikt Olkowi nie zabrania przychodzić do nas, możemy się poznać, porozmawiać, spotkać z jego rodzicami… Słusznie, Ewa?
– Słusznie… ale oni rzeczywiście się spieszą.
– Olek idzie do wojska? Ale przecież studenci jeszcze nie…
– Nie, nie o to chodzi, nie Olek. Marysia, może byś jednak sama powiedziała?
– Powiem obruszyła się Marysia. Będziemy mieli dziecko.

– No to ładnie… wybełkotałem, czując, jak lodowata adrenalina rozlewa się po plecach. I co zamierzacie?
– Ślub, dziecko! I nawet nie próbujcie mnie namawiać na… na ten zabieg! Nasze dziecko będzie żyło!
– Uspokój się. Nikt cię do niczego nie zmusza! Ale musimy sami wszystko przemyśleć. Powiedz, czy rodzice Olka wiedzą?
– Mamy ustalone, że każdy dzisiaj porozmawia ze swoimi rodzicami…

– No i rozmawiał już z nimi?
– N-nie…
– No to jak będzie wiedział, to daj mi znać. A teraz dajcie mi zjeść kolację, bo przez wasze emocje zaraz tu zemdleję z głodu.

Wyszedłem z córkami do kuchni, Ewa w minutę podgrzała obiad i postawiła go przede mną.
– I co teraz? spytała cicho.
– Nie wiem… Zobaczmy, co powiedzą jego rodzice… Może razem jakoś to rozwiążemy…

Nie zdążyłem dobrze odłożyć widelca, gdy zadzwonił Olek i powiedział, że rozmawiali z rodzicami, którzy są absolutnie przeciwni. Podobno była awantura i w ogóle się pokłócili. Nie wygląda to dobrze…

Po kwadransie Marysia weszła do salonu, trzymając telefon i szepnęła, zasłaniając mikrofon:
– Mama Olka. Chce rozmawiać z którymś z was…
Ewa skrzyżowała ręce.
– Kochanie, pogadaj ty, ja nie dam rady…
Spojrzałem na żonę z lekkim zarzutem, ale wziąłem telefon, włączyłem głośnik, uciszając obu dziewczyny ruchem dłoni.

– Halo, dzień dobry, Paweł Kamiński, tata Marysi.
– Anna. Mama Olka. Dzisiaj syn poinformował, że spotyka się z państwa córką. I, sądząc po jej stanie… już się im spieszyło. Mają ponoć wielkie plany. Jesteście państwo w temacie?
– Rozmawialiśmy z Marysią…
– Dobrze. Proszę w takim razie wiedzieć, że absolutnie nie akceptujemy tych… tutaj padło ironiczne westchnienie planów. Nasz syn ma się uczyć, zdobyć zawód, zadbać o swoją przyszłość. Ślub na pierwszym roku studiów i dziecko to nie jest nasza wizja.
– Nasza córka też nie planowała nagłego ślubu, ale dziecka się nie wyprze. Co w takiej sytuacji pani proponuje?
– Przykro mi, to już państwa problem. Po pierwsze, nawet nie jestem pewna, czy to dziecko Olka, po drugie nawet gdyby, to nie będziemy reagować na szantaż: bierzesz ślub, bo jestem w ciąży. Rozumiem, że Marysia chce dobrze wyjść za mąż, a Olek nie jest z byle jakiej rodziny, mieszkanie jest, dorobek też, więc wszystko po kobiecemu rozumiem, ale zrobię wszystko, byście zostawili naszego syna w spokoju. Mąż też się z tym zgadza. Olek się z nami zgodził i prosi, by Marysia więcej go nie nachodziła. Może zrobić aborcję, może urodzić, nas to nie obchodzi. Do widzenia.
Słuchawka trzasnęła. Spojrzałem ciężko na Ewę i Marysię.
– Wszystko słyszałyście? powiedziałem ponuro. O aborcji nawet nie chcę słyszeć. Dziecka krzywdzić nie można, koniec i kropka. A ty, Marysiu, weźmiesz dziekankę, potem wrócisz na studia. Pomożemy ci finansowo, wnuczka przypilnujemy. Z nimi… jeszcze się policzymy. Słuchajcie, herbatka z melisy, płaczcie, ale nie za długo, damy radę!

Pociągnąłem Ewę na bok.
– Weź Marysię do siebie na noc, żeby jej nie odbiło. Wygadasz ją trochę, a ja przenocuję u niej w pokoju.

Minęła godzina, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
– Co za cholera teraz? mruknąłem, idąc otworzyć.
Po chwili wprowadziłem do salonu chłopaka w okularach, niedużego, trochę wystraszonego Olka.
– Olek! Marysia od razu rzuciła mu się na szyję. Jesteś!
– Tak, przyszedłem po ciebie. Państwo Kamińscy, chciałbym, żeby Marysia poszła ze mną.
– A dokąd, jeśli wolno spytać?
– Jeszcze nie wiem. Wynajmiemy jakieś mieszkanie. Jesteśmy dorośli, więc proszę nam nie przeszkadzać! Marysia, idziesz?
– Tak! Gdziekolwiek!

– Stop, dzieciaki uniosłem rękę. Kilka pytań. Twoja mama powiedziała, że jesteście wszyscy przeciwko temu, i ty też.
– To decyzja mamy westchnął Olek. Tata się z nią zgadza dla świętego spokoju, a ja udawałem, żeby mi nie zamknęli konta i nie zabronili wyjść z domu. Spakowałem dokumenty i kartę bankową i… oto jestem.
– Powiedz tylko, z czego zamierzacie żyć?
– Trochę uzbierałem, pracowałem przez wakacje, mam kanał na YouTube, zarabiam na reklamach. Na kilka miesięcy wystarczy na czynsz i jedzenie, a potem jeszcze popracuję.

Spojrzałem z uznaniem.
– No, Olek zrobił na mnie wrażenie. Ewa, zostawić ich samej sobie?
– Sama nie wiem… tak późno…
– Słusznie, na noc nie puścimy. Więc dziś Olek zostaje tu rozłożymy mu w salonie, a Ty, Marysia, śpisz z mamą. Jesteście pewni swojej decyzji?
Oboje zgodnie przytaknęli.
– Z dziecka nie rezygnujecie?
Znowu tak.

– My was wspieramy, ale są zasady: Olek, próbujesz pogodzić się z rodzicami. Marysia ci w tym pomaga. Dziś śpisz u nas, a rodzicom piszesz, że nocujesz u przyjaciół. Studiów nie rzucacie, Marysia idzie na urlop dziekański, wróci później. Finansowo wam pomożemy i z dzieckiem też, ale za was pracować nie będziemy. Ślub póki co skromnie. Potem, jak się ustabilizuje, zrobicie wesele. Pasuje?
– Tak bez wahania rzucił Olek.
– A ja tak się cieszyłam na prawdziwe wesele… z suknią, limuzyną, z gośćmi… westchnęła Marysia.
– Na wszystko przyjdzie czas, skarbie zapewnił ją Olek.

– No to wszystko jasne. Plany są, zadania rozpisane, przygotowujemy się do snu. Rano trzeba wstać.

Ewa złapała mnie chwilę w kuchni.
– Powiedz, czemu tak nagle zmieniłeś front?
– Bo po rozmowie z jego matką aż mnie trzęsło z nerwów. I kiedy już myślałem, że on to taki maminsynek, okazało się, że zachował się, jak trzeba. Nie odstąpił, nie wycofał się. Za takiego mogę oddać córkę.
– Jak zwykle masz rację, kochanie! Ewa uśmiechnęła się, po czym poszła rozlokować wszystkich na noc.

Tyle na dziś. Chyba długo nie zasnę, ale przynajmniej czuję, że postąpiliśmy dobrze.

Rate article
Fajna Tajna
Za mąż wyjść nie mogę się doczekać! Gdy dorosła córka zaskakuje rodziców decyzją o ślubie i dziecku …