Wczoraj synowa znowu przyprowadziła mi wnuczkę na weekend żaliła mi się sąsiadka Stanisława, gdy spotkałam ją na klatce schodowej I znów nie mogę jej do porządku nakarmić! Mamusia mówiła, że księżniczki nie jedzą dużo! odpowiada, zjadła dwie łyżki i koniec! A przecież chuda jak patyk, aż przeźroczysta!
Stanisława od początku nie polubiła żony swojego jedynaka, Pawła ewidentnie miała coś przeciwko Zuzannie, która była od niego starsza aż o siedem lat. Paweł dopiero co zdawał maturę, był młody i niedoświadczony.
Przecież on nawet kobiet wcześniej nie znał! kręciła głową Stanisława. Nic dziwnego, że tak się w niej zakochał! Oczarowała go swoim wdziękiem i doświadczeniem, i już!
A Zuzanna rzeczywiście była piękną, elegancką kobietą. Dbała o figurę, schludnie się ubierała, szła do przodu z karierą. W sumie nie zdziwiło mnie, że Paweł tak za nią przepadł mężczyźni najpierw patrzą oczami, a tu naprawdę było na co patrzeć.
Zuzanna żyła według zasad zdrowego odżywiania, prowadziła aktywny tryb życia. Nic dziwnego, że uczyła tego także swoją córkę by jeść z umiarem, nie przejadać się, troszczyć się o zdrowie i sylwetkę.
Po kilku miesiącach znajomości Zuzanna zaszła w ciążę. Czy był to przypadek, czy zaplanowane tego nikt już nie rozsądzi. Paweł był nawet szczęśliwy postanowił ożenić się z ukochaną, choć dopiero co dorósł do pełnoletności, a ona miała wtedy już 25 lat.
Skończywszy liceum, Paweł poszedł do technikum, a naukę łączył z pracą zarobkową. Od razu wyprowadzili się od rodziców i zamieszkali razem. Najpierw wynajmowali mieszkanie, potem kupili mały pokoik w akademiku.
Byli szczęśliwi, ale Stanisława nie dawała za wygraną szukała dziury w całym, stale czegoś się czepiała. A to Zuzanna nie tak gotowała, a to koszuli Pawła nie wyprasowała, dziecko wystroiła nieodpowiednio. Jej zdaniem, synowa miała same wady i żadne zalety. Z każdym dniem coraz bardziej ją krytykowała, psując młodej parze atmosferę.
W końcu Zuzanna ograniczyła kontakty z teściową do minimum. Wszystko organizowała sama: odbierała Małgosię z przedszkola, zawoziła na gimnastykę i kursy szachowe. Ledwo nadążała po pracy biegała po sekcjach, potem na własny trening, do kosmetyczki i fryzjera. Na dom ledwie starczało jej czasu.
Paweł wracał do pustego mieszkania córka zajęta, żona w rozjazdach albo zajęta swoimi sprawami.
Pewnego wieczoru zapukała do nich sąsiadka pani Irena, wdowa po czterdziestce z dwójką nastolatków. W akademickiej kuchni zepsuł się kran; poprosiła Pawła o pomoc, zanim zaleją dół.
Paweł miał smykałkę do majsterkowania, więc szybko zatrzymał wodę i naprawił usterkę. W tym czasie Irena przygotowywała kolację: ziemniaki z kotletami. W podziękowaniu zaproponowała mu talerz Paweł z chęcią przystał, bo żona nie miała czasu na takie domowe jedzenie, a on zwyczajnie za tym tęsknił.
Od tego wieczoru Irena częściej zapraszała Pawła na domowe kolacje gdy Zuzanna i Małgorzata były poza domem, on spędzał czas w kuchni sąsiadki przy domowych pierogach i kompocie. Nim się spostrzegli, między nimi pojawiła się iskra ich znajomość zacieśniła się silniej, niż początkowo przypuszczali. Wkrótce nie mogli już obyć się bez swoich wspólnych wieczorów.
W akademiku nic się nie ukryje, wszystko jest na widoku. Ktoś więc powiedział Zuzannie, że Paweł przesiaduje u sąsiadki nie tylko dla rozmów o książkach.
Wybuchł kłótnia na cały budynek. Zuzanna, dumna i niezależna, wyrzuciła męża za drzwi, spakowała jego rzeczy i postawiła na korytarzu.
Do matki już wracać nie wypadało, nie miał gdzie pójść poszedł więc do Ireny, która zaprosiła go z otwartymi ramionami.
Małgorzata, córka Pawła i Zuzanny, miała wtedy sześć lat. Paweł 25. Zuzanna 32. Irena 39.
Stanisława, gdy usłyszała o rozstaniu syna z żoną, poczuła triumf to była jej osobista wygrana! Ale gdy okazało się, że Paweł związał się z kobietą jeszcze starszą od poprzedniej, do tego z dwójką dzieci, zaniemówiła…
To zmieniło ją niespodziewanie. Przez lata dręczyła Zuzannę, wypominając jej wiek, a tu cisza, zgoda, akceptacja. Czyżby w końcu zrozumiała własny błąd?
To wszystko wydarzyło się już bardzo dawno temu czasy minęły, minęło dobre piętnaście lat od tamtego rozwodu. Przez te lata Paweł żyje w szczęśliwym małżeństwie z Ireną, nie mają wspólnych dzieci, ale są zgodni, pogodni, wspierają się. Dla ich miłości nie miało znaczenia, czy ona jest starsza. Stanisława już nie narzeka przyjmuje ich serdecznie, żyją spokojnie i pogodnie, jakby nigdy nie było dawnych sporów. I widzę, że Paweł naprawdę odnalazł swoje miejsce i szczęście przy Irenie.
A wy jak sądzicie, czy różnica wieku rzeczywiście ma znaczenie dla szczęścia?



