Wytęskniona wnuczka Pani Natalia nieustannie wydzwaniała do syna, który wyjechał w kolejny rejs. Al…

Wymarzona wnuczka

Grażyna Wiśniewska już od rana z niepokojem próbowała dodzwonić się do syna, który był w kolejnym rejsie. Oczywiście, kontaktu nie było.

Aleś namieszał, Kamilu! westchnęła zmartwiona i znów wybrała znany numer. Ale dzwonienie nic nie dało sygnału nie będzie aż do kolejnego portu. A to może potrwać. A tu taka sprawa!

Grażyna nie mogła już drugą dobę zmrużyć oka i to wszystko przez syna!

* * *

A cała ta historia tak naprawdę zaczęła się kilka lat temu, kiedy Kamil jeszcze nie wyjeżdżał tak daleko do pracy. Syn był już dorosły, ale jakoś te jego związki z dziewczynami nie wychodziły każda mu nie pasowała! Grażyna ze smutkiem obserwowała, jak kolejne sympatyczne (jej zdaniem!) dziewczyny odchodzą z jego życia.

Ty masz nie do wytrzymania charakter! mówiła do syna. Wszystko ci nie pasuje! Która baba wytrzyma te twoje wymagania?

Nie rozumiem twoich pretensji, mamo. Ty chcesz mieć synową, a nie patrzysz w ogóle, kim ona jest jako człowiek?

No a jak to nie patrzę? Ważne, żeby cię kochała i była porządną kobietą!

Na to syn często tylko milczał, a Grażyna się przez to jeszcze bardziej denerwowała. Co się stało, że jej własny syn, którego wychowała i do snu tuliła, teraz zachowuje się, jakby całe życie pozjadał rozumy? Kto tu starszy?

No a co ci nie pasowało w Monice? czasem już traciła cierpliwość.

Przecież mówiłem.

Dobrze… Monika to był akurat kiepski przykład, ale Grażyna nie zamierzała opuszczać gardy. Powiedzmy, że była nieszczera. Choć i tak nie wszystko zrozumiałam…

Mamo! My nie musimy drążyć każdej szczegółowej sprawy. Monika to nie jest ktoś, z kim chciałbym spędzić życie.

A Sylwia?

Też nie, mamo.

A Hania? Dobra dziewczyna była. Ułożona, spokojna, zawsze się pytała, jak pomóc w domu. Taka zaradna, prawda?

Fakt. Była bardzo miła. Ale potem się okazało, że mnie nie kochała.

A ty ją?

Chyba też nie.

No a Kinga?

Mamo!

No co mamo? Tobie się po prostu nie da dogodzić! Zamiast się ustatkować, rodzinę zrobić, dzieci mieć!

Skończmy tę bezsensowną rozmowę! Kamil w końcu tracił cierpliwość i wychodził z domu.

“Wdał się w ojca taki sam uparty i drobiazgowy!” myślała z irytacją Grażyna.

Czas mijał, dziewczyny przewijały się wokół Kamila, a Grażyna na domowe szczęście syna i wnuki dalej czekała. Potem Kamil zmienił pracę kolega zaproponował mu robotę na statku i ten się zgodził. Na nic zdały się prośby matki, żeby sobie odpuścił takie rejsy.

Mamo, serio, świetna propozycja! Wiesz, jakie tam są zarobki? Niczego nam nie zabraknie!

No i co mi po twoich pieniądzach, jeśli cię nie będzie w domu? Lepiej byś rodzinę założył!

Trzeba ją z czegoś utrzymać! Jak dzieci będą, to do morza nie pójdę, tylko wychowywać je będę. Teraz jeszcze popracuję, póki mogę, a potem wszystko przemyślę.

Rzeczywiście, Kamil zarabiał sporo. Po pierwszym rejsie zrobił generalny remont mieszkania. Po drugim założył lokatę w banku i przekazał matce kartę.

Żebyś na nic nie narzekała!

Ja i tak nie narzekam! Tylko wnuków nie doczekałam, czas ucieka. A ja już starą się robię!

Co ty gadasz, mamo? Jeszcze trochę ci zostało do emerytury! roześmiał się syn.

Grażyna z tej karty nie korzystała. Miała swoje skromne pieniądze z pracy w aptece, to jej wystarczało. Niech leżą, Kamil i tak nie sprawdza. A potem zobaczy, jaka to ja oszczędna matka! miała cichą satysfakcję.

I tak żyli przez kilka lat. Miedzy rejsami Kamil nadrabiał czas spotykał się ze znajomymi, imprezował, randkował, ale nowych dziewczyn już do domu nie przyprowadzał. Gdy mama coś mu wypomniała, odpowiedział tylko zimno:

To żebyś się nie przejmowała, że się z nimi nie ożeniłem. Takie do związku się nie nadają, mamo!

Grażynę to bolało Zwłaszcza gdy jeszcze usłyszała od syna:

Ty jesteś zbyt naiwna, mamo! Wszystkim moim narzeczonym chciałaś ufać, a wcale ich nie znałaś. Dla ciebie się tylko starały być miłe.

To strasznie ją uwierało, bo syn niby wprost powiedział, że jest łatwowierna, a to przecież można uznać za naiwność. Nazwał ją głupią! Tak się poczuła.

Mimo to, gdy pewnego dnia przypadkiem zobaczyła go na mieście z dziewczyną, znowu w niej zapaliła się nadzieja, że może wreszcie syn się ustatkuje. Bez skrępowania podeszła a dorosły już Kamil aż się zarumienił. Ale matka to matka musiał oficjalnie przedstawić.

Justyna bardzo się Grażynie spodobała: wysoka, szczupła, z kręconymi włosami i bardzo kulturalna. Po prostu urocza. Wtedy Grażyna od razu zmiękła Może i dobrze, że tamte odrzucił, może wreszcie spotkał odpowiednią!

Romans Kamila z Justyną trwał cały jego urlop. Z polecenia matki, Justyna kilka razy odwiedziła ich w domu. Grażyna nie mogła się nachwalić rozmowna, błyskotliwa, po prostu rewelacja. Gdy syn szykował się do kolejnego rejsu, Justyna nagle zniknęła.

Nie spotykamy się już z Justyną i ty też z nią nie utrzymuj kontaktu powiedział syn i wyjechał.

Grażyna łamała głowę, co się mogło wydarzyć, ale nie miała jak się dowiedzieć.

* * *

Minął rok. Syn kilka razy wrócił do domu, ale pytania o Justynę zbywał zimno.

I ta była nie taka? Co w niej było nie tak? w końcu Grażyna pękła.

Mamo, to tylko mnie dotyczy. Nie musisz wiedzieć. Jeśli się rozstaliśmy, widocznie tak musiało być. Proszę, nie wtrącaj się w moje życie!

Grażyna prawie się popłakała.

Martwię się o ciebie, Kamil!

Nie trzeba! odburknął syn. Przestań już się do mnie czepiać!

Szybko znów wypłynął w rejs, a Grażyna żyła swoim codziennym życiem choć z dziurą w serduchu.

Pewnego dnia, będąc w aptece, do Grażyny podeszła… Justyna. Przyszła kupić mleko dla dziecka. Była trochę skrępowana i poprawiała czapeczkę dziewczynce w wózku.

Ojej, jak się cieszę, że cię widzę! Grażyna nie mogła ukryć emocji. Mnie Kamil nic nie wyjaśnił, zniknął w rejsie, a o tobie nawet nie pozwolił pytać!

Naprawdę? Justyna spojrzała smutno. Cóż, mówi się trudno.

Grażyna nie wytrzymała:

Powiedz szczerze, co się stało? Znam swojego syna, potrafił cię skrzywdzić?

To nieistotne Nie mam do niego żalu. Idę, muszę jeszcze do sklepu.

Do mnie wpadaj! Ja tu pracuję na zmiany, zawsze będzie miło pogadać!

I Justyna przyszła do apteki w kolejną zmianę Grażyny. Z czasem zaczęły rozmawiać więcej i więcej. Okazało się, że Justyna zaszła w ciążę z Kamilem, ale on stwierdził, że dziecka nie chce i nie planował dłuższej relacji. Po prostu zniknął.

Pewnie wypłynął w rejs wzruszyła ramionami Justyna. Nic, damy sobie radę same.

Grażyna aż przykucnęła przy wózku, patrząc na małą.

To znaczy… To moja wnuczka?

Wygląda na to, że tak odpowiedziała cicho Justyna. Zosia ma na imię.

Zosieńka…

***

Grażyna nie mogła się uspokoić. Wypytała Justynę o sytuację okazało się, że z mieszkaniem źle, Justyna ledwo dawała radę, coraz poważniej rozważała powrót do rodziców na prowincję. Sama myśl, że wnuczka wyjedzie i Grażyna jej nie zobaczy, sprawiała, że bolało ją serce.

Przyprowadźcie się do mnie, Justyna. Z Zosią! To w końcu moja wnuczka! Pomogę wam, ty znajdziesz spokojniejszą pracę, a Kamil tak dużo przysyła pieniędzy, że nie mam na co ich wydawać. Zosi nic nie zabraknie!

A co na to Kamil?

A co mnie to? Narozrabiał, zostawił dziecko, matce nic nie powiedział! Komuś muszę zrekompensować jego winy! Jak wróci, pogadam z nim, odpłaci za wszystko odgrażała się Grażyna.

Tak też zamieszkały razem. Grażyna były szczodra zarówno z czasem, jak i z pieniędzmi dla wnuczki. Brała mniej zmian w aptece, by być przy Zosi. Justyna znalazła pracę i spokojnie zostawiała ją pod opieką Grażyny. Często wracała późno i była wykończona.

Cały dzień latania, tylu klientów i to jeszcze jacy roszczeniowi!

Odpocznij, ja Zosię wykąpię i położę spać!

Tymczasem zbliżał się powrót Kamila z rejsu. Grażyna wyobrażała sobie, jak z nim ostro porozmawia, a tymczasem Justyna coraz częściej się denerwowała.

Kamil wróci i nas wygoni, Grażyno! Szkoda, że zamieszkałam. Jutro zaczynam szukać mieszkania.

Nikt was nie wyrzuci! Zaraz z nim porozmawiam! Ma za swoje…

On powie, że tu jestem tylko dla pieniędzy… A ja nic od pani nie chcę! Jest pani wspaniała, tyle nam dała z Zosią… ale wolę wrócić do rodziców. Ale będziemy w kontakcie!

Nie wymyślaj! Ja tu jestem właścicielką mieszkania! Mogę zaprosić, kogo zechcę. Niech tylko Kamil spróbuje mieć inne zdanie!

Na nic były protesty Justyny Grażyna postawiła na swoim. Zostawiła ją z wnuczką u siebie.

Wiesz co? powiedziała któregoś wieczoru Najlepiej by było od razu przepisać to mieszkanie na Zosię. Kamil się przecież nie ożeni, a wnuczce coś się należy po babci. Zwłaszcza, że nawet w papierach ojcem nie jest wpisany…

Przepraszam, szepnęła Justyna myślałam…

Rozumiem cię. Ale potem ciężko by było cokolwiek udowodnić. Jutro idziemy i załatwiamy formalności.

Nie trzeba, Grażyno! Moi rodzice też mają mieszkanie…

Nawet nie próbuj mnie już odwieść, decyzja zapadła!

Tak też zrobiły, ale notariusz powiedział, że trzeba najpierw, żeby syn wyrejestrował się z mieszkania.

Grażyna była wściekła, ale zostało już tylko kilka dni do powrotu Kamila, więc pocieszała się, że zaraz to wszystko załatwi. Justyna była coraz bardziej spięta i często gdzieś znikała.

Co tak wieczorami cię nie ma? wypytywała Grażyna. Justyna kręciła się po domu, a wtedy Grażyna zobaczyła torbę schowaną za łóżkiem, częściowo już spakowaną.

Ty naprawdę chcesz odejść?

Muszę. Jak Kamil wróci…

Nigdzie nie pójdziecie! ucięła Grażyna. Po chwili dodała: Zostaw tę robotę, mówiłam ci, gdzie leży karta i kod, możesz śmiało korzystać. Zosia zaraz zapomni, jak wygląda jej mama! Jeśli chcesz, by Kamil cię zaakceptował, musisz się nauczyć gospodarności…

Justyna nic na to nie powiedziała. Kamil wracał za dwa dni.

* * *

W dzień powrotu syna Grażyna pierwsze co zrobiła, to zerknęła do pokoju Justyny i Zosi, żeby popatrzeć, jak śpią. Ale Justyny już nie było; została tylko Zosia, która spała słodko pod kocykiem.

O co chodzi? Gdzie ona się podziała o tej godzinie? Przecież nigdy wychodziła tak rano do pracy!

Grażyna zabrała się za przygotowania gotowała ulubione potrawy Kamila, podskórnie starając się dodać sobie odwagi. Wyobrażała sobie, jak wręczy mu Zosię i zmusi go do przeprosin Justynę, gdy tylko ta wróci.

Wreszcie rozległ się upragniony dzwonek.

Kamil stanął jak wryty w progu, widząc mamę z małą dziewczynką na rękach.

Cześć, mamo. Co to za dziecko? Co się wydarzyło pod moją nieobecność?

Ty najlepiej powinieneś wiedzieć!

Nic nie rozumiem był zdezorientowany, zdejmując buty. No dawaj, opowiadaj co tu się działo.

Proszę bardzo, swoją wnuczkę znalazłam, Zosię! powiedziała z powagą Grażyna.

Jaką wnuczkę? Mam rodzeństwo, o którym nie wiem? zdziwił się Kamil.

Przestań udawać, Kamil! Justyna mi wszystko opowiedziała! Wstyd mi za ciebie! Tak cię nie wychowałam!

Justyna? Nie rozumiem! Przecież prosiłem, żebyś z nią nie rozmawiała. Poza tym co ona ma do tego dziecka?

Grażyna puściła wszystko naraz powiedziała mu całą historię, nie szczędząc wyrzutów. Kamil złapał się za głowę:

Mamo, co ty… krzyknął.

Co, znowu nazwiesz mnie głupią? A ja…

To nie moje dziecko! Justyna cię zrobiła w konia, mamo… Boże, jaka ty jesteś naiwna! zawahał się, po czym dodał: Chodzi jej tylko o pieniądze, od początku to widziałem… Co ci zabrała?

Nic! Ty…

Sprawdź swoje oszczędności! Justyna pewnie już gdzieś z nimi zniknęła!

Poszła do pracy! upierała się Grażyna.

Kłócili się długo, ale w końcu Kamil zgodził się poczekać na powrót Justyny, by wszystko wyjaśnić.

Czekali do późna. W międzyczasie Grażyna opowiedziała, jak spotkała Justynę, jak razem mieszkały i że chciała przepisać mieszkanie na Zosię. Kamil cały czas mówił, że to był po prostu przekręt, ale…

Ty nic nie wiesz! Justyna to naprawdę dobra dziewczyna…

Oszustka, nie dziewczyna! Tak łatwo cię omotała!

Przestań! Jak tylko wróci, sama ci o wszystkim powie, a ja pójdę bawić się z wnuczką!

Mamo, ona nie jest twoją wnuczką!

Grażyna spojrzała z niechęcią na syna.

W końcu dodał Kamil można zrobić test DNA.

No to zrobimy! Grażyna uniosła głowę i poszła z Zosią do łóżka.

Później przyszła noc Justyna dalej nie wróciła. Następnego dnia także nie. Nie odbierała telefonu. Grażyna ruszyła do pracy, w której podobno była Justyna, ale nikt nie słyszał o takiej osobie. Pokazywanie zdjęć nic nie dało.

Grażyna wróciła do domu i posprawdzała oszczędności nie było ani pieniędzy, ani karty. Część rzeczy Justyny też zniknęła zostały tylko rzeczy Zosi. Dopiero teraz dotarło do niej, że została oszukana.

Jak to możliwe? Nie wierzę! Przecież nie zostawiłaby Zosi i tak po prostu uciekła?

Dla takich jak ona wszystko możliwe mruknął Kamil. Koledzy mnie ostrzegali, a potem jeszcze dowiedziałem się, że okradła Fila… A ja ją przyprowadziłem do domu i potem nagle była w ciąży bez pewności, czyjej to dziecko. Mówiła, że moje, jasne… Już wtedy koledzy gadali, że ciąga się po facetach.

Jaka ja naiwna… rozryczała się Grażyna. Czemu mi nic nie mówiłeś?

Nie chciałem cię obciążać, zawsze podchodzisz do ludzi z sercem… Nie chciałem cię zasmucać.

I co teraz robimy?

Zgłosimy to na policję! Dobrze, że nie udało ci się przepisać mieszkania! Straciłabyś dach nad głową!

Zgłosili sprawę, ale Justyny nie udało się odnaleźć. Przepadła bez śladu. Minęły miesiące, wieści żadnej. Pieniędzy z konta nie zabrała dużo Kamil zdążył zablokować konto. Karta potem odnalazła się na dworcu.

Podczas poszukiwań matki, Zosię pozwolono zostawić Grażynie. Musiała nawet tymczasowo rzucić pracę. Dobrze, że pieniądze syna starczyły na wszystko. DNA potwierdziło, że Kamil ojcem nie był, ale Grażyna tak pokochała dziewczynkę, że nie chciała jej już oddać. Po konsultacji z synem zdecydowali, że wychowają Zosię jak swoją. O Justynie nie było wiadomości, odebrano jej prawa rodzicielskie. Długo trwało załatwianie formalności z opieką, ale w końcu wszystko się ustabilizowało. Żyli normalnie.

A po roku Kamil wrócił z żoną.

Poznaj, mamo, to Basia. Zamieszkamy razem.

A co… Grażyna spojrzała niepewnie w stronę dziecięcego pokoju, myśląc, czy Kamil powiedział Basi o Zosi.

Ale Basia się uśmiechnęła:

Przesympatycznie poznać panią, pani Grażyno! Mąż wszystko mi opowiedział. I szczerze jestem pod ogromnym wrażeniem! Jeśli pani pozwoli mi się opiekować Zosią, byłabym szczęśliwa, bo… spojrzała czule na Kamila.

Tak, planuję już skończyć z rejsami. Razem z Basią chcemy adoptować Zosię. Teraz nikt nam już nie odmówi!

Grażyna aż promieniała z radości.

Matko, jakie to szczęście! No już, chodźcie do stołu! Nawarzyłam tyle jedzenia! Jak mi dobrze, jak ja się cieszę! i otarła łzę szczęścia.

Rate article
Fajna Tajna
Wytęskniona wnuczka Pani Natalia nieustannie wydzwaniała do syna, który wyjechał w kolejny rejs. Al…