Wyszliśmy ze szpitala tylko we dwoje. Nikt nas nie witał, nie robił zdjęć, nie wręczał kwiatów. I szczerze mówiąc, byłoby to dziwne kwiaty dla mężczyzny? Mama żyje, wszystko z nią w porządku, ale… dziecko nie było jej potrzebne. W ogóle. Powiedziała o tym Pawłowi od razu, bez żadnych tajemnic. A Paweł nalegał, prosił, nawet delikatnie groził. W końcu miał już prawie czterdzieści lat, a dzieci nadal brak. No bo może to jedyna jego szansa na własną rodzinę… W końcu się dogadali. Żona urodziła, zaraz potem się rozwiedli. Bez problemu zgodziła się płacić alimenty.
Paweł początkowo chciał zrezygnować z tych pieniędzy, duma mu na to nie pozwalała, ale była żona powiedziała:
Życie jest długie, różnie bywa. Nie jesteś już młodzieniaszkiem, a ja o wiele młodsza. Dziecka co prawda nie chcę, ale ono jest też moje. Niech będzie jakaś poduszka bezpieczeństwa. Na później…
Zaczęły się nieprzespane noce i nerwowe dni, ale Paweł się nie łamał. Wokół ile samotnych matek! Czemu miałby być od nich gorszy? Dzieci wychowywane samodzielnie przez ojców też istnieją Więc nie widział w tym żadnego problemu co niby, dziecko w męskich rękach zaraz uschnie? Skąd! Staś, bo tak nazwał syna, rósł zdrowo, przybierał na wadze i był bardzo radosnym dzieckiem.
Kiedy Staś trochę podrósł, zaczęły się pytania o mamę. Jak tu dziecku powiedzieć, że mama go nie chciała? Paweł kombinował:
Znalazłem cię w piwnicy.
W której?
W tej pod sąsiednim blokiem.
Od tej pory piwnica wręcz ciągnęła Stasia jak magnes. Na spacerze, kiedy tylko ojciec się zagapił, chłopiec zaglądał do kratek piwnicznych, wołając mamę. Zawsze odpowiadała mu tylko cisza…
Ale pewnego razu… Staś coś usłyszał! Serce stanęło mu na moment, potem zaczęło tak walić, że nic poza nim nie słyszał.
Drzwi do klatki były uchylone. Wbiegł do piwnicy. Najpierw było bardzo ciemno, ale oczy przywykły. Szukał głębiej, próbował wołać, ale gardło ściskał szloch; dał radę tylko szeptać przez łzy:
Mamo, mamusiu, jesteś tu? To ja Staś Przyszedłem po ciebie!!
Ale mama się nie odzywała. Staś zatrzymał się, znowu zaszlochał i nasłuchiwał. Usłyszał cichy szmer w kącie, otarł zapłakane policzki brudną piąstką i ruszył w stronę dźwięku.
Pomyślał, że może mamie bardzo źle, jest chora, dlatego nie może wyjść. Ale zaraz ją sam znajdzie, ucieszy się niesamowicie, będzie szczęśliwa.
Płacząc i uśmiechając się naprzemiennie, Staś szedł za dźwiękiem. Wszyscy jego koledzy mieli mamy teraz on też będzie miał. Tyle że w kącie, na stercie ubrań, czekała na niego tylko kotka. Patrzyła nieufnie, kryjąc pod sobą maleńkiego kociaka.
Mamo?
Rozczarowanie niemal rozerwało go na pół. Kolana się pod nim ugięły i usiadł ciężko na podłodze. Podniósł głowę, jeszcze raz spojrzał na kotkę.
Mając pięć lat, człowiek myśli trochę inaczej. Dziecięca logika bywa znacznie prostsza i szczersza.
Staś przyglądał się kotce i rozmyślał Przypomniała mu się Jadzia z przedszkola. Przecież chełpiła się długimi włosami i twierdziła, że jej tata to centaur. A Antoś przekonywał wszystkich, że jego ojcem jest kosmita. To czemu on nie może mieć mamy kotki?
Kotka wyczuła, że ten chłopiec nie zrobi jej krzywdy, nie dotknie niczyich młodych. Ostrożnie podeszła i szturchnęła uszkiem jego małą dłoń.
To naprawdę ty jesteś moją mamą? zapytał Staś z taką nadzieją i wiarą, że sam w to uwierzył. W tej chwili potrafiłby pobić każdego, kto by mu zaprzeczył. Przytulił kotkę mocno, a ona delikatnie objęła go łapkami
Paweł nawet nie od razu zauważył zniknięcie syna. Ale kiedy się zorientował, zaraz zaczął go wołać. Staś nie odpowiadał. Paweł w panice biegał po placu zabaw, zaglądał pod ławki, krzewy.
Stasiu! Stasiu, wyłaź! Stasiulek, gdzie jesteś?
Minuty dłużyły się w nieskończoność, a Pawłowi przybyło chyba z dziesięć siwych włosów. W końcu z piwnicy wyłonił się Staś powoli szedł, przyciskając do siebie kotkę z kociakiem. Ojcu oznajmił:
Znalazłem mamę. I chyba siostrzyczkę Były tam, gdzie ty mnie znalazłeś.
Paweł oniemiał i nie wiedział co mówić. Powiedzieć mu całą prawdę? Ale jak? W końcu tylko potaknął.
A skąd wiesz, że to ona?
Staś wzruszył ramionami:
Po prostu wiem Tak na mnie patrzyła! Tato, chodźmy do domu. Mama jest zmęczona.
Staś był wniebowzięty mama się znalazła! A że siostra okazała się bratem? Tym lepiej. Będzie miał z kim bawić się w poważne męskie gry, a na noc mama będzie mruczała im bajki.
W przedszkolu wszyscy mu kibicowali. Co w tym dziwnego mama kotka! Przecież u Kuby tata jest samolotem, nawet zdjęcie przyniósł.
Paweł długo się gryzł, nie wiedział jak rozmawiać z synem, tłumaczyć, że tak się nie zdarza. Ale patrząc na rozpromienionego Stasia, machnął ręką. Pewnie jakoś to się samo poukłada
W domu zaczął się prawdziwy cyrk. Staś razem z kotką i kociakiem ganiali po całym mieszkaniu, wywracając wszystko do góry nogami. Kotka była młoda i chętnie dołączała do ich harców.
Dajcie spokój, opanujcie się! denerwował się Paweł, sprzątając rzeczy na miejsce.
Staś, zaciskając w dłoni sznurek, kotek i kotka zamarli, spojrzeli na Pawła, potem na siebie… Wzruszyli ramionami i pobiegli robić zamieszanie dalej. Bo przecież mama im pozwoliła!



