Wypełnię Twoją duszę miłością

Napełnię twoją duszę miłością

Kto by pomyślał, że dwie przyjaciółki od dzieciństwa, Zosia i Kasia, mogłyby się pokłócić. Sąsiedzi szeptali między sobą:

– Co takiego się stało, że przyjaciółki pokłóciły się na śmierć i życie? Nie odwiedzają się, a jeśli któraś spotka drugą na drodze, udają, że się nie widzą. A mieszkają przecież tuż obok.

Obie milczały, więc plotki rosły jak grzyby po deszczu. Kobiety przy studni wymyślały coraz dziwniejsze wersje wydarzeń. Wiedziały tylko, że Ania córka Zosi, i syn Kasi Bartek, chodzili ze sobą. Przyjaźnili się od szkoły, ale po maturze ich drogi się rozeszły. Bartek poszedł do wojska, a Ania wyjechała studiować do Krakowa.

Od małego widywano ich razem w szkole, na podwórku, nad rzeką. Gdy dorastali, spędzali długie wieczory na brzegu Wisły.

– Aniuuu, wyłaź! wołał pod jej oknem, a ona wybiegała jak strzała.

Byli zupełnie różni. Żywa, przebojowa Ania i spokojny, zamyślony Bartek, który zawsze najpierw się zastanowił, zanim coś zrobił. To ona zwykle wymyślała zabawy.

– Bartek, jutro idziemy na grzyby! On drapał się po głowie i kiwał. Bartek, jutro na plażę! I znów się zgadzał, nigdy nie protestował.

Zosia i Kasia od małego bawiły się w dom, chowały w stogach siana, biegały do siebie przez płot. Ich rodzice, dziadkowie wszyscy byli sąsiadami. Wychodzili za mąż niemal w tym samym czasie.

Pierwsza rozwiodła się Zosia, gdy Ania miała trzy lata. Jej mąż był awanturnikiem, pił i nie potrafił zapanować nad rękami. A ona nie umiała wybaczać.

– O Boże, Zosiu, co za siniak! przeraziła się Kasia, widząc przyjaciółkę. Nie musiała pytać, skąd to się wzięło.

– Wyrzuciłam go. Nie wiem, gdzie się podział. Do matki pewnie.

– Słusznie. A mój wczoraj też się wsławił. Leżał na kanapie, Bartek kręcił się koło niego. No to go kopnął, że chłopak aż się potoczył. Ledwo głowy nie rozbił. A jak ja stanęłam w obronie syna, to mi powiedział, że następnym razem dostanę I mówił swojego syna, nie naszego. Jakby Bartek nie był jego.

Pogadały, rozeszły się. A pół roku później po wsi poszła wieść:

– Kasia wyrzuciła swojego! Zazdrośnik okropny, wmawiał jej, że Bartek nie jest jego. A przecież jak dwie krople wody do niego podobny.

Tak właśnie było. Mąż zatruł Kasi życie podejrzeniami, a raz nawet nóż jej przy gardle postawił. Zostały obie same, z dziećmi, ale się nie załamywały. O mężczyznach nawet nie myślały.

Po maturze Bartek zrobił prawo jazdy, Ania zaczęła studia. On czekał na powołanie do wojska, ona wyjechała. Wezwanie przyszło w listopadzie. Ania wróciła, żeby go odprowadzić. Przez trzy dni nie rozstawali się ani na krok.

Całą zimę Ania przyjeżdżała na weekendy, pytała Kasię o listy od Bartka. Aż nagle Kasia zauważyła, że dziewczyna przestała się pokazywać. Ostatni raz była w styczniu.

– Zosiu, gdzie się podziała Ania? pytała Kasia, wpadając do przyjaciółki po pracy.

– Studia, sesja, nie ma czasu.

Minął marzec, kwiecień, a Ani jak nie było, tak nie ma. Za to Zosia wybrała się do córki. Kasia widziała, że przyjaciółka jest jakaś nieswoja. Zamknięta w sobie, mało mówi.

Gdy Zosia wróciła, Kasia nie wytrzymała. Wieczorem poszła do niej.

– Gadaj, co się dzieje? rzuciła od progu.

Zosia machnęła ręką:

– Po co już ukrywać? Wszyscy się dowiedzą. Ania wyszła za mąż. Czeka dziecka.

Kasia przez chwilę stała jak wryta. Potem wypadła na dwór, jak oparzona.

– Za mąż! Dziecko! wirowały jej w głowie myśli. A co z Bartkiem? Och, Bartek

Natychmiast napisała synowi list. Opisała swoją złość, ale go uspokajała. Bartek po służbie nie wrócił do domu. Wyjechał z kolegą na północ.

Pracował na platformie wiertniczej. Ciągle tylko pracował. Tylko to tłumiło ból, który wbił się w jego serce po liście matki.

Zosia i Kasia przestały się odzywać. Przez trzy lata Bartek tylko raz odwiedził dom. Pomógł matce, posiedział nad rzeką i wyjechał. Ania w ogóle się nie pokazywała.

– Ania się wstydzi, miejską panią się stała plotkowały kobiety. Nawet wnuka matce nie pokazała.

Pewnego dnia listonoszka Hanka przyniosła wiadomość:

– Kasia, Zosia cię wzywa. Chora jest.

– My już nie gadamy zdziwiła się Kasia.

– Wiem. Ale ona prosi.

Kasia poszła. Zosia leżała na kanapie, blada, z tabletkami przy łóżku.

– Przepraszam cię wyszeptała.

– Za co? Za Anię? To nie twoja wina.

– Nie. Posłuchaj

To, co usłyszała Kasia, wprawiło ją w osłupienie. Wypadła z domu jak burza.

Miała telefon, który dał jej Bartek. Zadzwoniła, udając słaby głos:

– Bartku, przyjeżdżaj, źle się czuję

– Co ci jest, mamo?! krzyczał przez słuchawkę, ale ona się rozłączyła.

Od tej pory Kasia codziennie odwiedzała Zosię. A wkrótce przyjechała Ania z synkiem Olkiem.

– Ania z dzieckiem! rozpowiadała Kasia radośnie sąsiadkom. Zosia jakby odmłodniała!

Pewnego dnia w całej wsi zobaczyli Bartka z plecakiem. Wszedł do domu, a matka aż podskoczyła z radości.

– Synku! Jak się cieszę!

On patrzył na nią podejrzliwie:

– Mamo, na pewno nic ci nie jest?

– Wszystko w porządku!

Bartek nie poznawał matki uśmiechnięta, pełna energii.

– Pójdę nad rzekę powiedział w końcu.

Stał na brzegu, wspominając dzieciństwo. Nagle usłyszał za sobą głos:

– Cześć, Bartek.

Odwrócił się powoli. Za nim stała Ania, trzymając za rękę trzyletniego chłopca.

– To twój syn powiedziała cicho. Olek.

Bartek wziął chłopca na ręce, a łzy spływałyBartek przytulił Olka mocno, a potem objął Anię, czując, jak po latach pustki jego serce napełnia się znów miłością.

Rate article
Fajna Tajna
Wypełnię Twoją duszę miłością