Wynoś się z mojego mieszkania! powiedziała mama
Wynoś się powiedziała mama zupełnie spokojnie.
Dominika tylko się uśmiechnęła i opadła na oparcie krzesła była przekonana, że mama zwraca się do jej przyjaciółki.
Wynoś się z mojego mieszkania! Ewa odwróciła się do córki.
Agata, widziałaś post? przyjaciółka wpadła do kuchni, nawet nie zdejmując płaszcza. Dominika urodziła! Trzy czterysta, pięćdziesiąt dwa centymetry!
Wykapany ojciec, taki sam nos zadarty. Już pół miasta obleciałam, nakupiłam ubranek. A ty taka jakaś markotna?
Gratuluję, Ewa. Cieszę się za was Agata wstała, żeby zrobić herbatę dla przyjaciółki. Siadaj, płaszcz przynajmniej zdejmij.
Oj, nie mam czasu, żeby siedzieć Ewa przysiadła na brzegu krzesła. Tyle roboty, tyle pilnych spraw. Dominika taka dzielna, wszystko sama przeciska.
Mąż to skarb, mieszkanie wzięli na kredyt hipoteczny, remont kończą. Dumna jestem z mojej dziewczyny! Wychowałam ją jak trzeba!
Agata postawiła herbatę przed przyjaciółką bez słowa. Tak, jak trzeba… Gdyby tylko Ewa wiedziała…
***
Dokładnie dwa lata temu Dominika, córka Ewy, przyszła do niej bez zapowiedzi, z oczami opuchniętymi od płaczu i dygocącymi dłońmi.
Ciociu Agato, tylko nic mamie nie mów. Błagam! Jeśli się dowie, serce jej nie wytrzyma zawodziła Dominika, miętosząc mokrą chusteczkę.
Dominika, uspokój się. Powiedz wprost, co się stało? Agata naprawdę się wtedy przestraszyła.
Ja… ja w pracy… Dominika pociągnęła nosem. U koleżanki zginęły pieniądze z torebki. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.
A kamera uchwyciła, jak wchodziłam do biura, gdy nikogo nie było. Nie wzięłam, ciociu Agato! Przysięgam!
Ale powiedzieli: albo oddaję pięćdziesiąt tysięcy do jutra do południa, albo zgłoszą na policję.
Mają świadka, który niby widział, jak chowałam portfel.
To pułapka, ciociu Agato! Ale kto mi uwierzy?
Pięćdziesiąt tysięcy? Agata zmarszczyła brwi. A tata?
Byłam! Dominika znów się rozpłakała. Powiedział, że sama sobie winna, że ani grosza nie da, skoro jestem taka durna.
Powiedział: Idź na policję, niech Cię nauczą życia.
Do mieszkania mnie nawet nie wpuścił, przez drzwi na mnie nawrzeszczał.
Nie mam do kogo pójść. Mam tylko dwadzieścia tysięcy, sama uzbierałam. Brakuje mi trzydziestu.
A mama? Czemu jej nie powiesz? W końcu to twoja matka.
Nie! Mama mnie zje żywcem. I tak zawsze mi mówi, że ją kompromituję, a tu jeszcze kradzież…
Pracuje w szkole, znają ją wszyscy.
Błagam, pożycz mi te trzydzieści tysięcy, co? Przysięgam, oddam po dwa, trzy tysiące tygodniowo. Mam już inną pracę!
Błagam, ciociu Agato!
Agacie zrobiło się wtedy strasznie żal dziewczyny. Dwadzieścia lat, życie przed sobą, a tu taki znak na starcie.
Ojciec odmówił pomocy, matka by ją rozniosła…
Kto w życiu nie popełnia błędów? pomyślała wtedy Agata.
Dominika wciąż szlochała.
Dobrze powiedziała Agata. Mam te pieniądze. Odkładałam na dentystę, poczeka zęby.
Tylko obiecaj, że to ostatni raz. I mamie nic nie powiem, skoro tak się boisz.
Dziękuję! Dziękuję, ciociu Agato! Życie mi uratowałaś! Dominika rzuciła jej się na szyję.
W pierwszym tygodniu rzeczywiście przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, powiedziała, że wszystko załatwione, policji nie ma, w nowej pracy dobrze.
A potem… przestała odpowiadać na wiadomości. Miesiąc, dwa, trzy. Agata widywała ją na przyjęciach u Ewy, ale Dominika zachowywała się jak obca zimne dzień dobry i to wszystko.
Agata nie naciskała. Myślała:
Młoda, wstydzi się, dlatego unika.
Uznała, że trzydzieści tysięcy to nie jest cena za wieloletnią przyjaźń z Ewą. Spisała dług na straty i zapomniała.
***
Ty mnie w ogóle słyszysz? Ewa pomachała jej ręką przed twarzą. O czym tak myślisz?
Tak tylko, o swoich sprawach Agata potrząsnęła głową.
Słuchaj Ewa ściszyła głos. Spotkałam ostatnio Kasię, pamiętasz, naszą byłą sąsiadkę? Podeszła do mnie w sklepie. Dziwna jakaś.
Zaczęła wypytywać o Dominikę, jak sobie radzi, czy oddała długi. Nie za bardzo rozumiem, o co jej chodziło.
Powiedziałam, że Dominika jest samodzielna, sama zarabia. A Kasia tylko krzywo się uśmiechnęła i odeszła.
Nie wiesz, pożyczyła kiedyś od niej coś?
Agata poczuła jak się napina w środku.
Nie wiem, może coś drobnego.
Dobra, lecę. Muszę jeszcze do apteki Ewa podniosła się, cmoknęła Agatę w policzek i wyszła.
Tego wieczoru Agata nie wytrzymała. Wyszukała numer Kasi i zadzwoniła.
Kasia, cześć, tu Agata. Widziałam się dziś z Ewą. O jakich długach jej mówiłaś?
W słuchawce usłyszała westchnięcie.
Ojej Agata Myślałam, że już wiesz, przecież jesteś najbliżej z nimi.
Dwa lata temu Dominika do mnie przyszła. Cała zapłakana, mówiła, że ją na pracy oskarżyli o kradzież.
Albo oddaje trzydzieści tysięcy, albo więzienie. Błagała, żeby nie mówić mamie, płakała.
Dałam jej te pieniądze, idiotka. Obiecała oddać w miesiąc. Potem zniknęła
Agata aż ścisnęła telefon.
Trzydzieści tysięcy? Dokładnie tyle?
No, tak mówiła. Oddała pięćset po pół roku i to wszystko.
A potem się dowiedziałam od Marysi z czwartego piętra, że do niej Dominika też przyszła z tą samą historią.
I Marysia dała jej czterdzieści tysięcy.
I jeszcze pani Teresa, ich była polonistka, też ratowała Dominikę przed więzieniem. Aż pięćdziesiąt tysięcy jej oddała.
Zaraz Agata opadła na kanapę To znaczy, że do każdej z tą samą historią chodziła? Te same sumy?
Wygląda na to głos Kasi przeszedł w twardy ton. Dziewczyna wyciągnęła od każdej z przyjaciółek Ewy po trzydzieści, czterdzieści tysięcy.
Zmyśliła historię kradzieży, grała na litość. Wszystkie lubiłyśmy Ewę, więc siedziałyśmy cicho, nie chciałyśmy jej martwić.
A Dominika te pieniądze pewnie przetrwoniła. Przecież później wrzucała zdjęcia z Grecji na Instagram.
Ja też jej dałam trzydzieści tysięcy szepnęła Agata.
No i mamy to zadrwiła Kasia Jest nas pewnie z pięć, sześć. To już nie wpadka młodzieńcza, tylko zwykłe oszustwo. A Ewa dumna z córki, oczywiście. A córka złodziejka!
Agata odłożyła słuchawkę. W uszach szumiało. Wcale nie chodziło jej o pieniądze dawno się z nimi pożegnała.
Była rozczarowana świadomością, jak wyrachowana i cyniczna okazała się dwudziestoletnia dziewczyna, wykorzystując zaufanie wszystkich.
***
Następnego dnia Agata poszła do Ewy. Nie miała zamiaru robić awantury. Chciała tylko spojrzeć Dominice w oczy.
Akurat przyjechała z dzieckiem ze szpitala i póki w jej nowym, hipotecznym mieszkaniu trwał remont, koczowała u matki.
O, ciociu Agato! Dominika sztywno się uśmiechnęła, widząc matczyną przyjaciółkę na progu. Wejdź, zrobić Ci herbaty?
Ewa krzątała się przy kuchence.
O, Agatka, siadaj. Czemu nie zadzwoniłaś?
Agata usiadła naprzeciwko Dominiki.
Dominika zaczęła spokojnie. Wczoraj widziałam się z Kasią. I z Marysią. I z panią Teresą. Długo rozmawiałyśmy. Założyłyśmy, można powiedzieć, klub ofiar pomocy.
Dominika zamarła, pobladła, rzuciła szybkie spojrzenie na matkę stojącą tyłem.
Ale o co chodzi? Ewa się odwróciła.
Dominika wie, o co. Pamiętasz tę przykrą sprawę sprzed dwóch lat, kiedy prosiłaś mnie o trzydzieści tysięcy? I Kasię o trzydzieści. I Marysię o czterdzieści. I panią Teresę o pięćdziesiąt?
Wszystkie Cię ratowałyśmy przed więzieniem. Każda myślała, że to ona jedna zna Twój sekret
W ręku Ewy zadrżał czajnik, wrzątek wylał się na kuchenkę, syknął.
Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Ewa powoli odstawiła czajnik. Dominika? O czym ona mówi? Pożyczałaś pieniądze od moich przyjaciółek? Nawet od pani Teresy?!
Mamo… to nie tak… Ja… prawie wszystko oddałam…
Nic nie oddałaś, Dominika ucina Agata. Przyniosłaś mi dwa tysiące na pokaz i zniknęłaś.
Wyciągnęłaś od nas ze dwieście tysięcy na zmyśloną historię. Milczałyśmy, bo żal nam było twojej matki.
Ale wczoraj zrozumiałam, że żałować powinnam siebie i resztę dziewczyn.
Dominika, popatrz mi w oczy. Wyłudziłaś pieniądze od moich przyjaciółek? Wymyśliłaś kradzież, żeby wyciągnąć kasę od tych, które do mnie przychodzą?
Mamo, potrzebowałam na przeprowadzkę! Dominika wykrzyknęła. Nic nie dawaliście! Ojciec nie dał ani grosza, a ja musiałam zacząć życie!
No i co? Przecież to nie były ich ostatnie pieniądze, nie zabrałam im wszystkiego!
Agata poczuła obrzydzenie. Więc tak to wygląda…
Wszystko jasne. Ewa, wybacz, że ci to teraz mówię, ale nie mogę już tego ukrywać.
Nie chcę tolerować takiego zachowania. Ona nas wszystkich za idiotki ma!
Ewa stała, oparłszy ręce o stół. Jej ramiona drżały.
Wynoś się powiedziała zupełnie spokojnie.
Dominika tylko się uśmiechnęła i opadła na oparcie, pewna, że mama mówi do Agaty.
Wynoś się z mojego mieszkania! Ewa odwróciła się do córki. Natychmiast zbierz swoje rzeczy i idź do męża. I żebyś więcej tu nie przyszła!
Dominika zbladła:
Mamo, mam dziecko! Nie wolno mi się denerwować!
Nie masz już matki, Dominika. Matkę miała tamta dziewczyna, którą uważałam za uczciwą. Ty jesteś złodziejką.
Pani Teresa… Boże, ona dzwoniła do mnie codziennie, pytała, co u mnie, ani słowa nie powiedziała… Jak ja mam teraz spojrzeć jej w oczy? Jak?!
Dominika schwyciła torbę, rzuciła na podłogę ręcznik.
No to się udławcie tymi pieniędzmi! wykrzyczała. Stare pindy! Idźcie wraz w diabły!
Rzuciła się do pokoju, schwyciła niemowlę i wybiegła.
Ewa osunęła się na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Agacie zrobiło się wstyd.
Wybacz, Ewa
Nie, Agata Ty mi wybacz. Że taką oszustkę wychowałam. Naprawdę wierzyłam, że sobie sama radzi, że wyrosła na ludzi, a ona Boże, jaki wstyd
Agata pogłaskała ją po ramieniu, a Ewa rozszlochała się.
***
Po tygodniu mąż Dominiki, blady i smutny, objechał wszystkie wierzycielki, przepraszał, ze spuszczonym wzrokiem. Obiecał, że wszystko odda.
I rzeczywiście, zaczęły wpływać przelewy pięćdziesiąt tysięcy pani Teresie za córkę zwróciła sama Ewa.
Agata nie czuje się winna w tej historii. Oszustka zasłużyła na karę. Prawda?



