**Pamiętnik 15 maja**
Wynoś się, stary dziadu! krzyknęli za nim, wyrzucając go z hotelu. Dopiero później dowiedzieli się, kim naprawdę był ale było już za późno.
Młoda recepcjonistka, elegancka i schludna, mrugała zdziwiona, patrząc na sześćdziesięciolatka stojącego przy ladzie. Miał na sobie zniszczone ubranie, z którego bił ostry zapach, ale uśmiechnął się uprzejmie i poprosił:
Proszę pani, czy mógłbym dostać pokój luksusowy?
Jego niebieskie oczy błysnęły znajomo jakby Jadwiga już gdzieś widziała to spojrzenie. Nie zdążyła jednak zrozumieć, skąd je pamięta. Zirytowana wzruszyła ramionami i sięgnęła po przycisk alarmowy.
Przepraszam, ale nie obsługujemy takich klientów powiedziała zimno, unosząc podbródek.
Jakich takich? Macie specjalne zasady?
Mężczyzna wyglądał na urażonego. Nie żebrak, ale wygląd delikatnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia. Czuć od niego było coś nieprzyjemnego, jakby pod kaloryferem leżał śledź od kilku dni. A on jeszcze śmiał marzyć o luksusie!
Jadwiga tylko prychnęła, patrząc na niego z pobłażliwym uśmiechem: nawet na najtańszy pokój nie miałby pieniędzy.
Proszę mnie nie zatrzymywać. Chcę wziąć prysznic i odpocząć. Jestem zmęczony. Nie mam czasu na dyskusje.
Mówiłam wyraźnie nie jest pan tu mile widziany. Niech pan szuka innego hotelu. Poza tym wszystkie pokoje są zajęte. Brudny starzec, a do luksusu się pcha dodała półgłosem.
Kazimierz Nowak wiedział na pewno: jeden pokój w tym hotelu zawsze był wolny. Już chciał zaprotestować, gdy podeszli ochroniarze, brutalnie złapali go za ręce i wyrzucili na ulicę. Potem spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem niby dziadek postanowił przypomnieć sobie młodość, ale nie docenił sił.
Dziadu, nawet na ekonoma byś nie zarobił. Spadaj, zanim kości policzymy!
Kazimierz był oszołomiony ich bezczelnością. Dziad?! On miał ledwie sześćdziesiąt lat! Gdyby nie ta przeklęta wędka, pokazałby im, kto tu jest dziadem! Chciał ich nauczyć rozumu, ale nie miał sił na awanturę. Wdanie się w bójkę oznaczałoby ryzyko wizyty na komisariacie, a tego absolutnie nie mógł pozwolić. Musiał się powstrzymać i obiecać sobie w duchu: jeśli kiedykolwiek zostanie właścicielem hotelu, takich ochroniarzy wymieni natychmiast.
Próba powrotu skończyła się fiaskiem znowu go przepędzili, grożąc wezwaniem policji. Klął pod nosem, gdy szedł do ławki w parku. Jak to się mogło stać? Przecież tylko chciał odpocząć nad wodą, a wyszło zupełnie inaczej. Ryba brała słabo tylko drobiazg, który wypuszczał z powrotem. Potem zaczął się deszcz, a w drodze powrotnej poślizgnął się przy zalewisku, lądując w wodzie po kolana. Ledwo się wydostał, a teraz wszystkie ubrania były w błocie, a klucze zniknęły bez śladu.
Córka, na złość, wyjechała w delegację, więc do domu nikt go nie wpuści. Kazimierz przyjechał do Weroniki w odwiedziny, chciał zrobić niespodziankę, ale okazało się, że właśnie pakuje się do wyjazdu. Gdyby wiedział wcześniej, przyjechałby później. Przecież specjalnie wziął urlop, żeby spędzić czas z córką i zobaczyć, jak jej się wiedzie.
Tato, przepraszam, że zostawiam cię samego. Postaram się wrócić szybko, a ty nie smuć się. Obiecujesz? Weronika objęła ojca i pocałowała go w policzek.
A czemu mam się smucić? Pójdę na ryby, połowię trochę. Po to tu przyjechałem zaśmiał się.
A ja myślałam, że przyjechałeś tylko po to, żeby się ze mną zobaczyć nadąsała się Weronika, ale zaraz się uśmiechnęła wiedziała, że tato żartuje.
Zbierając się nad rzekę, Kazimierz nie sprawdził stanu telefonu. Nie pomyślał, że znajdzie się w takiej sytuacji. Planował przeczekać w hotelu, aż córka wróci. Ale teraz nawet nie wpuszczono go do środka. Choć nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzyło. Co to za zasada oceniać klienta po wyglądzie? Nie był pijany, nie włóczęga tylko po wędkowaniu. Tak, wygląd nieidealny i trochę śmierdzi rybą, ale czy to powód, żeby być chamem?
Patrząc na rozładowany telefon, Kazimierz pokiwał głową. W mieście nie miał ani przyjaciół, ani rodziny. Wezwanie pomocy też nie wchodziło w grę: dom był na córkę. Telefon milczał jak zaklęty.
I co teraz, dziadu? uśmiechnął się sam do siebie. Tak jeszcze nikt go nie nazywał. Dziad? Przecież to człowiek w sile wieku! Jego pracownicy oniemieliby, słysząc coś takiego.
Nieznajoma, która usiadła obok, wyrwała go z zamyślenia. Kobieta w średnim wieku, miła i zadbana, podała mu gorące pierogi. Mężczyzna wdzięcznie przyjął poczęstunek, czując, jak głód ściska mu żołądek.
Widzę, że siedzisz tu cały dzień. Co się stało?
Kazimierz opowiedział o swoich przygodach: wędkowaniu, deszczu, zgubionych kluczach i zamkniętych drzwiach hotelu.
Chyba już ich nie znajdę westchnął. Pewnie wpadły do wody. Nie myślałem, że tak skończę. Wszystko przez to, że ludzie patrzą tylko na wygląd.
Kobieta skinęła głową. Pracowała w pobliskiej piekarni i od dawna zauważyła, jak Kazimierz samotnie siedzi na ławce, ignorując przechodniów.
Od razu wiedziałam, że nie jesteś pijakiem uśmiechnęła się. W ogóle nie sprawiasz takiego wrażenia.
Broń Boże chrząknął Kazimierz. Trzeba dbać o zdrowie, zwłaszcza w moim wieku. Ale dziś nazwano mnie starym i wyrzucono z hotelu. Przepraszam, Danuto, możesz pożyczyć telefon? Chcę znaleźć miejsce na noc. Nie chcę dzwonić do córki już późno, nie będę jej niepokoić.
Jeśli chcesz, możesz zostać u mnie. Widzę, że jesteś porządnym człowiekiem, tylko trafiłeś na pecha. Mam mały dom, ale znajdzie się pokój. Umyjesz się, odpoczniesz, a rano spok



