Bogdan wynajął samochód, gdy żonę wypisali ze szpitala, i z pomocą sąsiada wnieśli ją do domu. Wszystko będzie dobrze pocieszał żonę tylko żyj. Choćby siedziała i rozmawiała ze mną. Tylko żyj. A ja sobie ze wszystkim poradzę. Tylko nie zostawiaj mnie, moja gołąbko!
Hanna w swoich 35 latach myślała, że nie zazna kobiecego szczęścia, ale los zdecydował inaczej Poznali się, gdy obojgu było już prawie czterdzieści lat. Bogdan był wtedy od trzech lat wdowcem. Hanna nigdy nie była zamężna, ale miała syna. Jak to mówią urodziła dla siebie. W młodości spotykała się z przystojnym brunetem, Markiem, który obiecywał małżeństwo, uwodząc młodą Hanię. Dała się zwieść obietnicom, które okazały się puste. Jak się później okazało, zalotnik z miasta był żonaty.
Do Hanny przyszła nawet prawowita żona Marka, błagając, by nie rozbijała cudzej rodziny. Młoda, niedoświadczona Hanna ustąpiła. Ale dziecko postanowiła zostawić.
Tak się stało. Hanna urodziła Krzysztofa. I syn stał się jej jedyną pociechą i radością. Krzysztof był dobrze wychowany, uczył się świetnie. Po szkole poszedł na ekonomię. Bogdan kilka razy odwiedzał Hannę. Proponował, by się zeszli. Kobieta wahała się, choć Bogdan jej się podobał. Hanna wstydziła się trochę własnego syna i uczucia, że wreszcie może być szczęśliwa. Pewnego wieczoru Krzysztof postanowił porozmawiać z matką. Powiedział, że nie ma nic przeciwko: Mamo, i tak już nie będę mieszkał w domu. Wujek Bogdan to porządny człowiek. Tylko żeby cię nie krzywdził. Dla mnie ważne, żebyś była szczęśliwa. Syn Bogdana też się zgodził.
I tak zaczęli żyć razem. Wzięli ślub, urządzili małe wesele. Hanna pracowała w wiejskiej bibliotece, a Bogdan był agronomem. Wszystko robili razem. Prowadzili gospodarstwo, hodowali zwierzęta, uprawiali ogród. Kochali się i szanowali, szkoda tylko, że Bóg nie dał im wspólnych dzieci.
Obu synów ożenili, doczekali się wnuków. Na święta zawsze przygotowywali paczki dla dzieci i wnuków jajka, mleko, śmietanę, wieprzowinę i kurczaki. W ich domu na święta zawsze było pełno gości. Wtedy Bogdan i Hanna siedzieli przy stole, ciesząc się, że mają z kim świętować.
Tylko wieczorami, gdy starsze małżeństwo kładło się spać, każdy po cichu myślał: żeby odejść pierwszym I nigdy nie poznać samotności.
Lata mijały. I pewnego dnia nadeszło nieszczęście Rankiem Hannie zrobiło się słabo, gdy zaczynała gotować barszcz w kuchni. Starsza kobieta upadła. Bogdan z pomocą sąsiadów wezwał karetkę. Lekarze powiedzieli, że Hannę dotknął udar. Wszystkie funkcje były zachowane, oprócz jednej Hanna już nie mogła chodzić. Krzysztof z żoną przyjechali odwiedzić matkę. Dali pieniądze na leki i pojechali.
Bogdan wynajął samochód, gdy żonę wypisali ze szpitala, i z pomocą sąsiada wnieśli ją do domu.
Wszystko będzie dobrze pocieszał żonę tylko żyj. Choćby siedziała i rozmawiała ze mną. Tylko żyj. A ja sobie ze wszystkim poradzę. Tylko nie zostawiaj mnie, moja gołąbko!
Bogdan składnie opiekował się żoną. Po miesiącu przesiadła się na wózek. Pomagała mu w kuchni. Dalej robili wszystko razem. Obierali ziemniaki i marchew, przebierali fasolę. Nawet piekli chleb. Wieczorami Hanna i Bogdan rozmawiali, jak będzie dalej. Zima przed nimi. A Bogdan nie miał już siły rąbać drewna.
Może dzieci zabiorą nas na zimę do siebie, a na wiosnę i lato jakoś sobie poradzimy
W weekend przyjechał Krzysztof z żoną. Synowa, Agata, rozejrzała się po pokoju i oznajmiła:
No cóż, kochani, będzie was trzeba rozdzielić. Matkę zabierzemy w przyszłym tygodniu. Przygotuję pokój. I przyjedziemy.
A co ze mną? niepewnie szepnął Bogdan. Przecież nigdy się nie rozstawaliśmy. Dzieci, jak to możliwe?
No, ale to było wcześniej, gdy mieliście siły na gospodarkę i dawaliście sobie radę, a teraz jest inaczej. Niech i pana syn zabierze do siebie. Razem was nikt nie weźmie.
Krzysztof z żoną odjechali. Bogdan i Hanna ciężko wzdychali, zastanawiając się, co dalej. Każde z nich, zasypiając, marzyło, by się nie obudzić i nie widzieć tego wszystkiego.
W następny weekend przyjechali obaj synowie. Zaczęli zbierać rzeczy. Bogdan siedział przy łóżku Hanny. Patrzył na nią, wspominał ich młode lata. I płakał Przytulił się do chorej żony i szepnął:
Wybacz, Haniu, że tak się u nas potoczyło Gdzieś popełniliśmy błąd w wychowaniu dzieci. Rozdzielają nas jak niechciane kocięta. Wybacz. Kocham cię
Hanna chciała pogładzić dłonią policzek męża, ale już nie miała siły Bogdan wyszedł, ocierając łzy rękawem. A gdy wsiadł do samochodu, już nawet ich nie wycierał
Później syn z żoną i sąsiadem zaczęli pakować Hannę, owinęli ją w kołdrę i wynieśli z domu nogami do przodu. Chora kobieta pomyślała, że to bardzo symboliczne Hanna nie stawiała oporu, odeszła, gdy Bogdan wyjechał. Chciała tylko nie doczekać wieczora.
Minął tydzień. W piękny jesienny dzień, akurat na Matki Boskiej Różańcowej, ich marzenie się spełniło. Hanna i Bogdan spotkali się w innym świecie


