Wyjść za kalekę. Opowieść Dziękuję za wsparcie, za lajki, za życzliwość i komentarze do opowiadań, …

Za mąż za kalekę Opowieść

Dziękuję za wsparcie, za polubienia, komentarze, za każdą subskrypcję. Ogromne dzięki również od siebie i moich pięciu kotów za każdą złotówkę z Waszych darowizn.
Udostępniajcie, proszę, opowiadania, które Wam się podobają dla autora to też ogromna radość!

Córka wróciła późno z kliniki, gdzie pracowała jako pielęgniarka na chirurgii urazowej. Długo siedziała w łazience, potem w szlafroku przyszła do kuchni.

Na patelni są kotlety i makaron powiedziała mama, przyglądając się jej uważnie, próbując wyczytać coś z twarzy. Zmęczona, Marysia? Co się stało, czemu taka mina?

Nie chcę jeść, jestem i tak brzydka, a jak jeszcze się objem, to nikt już nawet spojrzeć na mnie nie zechce burknęła Marysia i nalała sobie herbaty.

Skąd ci się to wzięło? mama poderwała się z niepokojem. Przecież wszystko jest na swoim miejscu, i oczka mądre, i nos ładny, i usta. Nie oczerniaj się, Marysiu!

Skąd? Bo wszystkie moje koleżanki już dawno wyszły za mąż, tylko ja nie! Podobam się tylko tym beznadziejnym facetom, a ci, na których mi zależy, nawet na mnie nie spojrzą. Co jest ze mną nie tak, mamo? westchnęła córka ponuro, oczekując odpowiedzi.

Po prostu nie spotkałaś jeszcze swojego przeznaczenia, gdy przyjdzie czas, poznasz je próbowała ją uspokoić mama, lecz Marysię to jeszcze bardziej rozdrażniło.

Jasne, oczka mam, bo za małe. Usta wąskie, nos krzywy! Gdyby były pieniądze, zrobiłabym sobie operację, ale co tu mówić, bieda! Dlatego podjęłam decyzję: wyjdę za kogoś po wypadku, mamy takich chłopaków na oddziale, których dziewczyny porzuciły po tragediach. Co mi innego zostało mam już trzydzieści trzy lata, nie mam czasu, by czekać!

Co ty, Marysia, gadasz Twój ojciec sam ledwie chodzi. Myślałam, że zięć chociaż nam na działce pomoże, bo przecież wszystko na głowie kobiety się nie utrzyma Ale życia takiego nie chcę mama rozpędziła się, potem spróbowała wytłumaczyć Nie zrozum mnie źle, Marysiu, nie wszystkim się dobrze powodzi, ale po co ci kaleka? Słyszałaś o Krzysiu z sąsiedztwa? Dobrze wychowany chłopak, od dawna na ciebie zerka. Silny, dzieci byłyby zdrowe, porządny chłopak…

Mamo, przestań. Krzysiek nigdzie nie może zagrzać miejsca, pije, i o czym z nim rozmawiać? przerwała z oburzeniem Marysia.

A po co z nim gadać? Powiem mu, żeby przekopał ogród kultywatorem, potem zjemy obiad. Albo po zakupy pójdzie. Dobry chłopak, pracowity jest, może dogadalibyście się? próbowała przekonywać mama, ale Marysia tylko odsuneła szklankę i wstała.

Idę spać. Mamo, myślałam, że chociaż ty mnie uważasz za kogoś wartościowego, a ty jak wszyscy rzuciła oschle Marysia.

Marysiu, córciu, przestań mama szła za nią, ale Marysia machnęła ręką Daj spokój, mamo.

I zamknęła drzwi do swojego pokoju tuż przed jej nosem.

Leżała długo bezsennie, wspominając chłopaka, którego ostatnio przywieźli musieli amputować mu nogę do kostki.

Przygniotła go płyta w zapuszczonym domu przeznaczonym do rozbiórki. Wszedł tam, nie wiadomo po co, na czas go nie wyciągnięto i nie udało się uratować nogi.

Nikt do niego nie przychodził młody chłopak, niespełna trzydziestoletni.

Na początku patrzył na Marysię tak prosząco, trzymał ją za rękę i szukał jej wzroku tuż po operacji.

Potem, gdy już doszedł do siebie, wszystko zrozumiał i patrzył w sufit, ponury i milczący. Jakoś szczególnie żal jej było właśnie jego może dlatego, że był całkiem sam.

Myślisz, że będę mógł chodzić? zapytał niedawno, nie patrząc na nią. Marysia odpowiedziała stanowczo i pewnie:

Jasne, że będziesz. Wszystko się zagoi, jesteś młody!

Tak każdy gada. Spróbuj sama bez nogi, to zobaczysz, co to za życie chłopak nagle się wzburzył i odwrócił do ściany, jakby ona była temu winna.

I po co tam wlazłeś? Marysia zirytowała się w odpowiedzi. Sam sobie jesteś winien!

Coś mi się wydawało odburknął niechętnie i od tej pory, gdy wchodziła na salę, odwracał się do ściany.

Marysia coraz uważniej go obserwowała miał jasne, lodowate oczy i ładną twarz. Szkoda, że spotkało go coś takiego

Żałujesz mnie? złapał pewnego razu jej spojrzenie. Widzę, że żałujesz. Takim jak ja teraz tylko współczucie się należy, nikt nie kocha takich, jak ja.

Mnie też nikt nie kocha, choć mam ręce i nogi. I żal mi siebie samej bardziej niż ciebie. Może by mi lepiej było bez nóg przynajmniej ktoś by się nade mną ulitował odpowiedziała ostro, a aż łzy jej staneły w oczach.

W tym momencie Michał tak miał na imię po raz pierwszy się uśmiechnął.

Ty głupia, brzydka? Chyba zwariowałaś! Patrzę na ciebie i zazdroszczę temu, którego wybierzesz, wierzysz mi?

Marysia popatrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. I dziwne uwierzyła mu naprawdę. Wyrwało jej się to, co od dawna nosiła na języku:

A jakbym wybrała ciebie, ożeniłbyś się ze mną? Milczysz, czyli nieprawda Już wiem!

Marysia podniosła się, urażona szła do drzwi.

Michał podniósł się jak mógł na łokciach, próbując usiąść na łóżku, jakby chciał za nią pobiec. Zaraz jednak przypomniał sobie, że nie może i zawołał za nią:

Wyjdź za mnie, Marysiu! Przysięgam nikt nie pozna, że mam problem z nogą. Szybko wrócę do formy, nie odchodź!

Marysia i Michał

Marysia zatrzymała się na korytarzu niemal ze łzami w oczach, ale zaraz przyszło jej dziwne, mocne uczucie: przecież to właśnie ON.

Nieważne, jaki ma nos czy oczy, a u niego noga oni po prostu się spotkali, to wszystko.

Czas w końcu nadszedł, jak mówiła mama

Michał z ogromnym zapałem zaczął rehabilitację. Teraz miał cel chce stanąć na nogi dla Marysi, chce się z nią ożenić i zbudować wspólną przyszłość.

Marzył, by nigdy już nie widzieć Marysi smutnej, by wiedziała, że jest komuś bardzo potrzebna. On jej potrzebuje. Bardzo. Tylko z nią chce być zawsze.

Czyżbyś się zakochała, córeczko? zapytała wkrótce mama, przymrużając oko. Popatrz, jak rozkwitłaś, a mówiłaś, że taka jesteś nieładna.

Marysia nawet nie próbowała zaprzeczać. Latała jak na skrzydłach. Codziennie marzyła tylko o tym, żeby Michał mógł już porządnie chodzić i przyzwyczaił się do protezy.

Coraz dłużej spacerowali najpierw tylko po szpitalnym dziedzińcu, potem po przysypanych już śniegiem, rozświetlonych na Boże Narodzenie ulicach Warszawy

Tamten dom już rozebrali. To tu mnie przygniotło pokazał jej kiedyś Michał.

No a po co cię tam poniosło? Co ci się tam przewidziało? Nadal mi nie powiedziałeś przypomniała Marysia.

Śmiejesz się, a ja tam zobaczyłem bezdomnego szczeniaka, chudy, czarny z białymi łatami. Myślałem, że zamarznie, chciałem zabrać go do siebie, żeby nie siedzieć samemu w czterech ścianach odpowiedział Michał.

Popatrz, tam też jakiś pies, chudy, patrzy tak samo, boi się zbliżyć zwróciła uwagę Marysia.

To chyba właśnie on! ucieszył się Michał, a piesek podbiegł nieśmiało za nimi aż pod sam blok

Ale miała szczęście ta wasza Marysia żartowały koleżanki przy jej weselu Młodszego męża sobie znalazła, przystojnego, z własnym mieszkaniem i bez teściowej!

Mama Marysi nawet się popłakała, gdy Michał po raz pierwszy nazwał ją mamo.

Sam był z domu dziecka, rodziny nie miał żadnej. Ale był ciepłym, serdecznym człowiekiem; najważniejsze, że się kochają. Niech będą szczęśliwi!

A ogródek działkowy? Niech tam, jakoś dadzą radę bez niego, choć Michał wszystko łapie w lot i do każdej pracy się nadaje!

Marysia i Michał na razie mieszkają we troje, bo z nimi został też pies, którego nazwali Kacper. Wkrótce jednak będzie ich czworo Marysia niedługo urodzi córeczkę

Nigdy nie wolno się poddawać, żeby nie przegapić swojego szczęścia.

Bo życie bywa piękne właśnie dlatego, że jest tak nieprzewidywalne.

Rate article
Fajna Tajna
Wyjść za kalekę. Opowieść Dziękuję za wsparcie, za lajki, za życzliwość i komentarze do opowiadań, …