Wyjdę za mąż, ale na pewno nie za tego przystojniaka. Tak, jest cudownym chłopakiem pod każdym względem. Ale nie jest mój.
Znowu mama przyszła ze swoim partnerem i jeszcze z jakimś facetem. Już byli podpici. Agata usiadła w kącie za szafką.
I nie ma dokąd się schować, na dworze już śnieg leży. Mam tego wszystkiego szczerze dosyć. Latem skończę dziewiątą klasę i wyjadę do miasta. Zdam do pedagogicznego kolegium, zostanę nauczycielką. Miasto blisko, dziesięć kilometrów, ale będę mieszkać w internacie.
Mama i jej goście rozsiadli się w kuchni. Usłyszała bulgotanie, gdy nalewali wódkę do szklanki. Zapach kiełbasy dotarł do Agaty, mimowolnie przełknęła ślinę.
Poczekaj chwileczkę! rozległ się głos mamy.
Co się tak krygujesz?
Was dwóch
Przecież nie pierwszy raz tak, odezwał się Wojtek, partner mamy.
Zadźwięczały talerze, słychać było szuranie i ciężkie oddechy. Agata jeszcze mocniej wciskała się w kąt. Hałas niespodziewanie ucichł.
Słuchaj, Piotr, ona chyba śpi, rzucił Wojtek.
Sam mówiłeś, fajna dziewczyna, ale coś nie mogę się do niej
Przecież to jej córka!
Jaka córka?
Agata, już prawie dorosła. Pewnie w swoim pokoju się schowała.
Przyprowadź ją tutaj, ucieszył się Piotr.
Agata, gdzie ty jesteś? do pokoju wszedł Wojtek, zobaczył ją, uśmiechnął się paskudnie. Chodź, posiedzisz z nami!
Mi tu dobrze.
Co się tak krygujesz? Wojtek próbował objąć dziewczynę.
Agata chwyciła za wazon stojący na szafce i z całej siły uderzyła go w głowę partnera mamy.
Rozległo się tłuczenie szkła. Agata wyrwała się i wybiegała z pokoju.
Łap ją! wrzasnął Wojtek.
Ale dziewczyna była już przy drzwiach wejściowych. Nie miała czasu na zakładanie butów, więc wybiegła na dwór w samych skarpetkach, starych spodenkach i podkoszulku.
Za nią pobiegli mężczyźni. Wiejska ulica była zupełnie pusta. Wieczór, śnieg wszędzie gdzie uciec? Za plecami słychać było krzyki. W dużym domu, obok którego biegła, zaszczekał pies. Ktoś zawołał zwierzaka.
Agata rzuciła się do bramy i zaczęła walić w drzwi. Otworzył jej mężczyzna, może czterdziestoletni.
Proszę, pomóż mi! wychrypiała dziewczyna, błagalnie patrząc mu w oczy.
Chodź, szybko! niemal wciągnął Agatę do środka i zamknął drzwi.
Janek, kto tam? na ganek wyszła kobieta.
Dziewczyna, skinął głową gospodarz. Jacyś faceci ją gonią.
Szybko do domu! kobieta złapała ją za rękę. Opowiesz wszystko.
Agata, wyjdź grzecznie! dobiegło z podwórka.
Janek, nie mieszaj się, rzuciła żona. Wchodź do domu!
Z podwórka wciąż słychać było wrzaski, pies ujadał groźnie.
Musimy zadzwonić na policję, kobieta wyciągnęła telefon.
Sylwia, poczekaj, sam się z nimi rozmówię. Wyglądają na miejscowych.
I jak zamierzasz to załatwić?
Po prostu. Ty uspokój dziewczynę!
Gospodarz sięgnął po reklamówkę, podszedł do lodówki. Włożył tam butelkę i kawałek kiełbasy.
Na dworze pogłaskał psa, razem wyszli przed bramę. Do niego podszedł Wojtek:
Oddaj Agatę!
Tu, bierz to i zmywajcie się!
Otworzył pakunek, uśmiechnął się, wskazał drugiemu wyjście. Chodź, Piotr!
***
Tak, mam na imię Sylwia, kobieta postawiła czajnik na kuchence. Usiądź i powiedz, kim jesteś i co się stało.
Jestem Agata. Mieszkam na tej ulicy, na samym końcu.
Córka Kingi?
Tak.
Nie mieszkamy tu długo, ale o twojej mamie już słyszeliśmy.
Agata opuściła głowę i rozszlochała się.
Spokojnie, już dobrze!
Sylwia objęła ją lekko, przytuliła. Dla Agaty ten gest był czymś niespotykanym. Objawiła kobietę i łzy popłynęły jeszcze mocniej.
Już, już. Zaraz się napijemy herbaty.
Wszedł gospodarz domu:
Załatwione. Pozbyłem się ich.
A co z tą piękną dziewczyną robimy? Sylwia spojrzała na Agatę i uśmiechnęła się ciepło.
Pogadamy jutro! Teraz napij się herbaty i wykąp się.
Chcesz jeść? Sylwia postawiła przed gościem kubek herbaty. Uśmiechnęła się. Widzę, że chcesz.
Na stole pojawiły się kanapki. Trochę ciasta.
Jedz! uśmiechnął się Janek, patrząc jak dziewczyna łakomie spogląda na jedzenie.
Nie wypytywali jej już o nic. Starali się nie zwracać zbytniej uwagi, wiedzieli że się obawia.
Po kolacji Sylwia poprowadziła Agatę do łazienki:
Wymyj się, załóż ten szlafrok!
***
Agata pragnęła tylko jednego nie być dziś wyrzuconą na ulicę. Jak przyjemnie było leżeć w ciepłej kąpieli, podczas gdy na dworze mróz. Ale czas wychodzić, gospodarze czekają.
Wyszła. Para siedziała w salonie na sofie. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało:
Dziękuję!
Spójrz, Agato, zaczęła Sylwia. Chyba nikt cię szczególnie nie szuka. Nie chcesz wracać do domu?
Dziewczyna opuściła głowę.
Jutro rano musimy wyjechać
Rozumiem, Agata spuściła głowę jeszcze bardziej.
Zostaniesz sama. Nikomu nie otwieraj! Do ogrodu nikt nie wejdzie, Maks będzie pilnował. Rozumiesz?
Tak! wybuchnęła dziewczyna, nie kryjąc uczuć.
Możesz ugotować barszcz na jutro, mrugnął Janek. Potrafisz?
Potrafię, potrafię! Agata się rozpogodziła, tak bardzo bała się, że ją wyrzucą. Dobrze gotuję i mogę posprzątać dom.
Sprzątnij na dole, zgodziła się Sylwia.
***
Obudziła się wraz z gospodarzami. Leżała bezgłośnie w łóżku, bojąc się, że ją wyproszą. Samochód zadudnił na podjeździe. Po chwili wszystko ucichło.
Wstała. Umyła się. W kuchni czekał gorący czajnik, na stole chleb, kiełbasa, ser. Na blacie wieprzowe żeberka.
Zjadła śniadanie, posprzątała. Przetarła wszystko, umyła podłogę.
W korytarzu znalazła odkurzacz. Włączyła i zaczęła sprzątać.
Ledwo skończyła
Co to wszystko ma znaczyć? za plecami rozległ się głos.
Odwróciła się gwałtownie. Wysoki, przystojny chłopak, z piwnymi oczami, może osiemnaście lat spoglądał ciekawie.
Sprzątam, wyszeptała Agata. A pan to kto?
No proszę pokręcił głową, wyciągnął telefon z kieszeni:
Mamo, wróciłem. A kto to jest?
Synku, ta dziewczyna trochę u nas pomieszka.
Niech będzie.
Schował telefon, spojrzał na Agatę od góry do dołu i poszedł do kuchni.
Zrobić herbatę? spytała nieśmiało.
Poradzę sobie.
***
Agata schowała odkurzacz. Zaczęła wycierać kurze, nasłuchując odgłosów z kuchni.
Chłopak zjadł śniadanie, poszedł do łazienki.
Wyszedł stamtąd ogolony i pachnący wodą kolońską.
Ej, gospodarz, dawaj jeszcze jedną flaszkę! zakrzyczano na zewnątrz.
Co to ma być? chłopak podszedł do okna.
Nie otwieraj im! wykrzyczała przerażona Agata.
Spojrzał na nią ciekawie, uśmiechnął się nagle i ruszył do wyjścia.
Agata zajrzała do okna. Przy płocie stali Wojtek i Piotr, coś krzyczeli. Przestraszyła się.
Syn gospodarzy wyszedł na podwórko. Mężczyźni ruszyli w jego stronę. I nagle padli na śnieg. Agacie wydawało się, że obaj runęli naraz.
Chłopak pochylił się nad nimi, coś powiedział. Podnieśli się i ze spuszczonymi głowami pomaszerowali w stronę domu Kingi.
Chłopak wrócił. Zatrzymał się przy Agacie. Podszedł bliżej:
Przestraszyłaś się?
Nie mogąc się powstrzymać, wtuliła się w jego klatkę piersiową i popłakała.
Jak masz na imię? zapytał nagle.
Agata.
A ja jestem Marek. Już nie płacz. Oni już nie przyjdą.
***
Marek poszedł na górę do swojego pokoju i nie wychodził do wieczora. Agata ugotowała barszcz. Usiadła przy kuchennym stole, pogrążona w myślach.
Chciała tu zostać, wśród tych dobrych ludzi, ale wiedziała, że to nie jej dom, że przekracza granice.
Gospodarze wrócili. Sylwia patrzyła z uznaniem na porządek. Janek pochwalił barszcz.
Chyba już pójdę do domu, powiedziała cicho Agata. Dziękuję za wszystko.
Agata, zostań jeszcze kilka dni!
Dziękuję, Sylwio! Pójdę, powtórzyła i zawahała się przy drzwiach. Od wczoraj chodziła po domu w pożyczonym szlafroku i cudzych kapciach.
Chodź! Sylwia poprowadziła ją do pokoju.
Otworzyła szafę, długo wybierała ubrania. Wyjęła dżinsy, sweter, ciepłą kurtkę sportową.
Zakładaj! Rozmiar prawie taki sam.
Ale nie trzeba
Masz przecież jakieś ubranie na sobie do domu wracać? Zakładaj, proszę! Nie zbiednieję.
Agata ubrała się. Zerknęła ukradkiem w lustro. Nigdy nie miała tak ładnych rzeczy.
W przedpokoju Sylwia jeszcze nałożyła jej czapkę i zimowe buty.
Agata, noś zdrowo!
Dziękuję wam, Sylwio!
***
Życie wróciło do starego rytmu. Ale już nie takiego samego. Mama zatrudniła się w gospodarstwie, jej partner zniknął z kolegą.
Nadeszła wiosna. Tego dnia Agata siedziała nad lekcjami, gdy ktoś zapukał do furtki. Spojrzała przez okno przy płocie stał Marek. Skinął głową, żeby wyszła.
Nie wyszła wybiegła.
Cześć! uśmiechnął się Marek.
Witaj!
Mama czegoś od ciebie chce.
***
Znowu stanęła w progu tego domu, w którym spędziła tak szczęśliwy dzień.
Cześć, Agata! powitała ją Sylwia, przytuliła z czułością.
Dzień dobry, Sylwio!
Chodź, napijemy się herbaty!
Sylwia posadziła ją, nalała herbaty, sama usiadła obok.
Mam do ciebie sprawę. Lecimy z Jankiem na miesiąc do Turcji, na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech. Syn rzadko bywa w domu. Mogłabyś popilnować domu? Maksa trzeba nakarmić i kota też. Kwiaty podlać, mam ich mnóstwo.
Oczywiście, Sylwio!
To dobrze, podała jej pieniądze. Tu masz dwadzieścia tysięcy złotych.
Ale Sylwio, po co
Weź, nie zbiedniejemy od tego. Chodź, pokażę ci dom!
Agata skrupulatnie zapamiętywała, gdzie stoją liczne doniczki i kwiaty. Gdzie znajdzie karmę dla kota i mięso dla psa. Potem Sylwia zawołała:
Marek! syn zaraz wyszedł ze swojego pokoju. Zapoznaj Agatę z Maksem!
Chodź, Marek lekko ujął ją za ramię.
Wyszli do ogrodu, odpięli Maksa i poszli na spacer.
Po drodze Marek opowiadał o studiach na politechnice, karate, rodzinnej firmie.
A Agata rozmyślała zupełnie o czymś innym. Wiedziała, że dzieli ich przepaść taką samą, jak między jej matką a rodzicami Marka. Oni są dobrzy, ale to nie bajka o Kopciuszku, to życie.
Za dwa miesiące zdaję egzaminy w kolegium, zdam na pewno. Będę się uczyć, pracować, dam sobie radę, zostanę kimś. Wyjdę za mąż, ale nie za tego przystojniaka. Tak, jest cudowny w każdym względzie. Ale nie jest mój.
Jestem wdzięczna Sylwii za ubrania i te dwadzieścia tysięcy złotych. Dzięki nim będę mogła utrzymać się na starcie w mieście.
Intuicyjnie ta dziewczyna rozumiała, że właśnie w tej chwili jej trudne dzieciństwo się kończy. Nadchodzi dorosłe życie nie łatwiejsze, ale wszystko będzie zależeć od niej.
Doszli do domu. Agata pogłaskała Maksa, uśmiechnęła się do Marka i ruszyła do siebie. Jutro zacznie pracę w tym domu. Tylko pracę i nic więcej!



