Wyimaginowana przyjaciółka
Przy Weronice przez trzeci dzień kręciło się mnóstwo uczniów. Dziewczyna uchodziła w całej szkole za wróżkę i prawdziwą psycholożkę. Każdy pragnął kawałek jej mądrości. Czaili się na nią pod łazienką, dosiadali się do niej w stołówce, przynosili czekoladki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne dary, z których jednak z jakiegoś powodu nie korzystała.
Podoba mi się Michał z 5b. Myślisz, że możemy kiedyś założyć rodzinę? pytała rozmarzona koleżanka, Jagoda.
Nie polecam. Michał tylko z pozoru taki fajny, a tak naprawdę dłubie w nosie i zjada gilasy. Przynajmniej głodna nie będziesz, ale żyć tak całe życie? Weronika, chlipiąc herbatę i gryząc precla, ucięła temat.
Fuu! Okropieństwo! A Gustaw? Przecież jest prymusem i uczy się grać na gitarze, Jagoda rozpromieniła się na nowo.
Ten Gustaw znęca się nad kotami. Przewiązuje im do ogona puszki i gania po podwórzu. Będzie okrutny i jeszcze zacznie pić.
Czemu tak myślisz?
Widziałaś kiedyś trzeźwego gitarzystę? A w ogóle, masz jeszcze czas zajmij się lepiej matematyką i przestań obgryzać paznokcie, bo robaka złapiesz.
Nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nikt mnie nigdzie nie zaprasza, Paweł z 4c odepchnął zakochaną piątoklasistkę tak, że zjechała ławką na drugi koniec stołu.
W środę zaczyna się zapis na zapasy. Możesz zgłosić się w gabinecie wuefisty. Może nie schudniesz, ale przestaną wyzywać. A poza tym, przyszłej żony nie szarp więcej!
Weronika wstała i zaniosła tackę do okienka.
Weroniko, jak myślisz, mam iść w tym roku na kurs prawa jazdy, czy poczekać do następnego? zagadnęła niby przypadkiem nauczycielka geografii przy zmywaku.
Pani Elżbieto, na kurs trzeba mieć samochód, a pani ma tę stara dziewiątkę po ojcu. Widzi pani różnicę?
Chyba… chyba rozumiem…
Weronika przewróciła oczami, umyła ręce i dodała:
Proszę sprzedać tego grata i za te pieniądze kupić rower i szorty, za dwa miesiące i tak będą panią do pracy podwozić. A najlepiej to wziąć kredyt hipoteczny raty teraz są śmieszne, a mieszkanie z rodzicami w wieku trzydziestu pięciu lat to trochę… nie przystoi. Mówię pani jako osoba z doświadczeniem.
Zaskoczona nauczycielka odprowadziła ją wzrokiem, a Weronika truchtem poszła do klasy na technikę.
Przez czterdzieści minut, gdy inne dziewczyny rozpracowywały linijkę do kroju i ćwiczyły nawlekanie nitki, Weronika zdążyła zaszyć spodnie przyniesione z domu, zwęzić spódnicę i wydziergać na szydełku parę skarpet, które podarowała nauczycielce techniki, mówiąc, że przyszłe mamy powinny mieć ciepło w nogi. Pani techniczka natychmiast zwolniła się z lekcji i pognała do apteki po test. Następnego dnia cała klasa świętowała pysznym czekoladowym tortem jako podziękowanie od nauczycielki dla Weroniki.
W domu dziewczyna też się dziwnie zachowywała. Skrzyczała mamę za kupiony mielony i sama ulepiła pierogi. Wieczorem, zamiast oglądać YouTube, usiadła czytać Trzech muszkieterów i co chwila coś szeptała do siebie. Tata zerkał na nią znad komputera, a ona zwróciła mu uwagę, że się garbi. W ogóle lepiej by zrobił, gdyby poszedł wytrzepać dywan, a nie siedział na brudnych stronach w internecie.
Po szkole zaczęły krążyć plotki, nauczyciele wszczęli alarm i zażądali interwencji psychologa. Zaplanowano sesję. W środku zajęć zebrała się komisja, łącznie z dyrektorem.
Weroniko, powiedz, czy ktoś ci dokucza? zaczął wypytywanie doktor w modnej brodzie i okularach.
Najbardziej dokucza mi fakt, że na szkołę poszło kilka milionów, a do sali gimnastycznej kupili tylko starego konia i dwa metry liny.
Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle zniknął przez otwarte okno na ważne zebranie.
Nikt cię nie lubi?
Przyjaźń to pojęcie względne, Weronika przeciągnęła leniwie, kręcąc warkocze. Jeden dzień gonicie się w berka, a jutro twoja przyjaciółka zmywa w twoim domu naczynia, gdy ty rozliczasz PIT-y.
Jakie PIT-y, jakie naczynia?! Kto ci to powiedział?
Moja przyjaciółka.
A widzisz, tu jest problem! Możesz ją zaprosić?
Jest tutaj, odparła zupełnie spokojnie Weronika, wywołując lekką panikę.
Nie widzimy jej. Jak ma na imię?
Róża Franciszkowna.
No proszę, a ile ona ma lat?
Siedemdziesiąt.
Co jeszcze ci mówi?
Że zęby trzeba myć od dziąsła, że pies na moim podwórku nie jest zły, tylko przestraszony i głodny, i że nie można zapominać o rodzinie. I że pan przez ostatnie pięć lat źle płacił podatek od nieruchomości, bo wyliczali po wartości księgowej, nie rynkowej trzeba do urzędu iść i poprosić o przeliczenie.
Psycholog wszystko notował, ostatnie podkreślił dwa razy.
Na koniec zrobiono telefon do rodziców przez głośnik, którzy byli jeszcze w pracy.
Zaraz zaraz! krzyczał do słuchawki poruszony ojciec. Przecież tak właśnie nazywała się moja mama! Zmarła dziesięć lat temu!
Wszyscy w gabinecie westchnęli i zaczęły się modlitwy szeptane pod nosem.
No właśnie, dziesięć lat i nikt nie zajrzał na grób. Wszystko zarosło, ogrodzenie się przechyliło, Weronika burknęła z wyrzutem.
Ja… no… chciałem, ale wciąż nie było czasu… bełkotał ojciec do mikrofonu.
Sesja się zakończyła.
Następnego dnia cała rodzina pojechała na cmentarz. Weronika babci nie widziała nigdy znała ją tylko z krótkich opowieści taty. Grób znaleźli nie od razu, bo marmurowe pole rozrosło się tam, gdzie kiedyś był sosnowy las.
Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów i włożyła do przeciętej plastikowej butelki. Tata poprawił ogrodzenie, mama wypleniła chwasty.
Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, ale zupełnie zawalonym robotą i internetem, przez co na nic nie masz czasu nawet na mnie.
Ojciec aż spąsowiał ze wstydu i skinął cicho głową.
Powiedz, że się poprawimy, pogładził córkę po głowie, a potem wyblakłe zdjęcie na nagrobku.
Teraz babcia jest spokojna i już nie będzie mnie odwiedzać, ale bardzo za nią będę tęsknić. Była taka dobra, zabawna i mądra.
To prawda. Babcia znała się na ludziach jak nikt. Coś jeszcze ci mówi?
Tak. Że twoja dieta ogórkowa to bzdura. Jak chcesz schudnąć, idź na siłownię. I że zakładanie konta walutowego na ślepo było lekkomyślne takie decyzje trzeba dokładnie przemyśleć. A co do tego taniego betonu, który zamówiłeś pod fundament do sauny…


