Wybrał pracę, a nie mnie

**Dziennik Anny Kowalskiej**

Wybrał pracę, nie mnie.

Ty… ty… Nie wierzę własnym uszom! To się w głowie nie mieści! Twoja przeklęta praca, twoje pilne telefony, twoje niekończące się wyjazdy! Anna strąciła ze stołu kubek, który uderzył o ścianę, rozpryskując niedopitą kawę na wszystkie strony. Szkło rozsypało się po podłodze jak konfetti.

Przestań się rzucać, zachowujesz się jak dziecko! Marek nawet nie podniósł głosu, co wkurzało ją jeszcze bardziej. W środku wszystko w niej wrzeło, a on stał jak posąg. Nie mogę odwołać tego wyjazdu, zrozum wreszcie. To decyduje o awansie.

Awansie?! zakrztusiła się ze złości. Twój awans zawsze, ale to zawsze był ważniejszy od nas! Pamiętasz, jak opuściłeś rozdanie dyplomów Kasi, nawet nie zadzwoniłeś w moje urodziny, choć przypominałam ci tydzień wcześniej! A teraz to! Misiek ma operację za dwa dni, a ty lecisz do tego… Gdańska!

Do Warszawy poprawił ją automatycznie i od razu pożałował słów.

Co za różnica! Nawet gdybyś leciał na Księżyc! Anna wymachiwała rękami jak wiatrak. Nie będziesz przy synu, gdy będą podawać mu narkozę! Gdy będzie przerażony, a ja będę wariować ze strachu! A wszystko przez jakieś twoje głupie papiery z podpisem!

Marek gwizdnął przeciągle i przetarł twarz dłonią. Pod oczami sińce, nierówny zarost, ale wzrok uparty, jak zawsze.

To głupi kontrakt? To szansa na stanowisko dyrektora finansowego, nie rozumiesz? Dążyłem do tego dwadzieścia lat, jeśli nie więcej. Całe życie. A Misiek ma zwykłą rutynową operację, po co robisz taką aferę? Migdałki, nie żaden guz mózgu!

Tak, pewnie! A jeśli coś pójdzie nie tak? Co wtedy? Anna wbiła paznokcie w dłonie. Co wtedy zrobimy, co?!

Nic się nie stanie machnął ręką. Sam rozmawiałem z lekarzem.

A jeśli jednak?! jej głos się załamał, przechodząc w pisk.

Usiądź wreszcie! warknął, wzruszając ramionami. Jeśli coś się stanie, wsiądę w pierwszy samolot i wrócę! Jak wtedy, gdy Kasi wycinali wyrostek, pamiętasz?

Tak, pamiętam! syknęła z gorzkim uśmiechem. Przypełzałeś, gdy już dawno było po wszystkim, po ośmiu godzinach! Lekarze dawno poszli do domu, a ty dopiero schodziłeś z trapu, bohaterze!

Marek tylko pokręcił głową:

Jestem z gumy? Nie mogę być w dwóch miejscach naraz, Aniu. Haruję jak wół, żebyście mieli wszystko. Zapomniałaś, jak jęczałaś o nowym mieszkaniu? Wyprowadźmy się, sąsiedzi hałasują, podwórko brudne, metro daleko

Wolałabym mieszkać w tej starej kamienicy! wybuchnęła. Ale z normalnym mężem i ojcem, który widzi dzieci przynajmniej czasem, a nie tylko w niedzielę po obiedzie!

Marek zwalił się na krzesło dosłownie opadł na nie całym swoim dziewięćdziesięcioma kilogramami:

Słuchaj, przecież się umawialiśmy, nie? Ty w domu, z dziećmi, ogarniasz, tworzysz atmosferę. Ja zapieram w pracy, zarabiam. Co się zmieniło? Kiedy to nagle stało się problemem?

Anna otworzyła usta, by wrzucić mu wszystko, co myśli, ale w tej chwili drzwi wejściowe BAM! otworzyły się i z przedpokoju dobiegły głosy dzieci, plecaki spadły na podłogę.

Dobra, pogadamy później burknęła i wyszła z kuchni, w ostatniej chwili nakładając uśmiech. Sztuczny, aż policzki bolały.

Marek otworzył laptop. Do wieczora musiał skończyć prezentację, ale w głowie miał tylko mgłę i zero sensownych myśli.

Wieczorem, gdy dzieci już spały, Anna siedziała w kuchni i bezmyślnie przewijała telefon. Już nie płakała, tylko wszystko w środku jakby zdrętwiało. Dwadzieścia dwa lata małżeństwa i z każdym rokiem ich relacja przypominała coraz bardziej księgowe zestawienie: przychody, wydatki, aktywa, pasywa. Kiedy to wszystko stało się takie skomplikowane?

Marek wszedł do kuchni i w milczeniu usiadł naprzeciwko.

Kawy chcesz? spytała Anna, nie podnosząc wzroku.

Chcę odpowiedział. Aniu, musimy porozmawiać.

O czym? wstała i włączyła czajnik. Wszystko przecież jasne. Lecisz pojutrze. Ja z Misiem pojedziemy do szpitala sama.

Posłuchaj Marek podszedł i delikatnie położył dłonie na jej ramionach. Rozumiem, że ci ciężko. Ale to dla mnie naprawdę ważne.

Ważniejsze niż my? Anna odwróciła się, a w jej oczach Marek zobaczył nie złość, lecz zmęczenie i rozczarowanie.

Robię to dla was powiedział cicho. Wszystko, co robię, jest dla was.

Nie, Marku pokręciła głową. Robisz to dla siebie. Dla swojej ambicji, dla kariery. My z dziećmi od dawna jesteśmy na drugim planie.

Nieprawda spróbował zaprzeczyć.

Prawda. Wiesz, co powiedział Miś, gdy mówił o operacji? Dobrze, że to w czasie wyjazdu taty, bo by się stresował przez pracę. Dziecku jedenaście lat, a już nauczyło się dostosowywać do twojego grafiku.

Marek stał w milczeniu, nie znajdując słów.

A Kasia wczoraj spytała, czy przyjdziesz na jej dyplom w przyszłym roku. Nie dlatego, że chce cię widzieć, tylko boi się, że znowu będziesz zajęty czymś ważnym.

Postaram się być na dyplomie mruknął.

Postaram się powtórzyła Anna. Zawsze to postaram się. A wiesz, kiedy zrozumiałam, że wybrałeś pracę, nie mnie? Gdy poroniłam. Pamiętasz, dziesięć lat temu? Przyleciałeś dwa dni później, gdy już mnie wypisali ze szpitala.

Były negocjacje w Chinach zaczął tłumaczyć.

Właśnie skinęła głową. Ty miałeś negocjacje. A ja straciłam dziecko i byłam sama.

Odwróciła się i zajęła przygotowywaniem kawy, wsypując ziarna do młynka.

Nigdy o tym nie mówiłaś powiedział cicho.

Co by to zmieniło? wzruszyła ramionami. Przeprosiłbyś, obiecał, że tak już nie będzie, a potem znowu wybrałbyś pracę.

Marek ścisnął nasadę nosa:

Może powinnaś porozmawiać z kim

Rate article
Fajna Tajna
Wybrał pracę, a nie mnie