Urodziła się w zamożnej rodzinie. Ojciec był wysokim szefem w jednej z krakowskich firm, matka zajmowała się domem, prasowała jego garnitury i przygotowywała tradycyjne polskie potrawy. Mieszkali w małym miasteczku pod Krakowem. Po szkole Zuzanna wyjechała na studia do większego miasta do Krakowa. Tam poznała Aleksandra, pobrali się i wydawało się, że wszystko układa się po jej myśli: własny dom, stabilna praca, szczęśliwe małżeństwo.
Jedynym smutkiem była brak dzieci. Przeszli niejedną wizytę u lekarzy, nawet wyjechali za granicę, ale wszyscy twierdzili, że zdrowie im nie szkodzi. Gdy kolejny test ciążowy znów był negatywny, Zuzanna zapłakała. Ile to może jeszcze trwać? Dlaczego Bóg nie daje nam potomka, choć tak bardzo go pragniemy? rozmyślała.
Pewnego wolnego popołudnia wybrała się do parku, by odetchnąć. Pogoda była piękna, ptaki ćwierkały, a w sercu wciąż była pustka. Na ławce zauważyła starszą kobietę karmiącą gołębie. Ptaki otoczyły ją i głośno pukały w dzioby. Zuzanna podeszła, usiadła obok i dostała od niej małą torebkę z ziarnami. Rozrzucała je po niebie, a po chwili poczuła potrzebę rozmowy.
Starsza pani wysłuchała, nie przerywając, że Zuzanna jest nieszczęśliwa z powodu braku dzieci. Po chwili zapytała: Zuzanno, czy są w twoim życiu osoby, które mogłaś skrzywdzić i o nich zapomnieć? Zuzanna zastanowiła się i odpowiedziała, że nie przychodzi jej na myśl żadna. Na pewno? Może w szkole, kiedyś? dopytała.
Zuzanna rzadko wspominała szkolne lata. Była cichą, skromną uczennicą, nie miała przyjaciół, po ukończeniu szkoły nie utrzymywała kontaktu z kolegami. Nagle jednak przypomniała sobie jedną sytuację. W klasie była dziewczyna o imieniu Lena, wychowywana przez babcię, rodzice nie radzili sobie w życiu. Lena była nieśmiała, trzymała się na uboczu, a koledzy nazywali ją błogosławioną. Często stała się obiektem żartów, ale milczała i nigdy nie wdrapywała się z kimś do słowa.
Od czasu do czasu dzwoniła do Zuzanny na domowy telefon i rozmawiały długo o książkach, filmach i zadaniach domowych. Lena była rozmowna tylko przy telefonie; w szkole nie podchodziła do Zuzanny, jakby się wstydziła. Zuzanna nie sprzeciwiała się, bo bała się, że zostanie wyśmiana za przyjaźń z błogosławioną.
Pewnego dnia Lena przyszedł do szkoły w bluzce i spódnicy zamiast mundurka. Na przerwie rozdarła się jej suwak, a ona przycięła go szpilką. Chłopaki, widząc to, podkradli się z tyłu, odpięli szpilkę i spódnica spadła na podłogę. Rozległ się śmiech, a Zuzanna stała i patrzyła, nie mogąc jej pomóc, bo bała się wyśmiać. Lena podniosła spódnicę i pobiegła. Uciekła do rzeki i wskoczyła do zimnej wody pod koniec jesieni. Nie zauważyła chłodu, pływała, aż zaczęła tracić przytomność. Przebiegły mężczyzna wyrwał ją z wody, okrył kurtką i wezwał pogotowie.
Lena trafiła do szpitala, kilka dni spędziła w śpiączce, potem wyleczyli ją po zapaleniu spowodowanym wychłodzeniem. Do szpitala przychodziła tylko babcia. Koledzy z klasy usłyszeli, że Lena leży w szpitalu, ale Zuzanna zapomniała jej odwiedzić. Lena już nie wróciła do szkoły, ludzie mówili, że ma zaburzenia emocjonalne. Zuzanna już nic o niej nie słyszała.
Uświadomiła sobie wtedy, że to jedyny przypadek, w którym czuła wstyd za własne zachowanie, choć nie wyrządziła jej krzywdy. Chciała opowiedzieć o tym starszej pani, ale zobaczyła, że zniknęła, a gołębie rozproszyły się. Zuzanna wróciła do domu i wpadła na pomysł, by pojechać do rodzinnego miasteczka, w którym nie miałaby żadnych krewnych. Następnego dnia wzięła wolne w pracy i pojechała. Powiedziała mężowi, że rodzice poprosili ją o wizytę.
W miasteczku zatrzymała się w pensjonacie i od razu pojechała do domu Leny. Nic się nie zmieniło, jakby czas się cofnął. Zanim otworzyła drzwi, czekała, aż pojawi się babcia. Zuzanno? Co cię tu sprowadza? zapytała. Dzień dobry, chciałabym zobaczyć Lenę, czy jest w domu? odpowiedziała. Ona jest w domu, po co ci? odpowiedziała babcia. Muszę z nią porozmawiać, proszę, wezwij ją. poprosiła. Babcia pozwoliła jej wejść.
W pokoju Lena siedziała przy stole i malowała. Lena, cześć, to ja, Zuzanna Błoś. Pamiętasz mnie? zaczęła. Oczywiście, Zuzanno. Czego ode mnie potrzebujesz? odpowiedziała. Zuzanna opowiedziała o swoim cierpieniu i o spotkaniu ze starszą kobietą. Lena odwróciła się, a Zuzanna ujrzała piękną, dorosłą kobietę, zupełnie inną niż pamiętała.
Wiesz, Zuzanno, czekałam na ciebie w szpitalu, przy rzece, codziennie, ale nie wspomniałaś o mnie. Nie jestem obrażona, że w szkole nie broniłaś mnie rozumiałam, że inni się śmiały. Było mi bardzo ciężko w szpitalu, czułam się samotna, więc byłam na Ciebie zła i pomyślałam, że nigdy nie będziesz mieć dzieci. Miałam wrażenie, że zdradziłaś mnie obojętnością.
Lena podniosła Zuzannę z kolan. Zuzanno, wybaczam ci te myśli, naprawdę chcę ci pomóc, choć nie wiem jak. Przebaczam ci i nie trzymam żalu.
Usiadły przy herbacie, pogadały i Zuzanna wyjechała, obiecując częste telefony. Serce jej było spokojne.
Trzy miesiące później Zuzanna kupiła kolejny test ciążowy. Kiedy ukazały się dwie kreski, nie mogła uwierzyć własnym oczom. Natychmiast zadzwoniła do Leny, a ta, słysząc wieść, odetchnęła z ulgą, bo myślała, że jest przyczyną jej bezdzietności. Zadziałała też telefon do męża i rodziców wszyscy cieszyli się jak dzieci. Ciąża przebiegała bez problemów, a na świat przyszedł chłopiec, którego nazwali Janek. Lena została jego matką chrzestną i przyjęła tę rolę z radością.
Często ludzie w gniewie wypowiadają złe słowa, przeklinają i życzą innym krzywdy. Takie wypowiedzi wracają niczym bumerang do ich nadawcy, a potem zaskakuje ich, dlaczego życie układa się pod górkę. Nie życzmy innym złego, żyjmy w pokoju i zgodzie w sercu.



