Wybacz mi, synku.

Wybacz mi, synku.

To historia polskiej rodziny, takiej, o której sąsiedzi szepczą: patologiczna. Matka wychowuje syna samotnie ojciec odszedł, zanim mały zdążył nauczyć się mówić tato. Teraz Tomek ma czternaście lat, ona trzydzieści cztery. Pracuje jako księgowa w spółdzielni niedaleko rynku w Lublinie.

Ostatni rok był dla niej piekłem. Do piątej klasy uczył się dobrze, potem pojawiły się tróje, a z czasem coraz gorzej. Marzyła już tylko, by Tomek skończył chociaż szkołę podstawową, zdobył jakiś zawód.

Telefonów ze szkoły nie było końca. W pokoju nauczycielskim nie oszczędzali jej wychowawczyni nie kryła goryczy, a inni nauczyciele dorzucali swoje uwagi o braku postępów Tomka, o jego wybrykach. Wracała do domu zgnębiona i bezsilna. Jego milczące, ponure miny przy jej wymówkach w niczym nie pomagały. Nie uczył się, nie pomagał w domu.

Dziś też wróciła zmęczona po pracy. Przejście przez Bramę Krakowską w wieczornym tłumie nie poprawiło jej nastroju. A w ich kawalerce na osiedlu Czechów znów nieposprzątane. Przecież rano, wychodząc z domu, wyraźnie powiedziała: Tomek, jak wrócisz, posprzątaj mieszkanie!

Postawiła czajnik na gaz, a potem niemrawo zaczęła sprzątać. Ścierając kurz, zauważyła, że nie ma jedynej w domu wartościowej rzeczy kryształowego wazonu, prezentu od koleżanek na trzydzieste urodziny. Stanęła jak wryta. Zabrał? Sprzedał?

Czarnych myśli było coraz więcej. Ostatnio widywała go z jakimiś podejrzanymi chłopakami. Na pytanie: Kto to?, odburknął coś bez sensu, a na twarzy wypisane: Nie twoja sprawa.

To pewnie jakaś banda przeszyła ją trwoga. Boże, co jeśli To oni go zmusili? On sam by nie On taki nie jest! Może pali coś? Lub… Zbiegła schodami, wybiegła na podwórko. Na ulicy Narutowicza było już pusto, tylko pojedyncze sylwetki spieszyły się do tramwaju.

W końcu wróciła do mieszkania. Sama sobie winna, wszystko moja wina! Przecież w domu zrzędzę, krzyczę, kładę się obok niego na kanapie, ale rzadko przytulam. Rano budzę z wrzaskiem, wieczorem czepiam się o wszystko. Synku, ja taka słaba matka łzy napłynęły jej do oczu. Płakała długo, potem zaczęła dalej sprzątać, nie mogąc usiedzieć w miejscu.

Za lodówką znalazła jakiś zwitek gazety. Pociągnęła coś zadźwięczało. Owinęła w gazecie było roztrzaskane kawałki wazonu.

Stłukł On go tylko stłukł! dotarło do niej i zaczęła płakać, tym razem ze szczęścia. To nie kradzież, nie sprzedał, nie wyniósł, tylko schował rozbite odłamki. Teraz, pewnie, gdzieś się błąka po osiedlu, boi się wrócić do domu! I nagle znów jej myśli się zmieniły żaden z niego głupek! Wyobraziła sobie swoją reakcję na widok rozbitego wazonu… Ciężko westchnęła i zabrała się za robienie kolacji. Rozłożyła obrus, postawiła talerze, wszystko schludnie jak od święta.

Tomek pojawił się chwilę przed północą. Wszedł cicho, z przemarzniętymi dłońmi, stanął w drzwiach bez słowa. Pobiegła do niego: Tomeczku! Gdzieś ty tyle był? Martwiłam się, serce mi pękało, zmarzłeś? Złapała jego ręce, ogrzała dmuchnięciem, pocałowała w policzek: Umyj się, przygotowałam twoje ulubione powiedziała cicho.

Zdezorientowany poszedł do łazienki, potem na kuchnię, a ona szepnęła: Nakryłam w pokoju. Wszedł wszystko czyściutkie, przytulne, spokojne. Usiadł nieśmiało. Jedz, syneczku usłyszał głos mamy, inny niż zwykle, łagodny. Nie pamiętał, kiedy ostatnio tak do niego mówiła. Siedział z głową spuszczoną, nie tknął niczego.

Co się stało, synku?
Podniósł głowę, głos mu się łamał:
Stłukłem wazon.

Wiem, kochanie odparła Nie szkodzi. Wszystko kiedyś się tłucze.

Pochylił się nad stołem i szlochając, rozpłakał się. Podeszła, objęła go, po policzkach same płynęły jej łzy. Gdy się uspokoił, powiedziała:
Wybacz mi, synku. Krzyczę na ciebie, złoszczę się Jest mi ciężko, kochanie. Myślisz, że nie widzę, jak się czujesz, gdy twoi koledzy mają nowe buty, a ty nie? Pracuję jak oszalała, nawet papiery zabieram do domu. Przepraszam, już nigdy cię nie skrzywdzę.

Zjedli kolację w ciszy. Położyli się spać również bez słowa. Rano nie musiała go budzić. Sam wstał. Odprowadzając go do drzwi, po raz pierwszy nie powiedziała uważaj na siebie, tylko pocałowała go i wyszeptała: Do wieczora.

Po powrocie znalazła umytą podłogę i talerz smażonych ziemniaków na stole syn zrobił kolację.

Od tego dnia skończyło się wypytywanie o oceny, odpuściła szkołę. Jeśli ona cierpiała na myśl o wywiadówkach, jak musiał się czuć jej syn?

Kiedy Tomek pewnego razu oznajmił, że po ósmej klasie idzie jednak do liceum, nie zdradziła zwątpienia. Zajrzała któregoś dnia do jego zeszytu nie było tam już ocen niedostatecznych.

Najbardziej wzruszającym wieczorem okazał się ten, gdy po domowej kolacji rozkładała rachunki, a Tomek usiadł obok i zaproponował, że pomoże liczyć. Po godzinie pracy poczuła, jak kładzie głowę na jej ramieniu.

Zamarła. Przypomniała sobie, jak był mały i zasypiał, przytulony do jej ręki. Zrozumiała wtedy, że odzyskała syna.

Rate article
Fajna Tajna
Wybacz mi, synku.