Mieszkałem na wsi wraz z moją żoną Moniką w starym domu z pięknym ogrodem znajdującym się niedaleko lasu. Oboje z żoną bardzo kochaliśmy przyrodę. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że żyjąc w domu na wsi i bliżej świeżego powietrza, czeka nas dużo pracy, ale to wszystko zachęcało nas do osiedlenia się właśnie tutaj. Podczas naszego małżeństwa doczekaliśmy się dwóch córek Antosi i Julii. Dziewczyny od dzieciństwa były przyzwyczajone do pracy i zawsze mam pomagały. Żyliśmy całkiem normalnie, mając zwierzęta gospodarskie. Oprócz tego ja i moja ukochana chodziliśmy do pracy. Pieniądze ze sprzedaży warzyw i produktOw mlecznych od naszej krowy, a także jaja od kur, które trzymaliśmy, nie starczały na długo. Nasze dziewczyny dorastały.
Julia postanowiła studiować w innym mieście. Antosia została z nami. Julia od zawsze mówiła, że woli duże miasta, a jak dorośnie, na pewno opuści wioskę w poszukiwaniu lepszego życia. Tak też się stało. Nasza córka poszła na studia, ukończyła medycynę i dostała pracę. Pomagaliśmy jej jak mogliśmy i przywoziliśmy jej domowej roboty sery i leśne jagody. Wszystko po to, aby córka dobrze się odżywiała i nie jadła dużo chemii. Po kilku latach Julka wyszła za mąż. Na początku myślałem, że to dobry mężczyzna, ale jak się później okazało, myliłem się. Teraz chcę opowiedzieć trochę o Antosi. Mieszkała z nami, a po ukończeniu szkoły nie planowała nigdzie wyjeżdżać. Rok później wyszła za mąż. Zamieszkała wraz z mężem w naszym domu. Mąż Antosi, Irek jest dobrym człowiekiem. Można nawet powiedzieć, że ze świecą takich szukać. Zajmuje się gospodarstwem, karmi kury, dba o ogród i we wszystkim nam pomaga. Jednym słowem nie zięć, ale złoto.
Z czasem Irek i Antonina zostali rodzicami. Nazwali synka Marek. W ten sposób żyliśmy jedną wielką, zwartą rodziną. Julia nie przyjeżdżała często, ale kiedy nas odwiedzała, wszyscy przygotowywaliśmy się do jej przyjazdu. Moja Monika gotowała dla Julii i jej męża jedzenie i pakowała wszystko w siatki, aby zabrali to ze sobą. Mąż Juli miał tupet i wybierał, które jedzenie wezmą, zamiast podziękować i grzecznie załadować torby do samochodu. Po ich ostatniej wizycie zdałem sobie sprawę, że wcale nie chciałem takiego zięcia i że do Irka mu daleko. Po jakimś czasie zachorowałem. Byłem zmuszony zebrać ziemniaki, a nie byłem w stanie tego zrobić. Moja żona postanowiła poprosić Julię o pomoc. Bardzo potrzebowałem męskiej ręki, a nie mogłem wstać z łóżka. Antosia i Irek wyjechali, aby odpocząć i nie mogli nam pomóc. Wtedy utwierdziłem swoją opinię na temat męża córki. Ani Julia, ani zięć nie są nam w ogóle wdzięczni, a tyle dobrego dla nich zrobiliśmy.



