Wszystko zaczęło się, gdy zadzwoniła do mnie sąsiadka mojej mamy.
Agatko, dzień dobry.
Dzień dobry, Pani Janino odpowiedziałam zaskoczona.
Jak tam życie? Jak dzieciaki? dopytywała z życzliwością.
Wszystko w porządku, dziękuję odpowiedziałam, choć poczułam niepokój.
Trudno mi było uwierzyć, że pani Janina dzwoni ot tak, żeby pogadać. Moje przeczucie nie zawiodło.
Agatko, dawno u mamy byłaś?
Poczułam falę wyrzutów sumienia. Westchnęłam ciężko. Mieszkałyśmy oddzielnie już od lat. Odkąd Wojtek poszedł do szkoły, codzienność mnie wciągnęła jak wir.
Rano śniadanie, dziecko do szkoły, potem cały dzień w biurze, po pracy pędzę przez sklepy, a w domu obiad, sprzątanie, pranie, lekcje wieczorem czuję się jak zupełnie wyciśnięta cytryna. Na weekend zaś czeka cała góra innych obowiązków sprzątanie, prasowanie, choćby chwilka na oddech Bywało, że miesiącami do mamy nie zaglądałam, choć obiecałam sobie inaczej.
To prawda, Pani Janino przyznałam cicho. Ciągle się zbieram, ale nigdy nie ma czasu. Właśnie w sobotę miałam przyjść
A nie zauważyłaś nic dziwnego u mamy ostatnio? zapytała ostrożnie sąsiadka.
Co ma pani na myśli? zapytałam spięta jak struna.
No może dziwnie się zachowywała?
Nie, nie zauważyłam skłamałam, czując jak narasta we mnie chłód. O co chodzi?
Oj, Agatko, aż się boję mówić wymamrotała staruszka. Może to nie moja sprawa
Pani Janino, co się stało?! niemal krzyknęłam w słuchawkę. Już oczami wyobraźni widziałam najczarniejsze scenariusze.
Twoja mama, Agatko, zwariowała na stare lata wyrzuciła z siebie szybko sąsiadka.
Co pani mówi?! Skąd taki pomysł?! oburzyłam się.
Faceta sobie znalazła! Romans ma!
Niemożliwe! parsknęłam śmiechem, czując ulgę. Mama ma ponad siedemdziesiąt lat, jakie romanse
Oj, nie kpij, dziecko burknęła urażona pani Janina. Sąsiadka wiem co mówię! Widziałam wszystko na własne oczy!
Kochanka?!
Nie jego widziałam, tylko twoją mamę! zagotowała się sąsiadka. Sama mi wszystko opowiedziała. Wyobraź sobie
Wczoraj ją spotkałam na ulicy, a ona leci na złamanie karku, ledwie mnie zauważyła. Musiałam ją zawołać na cały głos. Mówi: Wybacz, Janka, bardzo się spieszę, chcę kupić rybę. Jak myślisz, dorsz czy mintaj będzie lepszy?
Aż mnie zatkało. Helena, mówię, przecież ty nigdy ryb nie lubiłaś. A ona mi na to: Ta ryba nie dla mnie, tylko dla Wacława. Szaleje za nią. I aż się cała rozpromieniła. Widzisz sama!
Może to tylko jakiś znajomy próbowałam się uspokoić, ale w głowie przewijałam listę wszystkich Wacławów, jakich znała mama. Na złość żadnego sobie nie przypomniałam.
Znajomy! Agatko, nie bądź naiwna! Miłość i tyle ci powiem.
I jeszcze mówiła, że tego Wacława z ulicy zgarnęła i teraz mieszka u niej, w jej mieszkaniu! Wyobrażasz sobie? A jak to jakiś bezdomny, były więzień, pijak czy wariat? Sama wiesz, jak jest teraz, pełno przestawionych ludzi.
Normalni faceci na ulicy nie leżą!
Byłam tak wstrząśnięta, że przez chwilę nie potrafiłam się odezwać. Ale pani Janina już gnała dalej:
Tak, Agatko! Helena przyznała wprost, Idę sobie mówi patrzę, a on w kałuży mokry leży, tylko oczami błyska. Gdy mnie zobaczył, podniósł się, wyprostował, no, prawdziwy facet! Wzięłam go do domu, wykąpałam, wyczyściłam, taki przystojniak się zrobił Aż sama nie wiem. Ja na twoim miejscu lepiej bym sprawę wybadała! I to natychmiast!
Dziękuję pani wydukałam, odkładając słuchawkę.
Byłam zszokowana. Ręce mi drżały. Przed oczami miałam obraz mamy, która prowadzi do domu jakiegoś obdartego, mokrego pijaka. Brrr Nie mogłam się doczekać powrotu Michała, żeby odbyć rodzinną naradę.
Moja mama chyba ma kochanka wypaliłam bez owijania w bawełnę.
Nazywa się Wacław i opowiedziałam wszystko, co usłyszałam od pani Janiny.
Mąż osłupiał. Potarł czoło i rzucił:
Różne rzeczy gadali sąsiedzi, może ta Janka sobie coś uroiła Dzwoniłaś do mamy?
Szczerze? Nie.
To zadzwońmy. Może nie ma powodów do paniki. Zaraz się wszystko wyjaśni!
Chwyciłam za telefon, włączyłam głośnik i zadzwoniłam do mamy.
Cześć, mamo odezwałam się niepewnie, słysząc jej głos.
O, Agatko! Kochanie, co słychać?
Mamo jesteś sama?
Nie odpowiedziała radośnie Jestem z Wacławem.
Serce mi zamarło. Czyżby wszystko było prawdą?!
Skąd on się wziął? zapytałam, starając się ukryć drżący głos.
Oj, to historia! mama zaczęła bez żenady. Znalazłam go na ulicy, taki nędzny, przemoknięty aż serce mi pękło. Przecież nie mogłam zostawić bez pomocy. Teraz przynajmniej mam towarzystwo w domu, nie jest tak smutno. A jaki on jest zabawny, nie miałabyś pojęcia zachichotała jak nastolatka.
Osunęłam się ciężko na krzesło. Może rzeczywiście coś jej się pomieszało
Mamo, tak nie można zebrałam odwagę. Nie można brać do domu byle kogo. Wygóń go!
Agata, nie wstyd ci? Jesteśmy odpowiedzialni za tych, których oswoiliśmy! A wy do mnie rzadko zaglądacie, smutno mi samej. Teraz mam po co żyć.
Wacław zostaje i koniec i rozłączyła się.
Michał podszedł energicznie:
Tak tego nie zostawimy! Ubieraj się, jedziemy do twojej mamy!
Zaczęłam nerwowo krążyć po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć swoich rzeczy. Michał krążył za mną równie sfrustrowany.
Twoja mama jest zbyt łatwowierna! Każdy łajdak mógłby ją okraść lub oszukać. A jak to jakiś naciągacz? Taki Wacław Zobaczę zaraz, co to za jeden!
Pół godziny szaleńczej jazdy przez Kraków i parkujemy pod blokiem mamy. Michał wyciąga z bagażnika łom i waży go w ręku.
Po co ci to?! aż mnie zmroziło.
Na wszelki wypadek mruczał ponuro. Jeśli Wacław nie zechce się wynieść
Błagam, tylko bez przemocy jęknęłam, wyobrażając sobie najgorsze sceny.
Ledwie przekroczyliśmy próg, mąż ryknął:
No, gdzie on jest?!
Śpi w salonie na fotelu zdziwiła się mama. Ale co się stało? Nie spodziewałam się was
Michał wpadł już do salonu, a ja tuż za nim.
Na fotelu mamy rozłożył się z godnością ogromny rudzielec! Wielki kot spojrzał na nas spokojnie, zakręcił puszystym ogonem i zamruczał głębokim basem.
Przedstawiam wam mojego Wacława mama weszła do salonu, szczęśliwa.
Ależ to kot! wykrztusiliśmy jednocześnie.
No przecież, kot. A wy co myśleliście? wybuchnęła śmiechem, patrząc na nasze pobladłe twarze.
Wszystko zaczęło się od tego, że zadzwoniła do mnie sąsiadka mojej mamy.



