— Małgorzato Wójcik, niech pani tylko popatrzy na te cuda! — Zofia Kowalska wymachiwała przed sąsiadką zdjęciami z telefonu. — Tutaj nasza nowa działka, a tu auto syna, wyobraża pani sobie, jakie drogie! A tu wnuczka przy fortepianie, uczy się w szkole muzycznej!
— Tak, tak, bardzo ładne — kiwała głową Małgorzata Wójcik, stojąc przy skrzynkach pocztowych i przeglądając listy. — Tylko teraz się śpieszę, Zosiu, przepraszam…
— Ale gdzież się pani tak śpieszy? Jesteśmy sąsiadkami tyle lat, a nie ma chwili na pogawędkę! — Zofia nie dawała za wygraną. — Proszę spojrzeć, a to my z mężem w Turcji, w zeszłym miesiącu. Hotel pięciogwiazdkowy, all inclusive! A pani kiedy ostatnio wypoczywała?
Małgorzata Wójcik westchnęła i zwróciła się do sąsiadki. W jej szarych oczach mignęło zmęczenie.
— Ja nie wypoczywam, Zofio Kowalska. Nie mam na to czasu.
— Jak to nie ma czasu? — zdziwiła się tamta. — Dzieci są dorosłe, ma pani wnuki, pani jest na emeryturze…
— Dzieci dorosłe, owszem — cicho potwierdziła Małgorzata. — Tylko mieszkają daleko.
— No i co z tego? Mój syn też w Warszawie pracuje, ale ciągle się kontaktujemy, przyjeżdża co weekend! A pensja u niego — Boże drogi! — Zofia znów sięgnęła po telefon. — Proszę spojrzeć, to on mi podarował nowe futro z norek!
Małgorzata Wójcik w milczeniu weszła na drugie piętro, zostawiając sąsiadkę z jej zdjęciami na dole.
W domu powitała ją znajoma cisza. Dwu pokojowe mieszkanie, które kiedyś wydawało się ciasne dla czteroosobowej rodziny, teraz wydawało się puste. Na parapecie stały fiołki — jedyne żywe istoty w tym domu.
— Dziewczynki moje — wyszeptała Małgorzata, podchodząc do kwiatów. — Przynajmniej wy mnie nie opuścicie.
Włączyła telewizor, bardziej dla dźwięku w tle niż dla oglądania. W wiadomościach mówili o podwyżkach emerytur, nowych świadczeniach socjalnych. Małgorzata ironicznie się uśmiechnęła — jej emerytura starczała na niezbędne minimum, ale tylko tyle.
Zadzwonił telefon. Serce podskoczyło — może dzwoni Tomek? Albo Kinga?
— Małgorzato Wójcik? — obcy głos. — Z administracji osiedla. Ma pani zaległość w opłatach za media…
— Jaką zaległość? — zdziwiła się. — Zawsze płacę na czas!
— System pokazuje, że za zeszły miesiąc nie wpłynęła płatność…
Długo tłumaczyła, że płaciła, pokazywała potwierdzenia przez telefon, ale w słuchawce już tylko brzęczał sygnał zajętości.
Wieczorem, gdy za oknem zrobiło się ciemno, siedziała w kuchni z kubkiem herbaty. Na stole leżały zdjęcia — stare, jeszcze z kliszy. Oto Tomek w pierwszej klasie, poważny, z ogromnym bukietem. Oto Kinga na studniówce, piękna, uśmiechnięta. Oto oni wszyscy razem na działce teściowej, kiedy mąż jeszcze żył…
—
— Gdzie teraz jesteście, kochani? — zapytała fotografie. — Dlaczego tak się stało, że zostałam sama?
A rano znów spotkała Zofię Kowalską na podwórku. Tamta niosła ogromne siatki ze sklepu.
— Oj, Małgorzato Wójcik! — ucieszyła się sąsiadka. — Akurat chciałam pani opowiedzieć! Wnuczka dzwoniła wczoraj, dostała się na studia, na państwową uczelnię! Wyobraża pani sobie, jaka mądrala! A syn obiecał jej nowego smartfona w prezencie dla studentki!
— Gratuluję — powiedziała Małgorzata.
— A pani jak? Wnuki jak? — spytała Zofia, ale było widać, że pyta z grzeczności.
— Nie mam wnuków — cicho odpowiedziała Małgorzata Wójcik.
— Jak to nie ma? — zdziwiła się sąsiadka. — A dzieci?
— Dzieci są. Tomek i Kinga. Tylko oni… bardzo zajęci. Tomek pracuje w Niemczech, programista. Kinga w Anglii mieszka, tam wyszła za mąż…
— To wspaniale! — wykrzyknęła Zofia. — Czyli wszystko u pani świetnie! Dzieci się urządziły, za granicą żyją! Pani powinna być dumna!
— Powinnam — zgodziła się Małgorzata Wójcik. — I jestem.
— No właśnie! A pani chodzi taka przygnębiona. Pieniądze przysyłają? Pomagają?
— Przysyłają — skłamała Małgorzata Wójcik. — Oczywiście, pomagają.
Naprawdę Tomek ostatni raz przysłał pieniądze na jej urodziny, pół roku temu. Pięćdziesiąt złotych. Kinga nie przysyłała wcale — tam w Anglii, jak tłumaczyła przez telefon, duże kredyty, spłacają mieszkanie.
W domu Małgorzata usiadła do komputera — tego starego, który Tomek zostawił przed wyjazdem. Otworzyła komunikator, spojrzała na listę kontaktów. Tomek był dostępny, ale status
— Marianno Nowakowa, niech pani popatrzy na te piękności! — Jolanta Kowalska wymachiwała przed sąsiadką zdjęciami z telefonu. — Oto nasz nowy domek letniskowy, a tu auto syna, wyobraża pani sobie, jakie drogie! A to wnuczka gra na fortepianie, uczy się w szkole muzycznej! — Tak, tak, bardzo ładne — kiwała głową Marianna Nowak, stojąc przy skrzynkach pocztowych i przeglądając listy. — Tylko że się śpieszę, Jolanto, wybaczcie… — A gdzież pani tak pędzi? Tyle lat mieszkamy obok, a porozmawiać brak czasu! — Jolanta nie ustępowała. — Proszę spojrzeć, a to ja z mężem w Turcji odpoczywaliśmy, zeszłego miesiąca
Kwiaty nadal milczą, ale ich bezdźwięczne błaganie o uwagę odbija się w jej sercu echem najcichszej modlitwy.



