Wszystko zawsze kręciło się wokół mojego brata, a mimo to to ja czułem się najbardziej oszukany…
Telefon zadzwonił w środku nocy.
Córciu, pożar! Nasz dom się pali! Słyszałem przez łkanie mamy trzask płomieni, zamieszanie i krzyki.
Sen uleciał natychmiast.
Dom mamy stał piętnaście kilometrów za Poznaniem. Spory, lecz dawno nie nowy. Miasto coraz bardziej się rozrastało, wieś podchodziła pod same granice. Zacząłem się zastanawiać, ile właściwie ten dom już miał… Kiedyś go budował pradziadek, to dziadek dołożył drugie, letnie piętro, potem zmodernizowano budynek i piętro stało się całoroczne.
Dom poszerzał się z czasem, z boku dobudowano werandę. Z wierzchu wyglądał solidnie, ale to była tylko iluzja. Zimą było zimno, latem wilgotno.
Dom cicho, lecz uparcie gnił i powoli rozpadał się. Wszyscy to rozumieli. Należało go już dawno rozebrać, ale mama uparła się – remont. Ona była gospodynią, ojciec już dawno nie żył, więc decyzja należała do niej.
Mam tylko tyle oszczędności na remont, na nowy dom nie wystarczy, powtarzała mama.
Mamo, po co ci taki duży dom? Na mniejszy by wystarczyło, teraz są niedrogie projekty nawet na dwa piętra. Miałabyś więcej miejsca na swoje róże próbowałem ją przekonać.
Bartosz, nie rozumiesz, brat Janek od razu zabierał głos po jej stronie to dom dziadków, rodzinne gniazdo, majątek. Trzeba wszystko zachować. Zrobimy porządny remont i będzie jak nowy.
Janek zawsze stał murem za mamą, mama za nim. Moich rad zwykle nikt nie brał na poważnie, choć były najrozsądniejsze.
Przywykłem już do tego. Gdy jakiś projekt Janka i mamy kolejny raz legł w gruzach, tylko rozkładałem ręce sami tak wybrali.
Skoro remont, to proszę bardzo, remontujcie.
Synu, ale od ciebie też czasem przyda się pomoc. Trochę nam braknie. Mam trochę pieniędzy, sprzedałam mieszkanie po babci w Warszawie, bo komu ono daleko na Mazurach?
Sprzedałaś mieszkanie w Warszawie? Na remont tej rudery? Przecież to by starczyło na budowę nowego domu!
Miałam tylko połowę w spadku, druga została kuzynowi. Musiał kupić moją część. Trochę tanio mu spuściłam, więcej nie uzbierał.
Mamo! Nikomu z nas nie jest potrzebne to mieszkanie, mogłaś…
Oddać?! Mam własną rodzinę.
Może masz rację. Róbcie, jak chcecie. Jeśli ode mnie nie potrzebujesz niczego, to ja się wycofuję.
Minął miesiąc. Znów nocny dzwonek. Dom spłonął. Z żoną Martą jechaliśmy już tylko na pogorzelisko. Nie było czego ratować.
Bartoszu, może twoja mama zostanie na razie w naszej kawalerce na Śródce? Mieszkańcy się wyprowadzili, stoi pusta.
Myślałem o tym, ale to twoja własność.
Nasza. Mama potrzebuje pomocy, najwyżej będzie mniejszy dochód z wynajmu. Z dwóch innych nadal mamy dochody. Pomóżmy jej.
Przeprowadziliśmy mamę, dokupiliśmy co brakowało. Pewnego dnia zajrzałem bez zapowiedzi z zakupami.
Telewizor grał, choć tego modelu tu nigdy nie było; pachniało świeżo parzoną kawą.
Mamo, mówiłaś, że wszystko spłonęło. Telewizor od nas, kawę parzysz z ekspresu, który zginął w pożarze?
Bartoszku, nie sądzisz chyba, że ukradłam? Wszystko wywieźliśmy na czas remontu. W domu były tylko mury. Ubezpieczenie miałam, zgłosiłam tak, jak trzeba. Meble wywiozłam do Janka.
On ma nowe mieszkanie, a jeszcze nie zdążył kupić szaf, łóżek. Przydały mu się. Nasze stare prześcieradła i tak mu niepotrzebne.
Janek kupił mieszkanie? Skąd miał pieniądze?
Nie wiem! Nie pytałam.
Czułem, że mama coś przede mną ukrywa. Zawsze faworyzowała Janka. Niby nieudacznik wszystko mu się nie udaje, każdy go okłamuje. Tylko ja zawsze ostatecznie czuję się oszukany.
Co zrobisz z działką? Miejsce dobre, masz trochę gotówki i ubezpieczenie
A co ja tam będę robić? Spaliło się, sprzedam ziemię, mam gdzie mieszkać, dobrze mieć zamożnego syna. Janek biedny, znów w długach…
Może kupisz sobie mieszkanie z tych pieniędzy?
To niby mnie wygonicie z tej kawalerki?
To mieszkanie należy do Marty.
Nie zbiedniejecie!
Może wtedy odbudujemy dom. Możemy zbudować nowy, wygodny, sąsiedzi mają jak z katalogu.
Nie, już postanowiłam sprzedam działkę. Dom był od pokoleń w linii męskiej. Janek nie chce mieszkać na wsi, miasto mu bliższe.
Nie będę cię przekonywał.
Marta, mama chce sprzedać działkę.
Jej sprawa. Mnie się miejsce podoba, zawsze lubiłem tu odpoczywać. Twój tata uwielbiał spędzać czas pod starą lipą.
Bolało mnie, gdy usechła. Wydawało się to znakiem. Może sami powinniśmy zbudować dom?
Z przyjemnością bym tu zamieszkał! I tak zawsze o tym marzyliśmy. Dzieci by tu biegały. Potem wnuki się zjeżdżały.
Rozmarzyłeś się
A dlaczego nie? Może i mama by się tu w końcu zadomowiła.
My zainwestujemy, a działka nie nasza. Musimy kupić, żeby potem nie żałować. Lepiej wszystko dopiąć formalnie.
To przecież twoja matka!
Właśnie dlatego: żeby nigdy tego nie podważyła. Przypomnij sobie, że Janek zawsze udaje sierotę losu.
Zajmę się kupnem działki. Może wystawi ją oficjalnie? A może po prostu poprosić, żeby sprzedała nam?
Nie sprzeda, będzie kręcić.
To kupimy przez pośrednika
Czemu mnie nie zapytacie wprost? mama przyszła sama z pytaniem.
Mamo, potrzebujesz pieniędzy. Może tak kupisz sobie naprawdę ładne mieszkanie.
Mama poburczała, ale z zakupem mieszkania się nie spieszyła.
Ja i Marta zbudowaliśmy dom. Wszystkie oszczędności poszły i trzeba było wziąć kredyt. Dzięki wynajmowi spłacaliśmy go bez problemu.
Po przeprowadzce zrobiło się lżej, bo trzecią kawalerkę też oddaliśmy w najem. Mama kupna nie dokonała, całość przekazała Jankowi, który znów wpędził się w długi.
Ubezpieczenia właściwie nie dostała, bo wyszło na jaw, że pożar nie był przypadkiem, rzeczy już dawno wyjechały, a dom ktoś podpalił. Skończyło się inaczej, niż liczyli.
Mama odwiedzała nas czasem.
U was przestronnie, a u Janka dzieci już dorastają, mają tylko dwa pokoje
Przecież mówiłam, żeby kupili większe mieszkanie. Szkoda, że nie zgodziłam się na budowę nowego domu.
Mamo, namawiałem cię przed pożarem. Dom byłby inny, ale też przytulny i wygodny. Chętnie pomoglibyśmy.
To prawda. A teraz… Proponuję, żebyście wrócili do miasta, ja wracam do waszego mieszkania, a tutaj może Janek kiedyś zamieszka ze mną. Dom przecież po linii męskiej musi przejść na Janka.
Serio? My budowaliśmy, a on dziedziczy? Gdyby dom nie spłonął, pewnie by go sprzedał.
To jego prawo. Zawsze tak było w naszej rodzinie.
“Zawsze”? Dom miał 80 lat! Jakie “zawsze”?
Nie będę się wykłócać. A kiedy wymienimy się mieszkaniami?
Wymienimy? Przecież mama, ty jesteś tylko zameldowana w tej kawalerce, nic poza tym. I to był nasz dobry gest.
Wiecie, że już nie kupię żadnego mieszkania, wszystko przekazałam Jankowi. Teraz dom i ziemia z prawem do dziedziczenia idą według nowych porządków. Janka nie będzie.
Wy macie wszystko, a on taki biedny!
Taki biedny, wszystko od ojca dostał. Oszczędności, samochód, pieniądze ze sprzedaży mieszkania w Warszawie, nawet gdyby była wyszła wypłata z ubezpieczenia, znów jemu by oddała. Ja, niby bogaty, cały czas to ja się czuję wykorzystany.
To nie jego wina, że taki łatwowierny wszyscy go naciągają!
W tym domu każdy miał swoją rolę. My z Martą własnymi rękami wszystko zrobiliśmy. Janek tu nie zamieszka, a was zapraszamy w gości.
Pewnego dnia zajrzał do nas kuzyn Krzysiek z Warszawy.
Musiałem zobaczyć, jak żyje rodzina. Ciocia mówiła, że wszyscy ledwo wiążą koniec z końcem, kasy nie mają, a tu willa.
Mama tak twierdzi? No wiesz…
Musiałem zapożyczyć się, już spłaciłem wszystko. Przyniosłem ci Tomku kolczyki ciocia poleciła przekazać.
Cała reszta… Od razu, jeszcze w dniu pogrzebu, ciotka ogłosiła, że całe złoto należy do niej, rzekomo siostra jej obiecała. Udało mi się wtedy schować szkatułkę, szukała jej potem.
Nie uwierzyłem jej wtedy, ale teraz widzę, miałem rację, że schowałem. Te kolczyki mama kazała oddać ci w ręce. Takie miała życzenie.
Dobrze zrobiłeś, bo wszystko poszłoby do Janka. Jemu zawsze mało. My, głupi, tylko pracujemy.
Nie oddawaj, zatrzymaj, sprzedaj. Przydadzą ci się. Mama wtedy kłamała, dwieście procent.
Naprawdę? Opowiesz mi kiedyś?
Oczywiście…
Mama już rzadko do nas przyjeżdżała, nogi jej odmawiały posłuszeństwa. Janek był wiecznie zajęty, bo ciągle ktoś go “oszukiwał”. Ja i Marta żyliśmy spokojnie i szczęśliwie, dzieci rosły. Krzysiek wpadał częściej w odwiedziny.
Życie toczyło się dalej. Każdy sam jest kowalem własnego losu. Dla mnie najważniejsze okazało się to, by nie tracić czasu na walkę o czyjeś uznanie kosztem własnej rodziny lepiej inwestować siły tam, gdzie naprawdę jest dom.



