— Nie chcesz pomóc siostrze? Jest jej ciężko po rozwodzie — skarciła matka.
Dwie siostry siedziały przy okrągłym stole w domu matki, wysłuchując jej pretensji.
— Twój Marek to prawdziwy nieudacznik! — bez ogródek stwierdziła Halina Nowak. — Pracuje na platformie wiertniczej, a do domu przynosi grosze!
— Mamo, sześć tysięcy złotych to dla ciebie już nic? — warknęła młodsza córka, Weronika.
— Mnie to wszystko jedno. Ważne, żeby cię utrzymywał — odparła kobieta, zaciskając usta.
— Przecząż utrzymuje! — zmarszczyła brwi dziewczyna.
— Nie widzę! Wczoraj pożyczyłaś ode mnie pięćset złotych — przypomniała Halina. — Nie stać go na ciebie, więc się rozwiedź! Szukaj kogoś, kto da ci dostatnie życie. Do tego wygląda jak… no, sam rozumiesz.
— Mamo, chyba przesadzasz — odezwała się starsza, dotąd milcząca Beata.
— Mówię prawdę! Nondescriptowy, rudy, jeszcze się jąka — zaśmiała się kobieta, przewracając oczami. — Weroniczko, zasługujesz na lepszego. Zanim będzie za późno, zerwij z nim — dodała, zwracając się do młodszej.
— Marek ma złote rączki. A wygląd to nie wszystko — Beata, widząc presję na siostrę, próbowała łagodzić. — Jeśli liczy się majątek, ma mieszkanie, samochód… I kocha Weronikę, to widać.
Halina wbiła wzrok w starszą córkę, która — jej zdaniem — wtrącała się nieproszona.
— Sama jesteś singielką po trzydziestce, więc nie udzielaj rad — odcięła się. — Za dekadę będziesz łapać się byle kogo…
Weronika milczała, obojętnie spoglądając na kłócące się.
— Zachwycasz się nim… Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, polski grat — wykrzywiła się Halina. — Wstyd nawet wspomnieć!
— Werka, co ty o tym myślisz? — Beata zwróciła się do siostry.
— Nie wiem… Może mama ma rację — mruknęła dziewczyna, która nagle zmieniła front. — Marek kazał mi szukać pracy…
— Widzisz?! — Halina załamała dłonie. — Co będzie dalej?
— Dlaczego Werka nie ma pracować? Mało kogo stać na taki luksus — skomentowała Beata.
— Czemu go tak bronisz? Podkochujesz się? — syknęła matka.
— Boję się, że zniszczysz siostrze życie — odparła spokojnie Beata.
— To nie twoja sprawa! — warknęła Halina. — Werka zasługuje na więcej. Gdyby ją kochał, dałby jej wszystko. Nawet wyglądu nie ma…
Weronika, zasłuchana, chłonęła każde słowo.
Nauki Haliny przyniosły efekt. Wkrótce dziewczyna zaczęła atakować Marka.
— Myślisz, że zarabiasz przyzwoicie? — spytała męża.
— Normalnie. Dlaczego?
— Nieprawda! — zaprzeczyła. — Znajdź lepszą pracę.
— Jestem zadowolony — odparł, czując podenerwowanie.
— Ja nie! Mieszkanie jak klitka, stary polonez… Wstyd przed sąsiadami!
— Dziwne. Wcześniej ci pasowało — zmarszczył brwi.
— Nic się nie zmieniło. Po prostu przestałam być ślepa — wydukała Weronika.
— Świetnie — mruknął, sądząc, że temat ucichnie.
Lecz dziewczyna, podpuszczana przez matkę, nie ustępowała.
— Zaczyna mnie wkurzać twoje marudzenie — warknął. — Nie mogę ci pomóc.
— Potrzebuję męża, który się rozwija, a nie stoi w miejscu!
— Przepraszam, że nie spełniam oczekiwań! — rzucił zimno, otwierając szafę z jej rzeczami. — Pakuj się!
— Gdzie mam iść? — uniosła brew.
— Tam, gdzie znajdziesz apartament i zagraniczne auto — odparł. — Nie wybaczę sobie, jeśli zostaniesz z nieudacznikiem. Na pewno znajdziesz kogoś lepszego.
Halina pierwsza dowiedziała się o wyrzuczeniu Weroniki.
— A to drań! Trzeba było z nim nie wiązać się! — lamentowała, złorzecząc zięciowi.
— Tylko chciałam, żeby się starał… — szlochała Weronika.
— Cham i tyle! Znajdziesz lepszego, a on będzie żałował! — pocieszała matka.
Bez mieszkania i męża Weronika zamieszkała u matki.
— Co teraz? — spytała Beata, wezwana przez Halinę.
— Nic. Znajdę bogatszego od Marka — odparła dziewczyna, wpatrzona w telefon.
— A praca? — zasugerowała Beata.
— Daj, niech odpocznie — wstawiła się Halina.
Przez dwa miesiące kobieta utrzymywała leżącą na kanapie córkę. W końcu wezwała Beatę.
— Nie pomożesz siostrze? — spytała oskarżycielsko.
— W czym?
— Wsparciem! Nam ciężko!
— Po co namawiałaś ją do rozwodu? — Beata zaskoczyła matkę.
— Jak śmiesz?! Marek to tchórz i prostak! Nie zasługiwał na nią! Wynoś się stąd! — wrzasnęła Halina.
Na hałas wyszła Weronika, ręce na biodrach.
— Bronisz tego, który mnie wygnał?
— Sama jesteś winna! Mniej słuchaj mamy…
— Uczyć mnie będziesz? Sama stara panna! — zawyła.
Beata pokręciła głową, słuchając histerii, i wyszła. Nie miała ochoty dłużej słuchać rodziny. Tak samo jak one — jej.



