Wspaniała wiadomość

Świetna wiadomość

Wiktoria śpieszyła się do domu. Miała świetną nowinę dla męża—nie tylko dobrą, ale wyjątkową. Trzeba to było uczcić. Po drodze wstąpiła do sklepu i kupiła butelkę wina. Zaraz przygotuje kolację, wypiją razem… już sobie to wyobrażała.

— Krzysztof, jestem w domu! — zawołała, wchodząc do małego mieszkania. Krzyczeć nie było potrzeby, bo w tej kawalerce słychać było nawet skrzypnięcie drzwi. Ale radość aż kipiała w niej, więc nie mogła się powstrzymać.

Krzysztof niechętnie wyszedł jej na spotkanie.

— Mam niesamowitą wiadomość! Zaraz szybko przygotuję kolację, usiądziemy i uczcimy to. Nawet wino kupiłam. Patrz. — Wiktoria wyjęła z siatki butelkę i pokazała mężowi, nie zauważając jego napiętego spojrzenia. — Odnieś je na kuchnię, a ja się przebiorę. — Minęła męża, podeszła do szafy, otworzyła drzwi i rozebrała się za nimi jak za parawanem. Włożyła krótki szlafrok, który Krzysztof lubił, poprawiła włosy i zamknęła szafę.

Krzysztof siedział przed telewizorem z wyciszonym dźwiękiem, wpatrując się w ekran jakby go nie widział. Wiktoria podeszła do niego.

— Co się stało? Mamie znowu gorzej? — zapytała ostrożnie.

Mąż nie odpowiedział. Wiktoria usiadła obok, nakryła jego dłoń swoją.

— Cokolwiek by się nie działo, damy sobie radę. Dostałam… — Nie zdążyła dokończyć, bo Krzysztof odsunął rękę i gwałtownie wstał z kanapy. — Dobrze, powiesz później. Pójdę przygotować kolację.

Wiktoria smażyła ziemniaki i męczyła się niepewnością. Wiedziała, że wypytywanie nie ma sensu. Radosny nastrój zniknął. Głupi pomysł z tym winem. Ale skąd mogła wiedzieć?

Z Krzysztofem pobrali się półtora roku temu. On już wtedy pracował w dużej firmie budowlanej, a Wiktoria pisała pracę dyplomową. Żyli z jego pensji, więc wynajęli małe mieszkanie—na razie im wystarczało.

Część wypłaty Krzysztof wysyłał swojej mamie, która mieszkała w innym mieście i często chorowała, więc leki kosztowały dużo. Gdy Wiktoria obroniła dyplom i dostała pracę, zaczęli nawet trochę oszczędzać na własne mieszkanie, choć w tym tempie nie uzbieraliby do końca życia.

Nocami marzyli, że kiedyś założą własną firmę. On będzie projektował domy, a ona zajmie się aranżacją i wykończeniem wnętrz. Ale najpierw musieli zdobyć doświadczenie. Ludzie nie pójdą do nikomu nieznanej firmy. Potrzebne były rekomendacje. Wtedy kupią duże mieszkanie, będą mieli dzieci…

Ale na razie Wiktorii zlecali tylko drobne, nudne projekty, w których nie mogła pokazać swojego talentu i smaku. Robiła wszystko szybko i dokładnie, pracowała z zapałem, choć płacili niewiele. Wierzyła, że prędzej czy później ktoś ją zauważy, powierzy jej większy projekt, w którym się sprawdzi. I wtedy będą mieli wszystko—własne mieszkanie, które sama urządzi, samochód, meble…

Właśnie dziś szef wezwał ją i powiedział, że chce powierzyć jej ważne zlecenie—remont i urządzenie mieszkania dla syna bogatej klientki, który miał wkrótce wesele. Wiktoria miała zająć się tylko tym, żeby zdążyć na czas. Za szybkość dostanie dodatkową premię.

Była pewna, że da radę, w głowie kłębiły się pomysły, chciała je urzeczywistnić. Zaraz po pracy pojechała obejrzeć mieszkanie. Przywitała ją elegancka kobieta, ubrana modnie i kosztownie. Czuć od niej było pieniądze. Klientka pokazała lokal, przedstawiła oczekiwania i zaznaczyła, że nie trzeba oszczędzać.

Uzgodnili, że Wiktoria przygotuje projekt, a Izolda Bogumiła (tak miała na imię klientka) zatrudni ekipę remontową. Jeśli projekt się spodoba, prace zaczną się natychmiast.

I właśnie dlatego Wiktoria tak się spieszyła, by podzielić się radosną nowiną z mężem. Ale butelka wina pozostała nietknięta. Schowała ją do lodówki. Po kolacji, która minęła w ciszy, usiadła do komputera. Praca szła jej sprawnie, aż zapomniała o całym świecie, dopóki Krzysztof nie usiadł obok.

— Odłóż to. Muszę ci coś powiedzieć… — zaczął.

— Mów. — Wiktoria odwróciła się do niego.

— Zwolnili mnie z pracy — wykrztusił, nie patrząc na nią.

— Jak? Dlaczego? — wykrzyknęła przerażona.

— W firmie był chaos, a dyrektor naciskał, żebym szybko skończył projekt. Popełniłem błąd w obliczeniach. Zauważyli dopiero, gdy zaczęli budowę. Chciałem poprawić, ale mnie wyrzucili.

— Damy radę. Chciałam ci powiedzieć, że dostałam…

— To nie wszystko — Krzysztof zerwał się z krzesła i nerwowo zaczął chodzić po pokoju jak zraniony niedźwiedź w klatce. — Muszę zwrócić pieniądze. W umowie jest klauzula…

— Ile? — zapytała Wiktoria cichym głosem.

— Dużo. Tyle nie mamy. Ale wezmę kredyt. Tylko że mamie już nie będę mógł pomagać.

— Jaki kredyt? Przecież będziesz płacić odsetki. Pożyczymy od znajomych…

— Nie bądź naiwna. Od jakich znajomych? Przyjaciele są, gdy wszystko idzie dobrze. Chcesz sprawdzić, kto jest prawdziwy? Poproś o pieniądze. — Krzysztof prawie krzyczał.

— Już prosiłeś? — domyśliła się Wiktoria. — Ja mam przyjaciółki. Może…

— No tak, spróbuj. A ja, jak się okazało, nie mam przyjaciół. — Wyszedł do kuchni.

Wiktoria zastanawiała się, komu mogłaby pożyczyć. Wzięła telefon i wybrała numer dawnej koleżki z liceum, Anety. Ostatnio, gdy się widziały, Aneta chwaliła się, że wyszła za bogatego biznesmena, mieszkają w willi, jeżdżą na wakacje kilka razy w roku.

Przyjaciółka odebrała prawie od razu.

— To Wiktoria Kowalska, znaczy, Nowicka… — Usłyszała, że Aneta ją pamięta i cieszy się z rozmowy, więc od razu przeszła do sedna. — Anet, potrzebuję twojej pomocy. Możemy się spotkać?… A, nie ma cię w mieście… To powiem przez telefon. Potrzebuję pieniędzy… — Zerknęła na ekran, myślącWiktoria odłożyła telefon, wzięła głęboki oddech i postanowiła, że od teraz będzie polegać tylko na sobie, bo prawdziwe szczęście buduje się własnymi rękami.

Rate article
Fajna Tajna
Wspaniała wiadomość