Jak dorosnę, zostanę wróżką!
Nikosia, a dlaczego akurat wróżką?
Bo tak chcę!
Nika zeszła z kolan mamy, na których odbierała życzenia z okazji swoich piątych urodzin, i rozprostowała szeroką, tiulową spódniczkę.
Mamusiu, wróżki są piękne i mądre! I mogą wszystko! Ja też!
Oczywiście, że możesz! Agata wyciągnęła ramiona, by przytulić córkę, lecz ta odsunęła się z delikatnym piruetem.
A tort?
Zaraz będzie! Idź się pobawić z dziećmi, a ja za chwilę cię zawołam, dobrze?
Dobrze!
Agata obserwowała jak loki córki, zawinięte rano na papiloty, podskakują, gdy ta śmiga między gośćmi. Uśmiechnęła się łagodnie.
Ambitna z niej dziewczynka! I taka bystra! Które dziecko w tym wieku tak trafnie potrafi wyrazić swoje myśli? Wszystko będę umiała!
Najważniejsze, żeby tej wiary w siebie nie zniszczyć pokiwała głową jej przyjaciółka, Iwona. Bo zaraz się znajdzie ktoś, kto powie: patrz realistycznie, trzeba ciężko na wszystko zapracować A dzieci trzeba po prostu wspierać. Wiesz, jak Karolinka poszła do szkoły tańca
Ach, Iwonko, Karolinka to twoja duma! Dziewczyny, pomożecie mi? Czas ciąć tort. Agata szybko obróciła się na obcasie i weszła do kuchni.
Duży, pełen światła dom wypełniały dziecięce głosy. Pod stopami szeleściły konfetti i kawałki pękniętych balonów. W kącie, trochę niechlujnie, leżał rozrzucony bukiet tulipanów zamówiony przez matkę Agaty, Wandę, specjalnie dla wnuczki. Dziś mieszkała już z córką, ale kiedyś zaglądała do niej rzadko wolała zapraszać Nikę do siebie.
Nie czuję się tu swojo, córeczko. Wszystko takie eleganckie, aż boję się, że coś popsuję.
Mamo! Co to za uprzedzenia? Po prostu sobie radzimy, Staś pracuje dniami i nocami, ja zresztą też. Mamy prawo mieć trochę wygody.
Ale jednak u siebie spokojniej
Jak chcesz. Byle Nika była szczęśliwa.
Wanda opiekowała się wnuczką od urodzenia.
Mamo, nie mam czasu Agata szybko nakładała makijaż przed wyjściem do pracy. Jeśli się zatrzymam, wszystko, na co harowałam ostatnie lata, przepadnie. Teraz taka gonitwa wszędzie To nie tylko moje pieniądze, ale odpowiedzialność za tych, którzy na mnie liczą. Muszę myśleć o przyszłości Niki.
A czy dla niej nie ważniejsze, żeby mieć mamę obok?
Mamo, proszę cię! Robię, co mogę! Kto się nią zajmie, jeśli nie ja?
A Staś?
Mamo, no bądź poważna… Oczywiście ojciec się zajmie, dzisiaj jest, jutro może go nie być. Co wtedy?
Skąd te dziwaczne myśli, dziecko? Wanda westchnęła. Ma kogoś?
Skąd mam wiedzieć? Nie miałam czasu się tym przejmować! Może. Ale komu to potrzebne? Ja po porodzie kompletnie odleciałam, teraz muszę nadrabiać zaległości. Pomożesz mi, prawda?
Jasne, że pomogę Wanda pochylała się nad łóżeczkiem i wpatrywała w maleńką wnuczkę. Taka drobna Ty byłaś tłuściejsza.
No to co? Drobna też będzie duża. Zresztą wyrośnie.
Nika była często chorowita i wątła. Jedne przeziębienia przechodziły w kolejne. Wanda już nie panikowała, szybko dzwoniła do swojej pani pediatry. Agata wciąż była zbyt zajęta.
Mamo, przecież nie ma gorączki czterdzieści! Działaj! Mam naradę.
Nika tuliła się do Wandy, gorącą rączką obejmując szyję babci, po cichu pochlipując.
Nic się nie martw, kochanie. Zrobię ci kompot z malin, pośpisz i jutro świat będzie lepszy. Może poczytamy bajkę?
O wróżce?
A choćby i o wróżce!
Kolorową książkę, pełną obrazków, przywiózł dziewczynce tata z Londynu.
Staś, ale to przecież po angielsku! Wanda kartkowała książeczkę.
A co za problem? Niech się uczy języka! Słyszałem, że świetnie uczyłaś na uniwersytecie. Z bajką sobie poradzisz?
Pewnie, że tak! Tylko Nika chyba szybciej zacznie się uczyć, niż myślałam.
Codzienność Wandy wypełniały smutki i radości wnuczki. Znalazła w tym sens, jakiego nie czuła od lat.
Dziesięć lat po tym, jak Agata skończyła studia i wyszła za mąż, Wanda wciąż żyła w szarym zamgleniu. Córkę widywała rzadko, bo ta stale nie miała czasu. Przestała już błagać o spotkania. Tęskniła do wspólnych chwil: Agata zasiadająca w kuchni, podwijająca nogi pod siebie i popijająca tylko dla niej parzoną miętę, opowiadała wtedy wszystko.
Wanda urodziła córkę młodo. Miała ledwie dziewiętnaście lat. Szybki ślub ze studiów nie przyniósł szczęścia. Rok później rozstanie, a mała Agata została jedyną pamiątką po tej wielkiej burzy uczuć. Gdy córka miała dwa lata, matka Wandy zapadła na zdrowiu i na dobre przykuta została do łóżka. Kolejne dwanaście lat było koszmarem: chora matka, dziecko… Wanda nie zdążyła nawet pomyśleć, żeby żyć inaczej. W lustrze widziała pospolitą twarz, z ostrymi kośćmi policzkowymi i nosem coś, co przyciągało uwagę, choć nigdy nie była pięknością.
To, co w Wandzie było tylko zapowiedzią, u Agaty rozkwitło w urodę. Wanda przyglądała się córce i z dumą przygryzała wargi. Udała się! Teraz byle nie zmarnować tego daru. Od najmłodszych lat zanosiła ją na balet i do muzycznej, uczyła języków. Gdy Agata kończyła liceum, Wanda mogła bez przesady mówić: stworzyłam najlepszą córkę, na jaką było mnie stać. Martwił ją tylko upór Agaty. Nigdy nie pozwalała się obrażać, była twarda, zawsze jej potrzeby były najważniejsze. Czasem kosztem całej rodziny.
Mamo, muszę mieć te buty na rozmowę! Nie pójdę w innych, muszę wyglądać!
Wanda wyciągała pieniądze odłożone na wakacje i oddawała córce. Morza nie zobaczyła. Byle Agacie się układało.
Ślub ze Staszkiem był ukoronowaniem jej starań. Wanda ocierała słone łzy, patrząc, jak jej piękna córka idzie do ołtarza z panem młodym. Staszka nie polubiła od razu, coś w nim ją niepokoiło. Tłumaczyła sobie, że to różnice charakterów. Jednak uspokoiła się słowami córki tuż przed ślubem:
Mamo, w tym małżeństwie istotne są też układy. Najważniejsze, że jesteśmy partnerami. Jego majątkiem sprzed ślubu nie interesuję się. Muszę mu tylko urodzić syna, wtedy umowa zmieni się na moją korzyść.
To takie zimne
Ale nowoczesne, mamo. Ja będę szczęśliwa.
O tej rozmowie nigdy już nie wspominały. Agata rzuciła się w wir pracy i próbowała rozwiązać zdrowotne problemy, by spełnić warunek umowy.
Pojawienie się Niki było dla Agaty niespodzianką.
Jak ufać technice?! Składała niebieski kocyk, kupiony pewna, że urodzi się chłopiec. Trzy razy mi powiedzieli chłopak! I? Gdzie ten chłopak? Przecież to nie chłopak!
Córeczko, a czy dziewczynka to źle?
Boże, mamo, oczywiście, że nie! Tylko po prostu spodziewałam się czegoś innego. Dziwne uczucie.
Oj, jeszcze będziesz miała syna. Zobaczysz.
Ale coś się zatrzymało. Agata znowu zaczęła biegać po lekarzach, lecz efektów nie było. Zmieniali kliniki, aż w końcu rozłożyła ręce:
Nie wiem już, co robić. Próbowałam wszystkiego.
To może skoncentruj się na Niki? Wanda próbowała przemówić do rozumu córki.
Mamo!
Powiedziałam tylko, że Nika to cudowna dziewczynka! No i kto powiedział, że ojcowie kochają tylko synów? Może warto zmienić waszą umowę?
Agata zamyśliła się. Słowa matki miały sens.
Nika powinna mieszkać z nami.
Agata
Nie dyskutuj. Za często jest u ciebie.
Ale ona już się do mnie przyzwyczaiła!
A kto powiedział, że nie będzie mogła tu bywać? Agata odrzuciła album z rysunkami córki. Muszę ją jeszcze zapisać do szkółki plastycznej.
Przecież ma zajęcia z nauczycielem, od roku Wanda omal się nie popłakała.
Nie dramatyzuj, mamo. Nadal będziesz z nią. Nie zatrudnię obcej niani, skoro jesteś babcią. Może przeprowadź się do nas? Dom jest duży.
Nie! Wanda stanowczo pokręciła głową. To nie byłby dobry pomysł. Ale chcę widywać Nikę jak najczęściej.
Życie jednak szybko zweryfikowało plany. Gdy Nika zachorowała tuż po przeprowadzce do rodziców, Wanda musiała się przenieść z powrotem.
Mamo, tu są warunki i dużo przestrzeni. Masz wnuczkę przy sobie i nie zamartwiasz się!
Wanda jeszcze raz ogarnęła spojrzeniem pokój w nowym domu i niechętnie pokiwała głową.
Taaak Nika jest blisko
Starała się ignorować konflikty córki i zięcia, skupiając się na wnuczce, która biegała po rozległym domu.
Babciu, tu jest więcej miejsca niż u ciebie! Nika kręciła piruety po salonie. Mogę teraz mieć psa?
Nie wiem, skarbie, to pytanie do rodziców.
Dlaczego? To nie jest trochę też twój dom?
Nie, kochanie. To dom twoich rodziców. Ja mam swoje mieszkanie, tam decyduję. Tutaj nie.
Rozumiem
Nika usiadła na podłodze z myślami daleko gdzie indziej. Wanda rozpoznała ten wyraz twarzy taki sam miała Agata, planując jakąś strategię.
Pogadam z tatą! Nika stanowczo wstała.
Rozmowa odbyła się tego samego wieczoru. Dziewczynka weszła do gabinetu Staszka w momencie, gdy ten był mocno zapracowany.
Kochasz mnie?
Staszek się zmieszał. Relacje z córką miał raczej formalne krótkie cześć, mała. Na prośby teściowej o zabawę z Niką odpowiadał półgębkiem. Teraz pytanie córki go zdezorientowało.
Oczywiście. Każdy rodzic kocha swoje dziecko.
Mi nie chodzi o każdego. Chcę, żebyś ty.
Chcesz nową zabawkę?
Nie! Ja chcę psa!
Robota?
Brwi dziewczynki wystrzeliły w górę pod grzywką.
Czemu robota? Żywego psa chcę!
Staszek przymknął oczy, zdjął okulary i przetarł czoło.
Dużego?
Może być mniejszy. By dobry był.
Wybierz, jakiego chcesz. Będzie pies.
Agata była przeciwna temu pomysłowi. Wieczorem długo się spierali, nie wiedząc, że Nika klęczy pod drzwiami i wszystko słyszy. Wanda miała podwyższone ciśnienie i ułożyła wnuczkę wcześnie spać, nie wiedząc, że dziewczynka wcale nie śpi.
Suka, malutka szpiczka, przyjechała do Niki po dwóch dniach. A dwa miesiące później, już tydzień po urodzinach, Agata wyprowadziła się z Niką i Wandą do sąsiedniego domu. Agata zamykała się w sobie, całymi dniami nie było jej w domu.
Babciu, co z mamą?
Jeszcze nie mogę ci powiedzieć. Sama ci to powie później. Wanda głaskała wnuczkę i psa.
Czy będziemy mieszkać u ciebie na zawsze?
Chyba na długo, Niko
Sama niewiele rozumiała. Kilka dni po urodzinach Niki, Agata weszła do pokoju Wandy, wyjąć jej walizkę z szafy.
Pakuj się, mamo. Wyjeżdżamy. Spakuj też rzeczy Niki.
Wanda chciała zapytać, dlaczego, ale widząc oczy córki zamilkła.
Zrobię wszystko, córeczko Daj mi pół godziny.
Wieczorem, po cichu podała Agacie filiżankę herbaty. Córka sztywno siedziała, wpatrzona w jeden punkt.
Nie pytaj, mamo. Rozwodzimy się.
Wanda jęknęła cicho, kątem oka sprawdzając, czy Nika słyszy.
On ma kogoś innego. I syna
Agata schowała twarz w dłoniach, Wanda chciała ją przytulić, ale widząc, że córka się śmieje, zawahała się.
Myślałam, że płaczesz
A gdzie tam, mamo nie płaczę.
Dlaczego Staszek wybrał nową rodzinę, Wanda nie dociekała. Cieszyła się, że rozwód przebiegł szybko. Po pół roku Agata kupiła sobie i córce mieszkanie w sąsiednim bloku. Życie toczyło się dalej już węższym, ale przetartym szlakiem.
Nika dorastała, uparta i zdolna, stając się dla matki centrum wszechświata. Agata prawie nigdy jej nie odmawiała.
Agata, tak nie można upominała Wanda.
Mamo, chcesz, żeby była słaba? Żeby nie umiała walczyć o swoje? Teraz liczy się siła przebicia!
Boję się o nią
A ja nie. Gdybym ja myślała tylko o sobie, pewnie od Staszka bym nie odeszła. Ale dbałam o niego
Najgorzej, jak nie ma się własnego dziecka przy sobie! wybuchała Wanda. Ma nie tylko życzenia, ale i potrzeby. Najważniejsza to przecież mama!
Ma babcię.
I dzięki Bogu. Ale fajnie by było, gdyby miała też ciebie
Po co? I tak słucha tylko ciebie.
Bo potrafię powiedzieć nie! A ty?
Chcę, żeby wiedziała, że jeśli czegoś zechce, to może mieć. Wolę być przyjaciółką niż Cerberem.
Wanda rezygnowała ze sporów. Agata zrobi po swojemu, a dla Niki argumenty babci miały coraz mniejsze znaczenie. Wiedziała mama zawsze stanie po jej stronie, a babcia też kocha, więc też wybaczy.
Agata poświęcała córce niewiele czasu; była wiecznie zabiegana. Czasem zabierała ją na zakupy.
Musisz być najlepsza. Urodą cię los nie obdarzył, ale to nic. Liczy się styl i makijaż. Ucz się tego.
Nika słuchała, bo matka miała wyczucie stylu. Choć buzia dziewczynki była zwyczajna, figurę miała po matce; szafa Agaty stała się jej skarbnicą.
To, to i może to. Reszta nie dla ciebie, to już dla dorosłych. Agata przebierała ubrania dla córki. Umiar jest najważniejszy.
W szkole dziewczyny zazdrościły jej kosmetyczki z markowymi produktami. Agata wyrzucała tanie rzeczy.
Twoja skóra jest ważna. Nie smaruj jej czymś przypadkowym. Szanuj siebie.
Wanda wszystko widziała, ale już nie próbowała interweniować. Chciała tylko złagodzić charakter wnuczki, co rzadko się jej udawało. Nika skończyła liceum, wybrała ten sam kierunek na UJ, co kiedyś jej matka i babcia. I niemal przestała bywać w domu. Wanda o zmianach w życiu Niki dowiedziała się ostatnia.
Ślub? Z kim? ręce jej się zatrzęsły, ulubiona filiżanka rozprysła się na kafelkach.
Władysław Pietrzyk śpiewnie odpowiedziała Nika, wchodząc z nogami na kanapę i obserwując, jak babcia zbiera kawałki porcelany. No, Władek! Po prostu mój Władek!
Kto to, Niko?
Taki tam wykładowca. Tylko nie mój! Nie rób takich oczu! Po prostu pracuje na uczelni.
On
Nie, babciu, nie stary. Całkiem młody.
O tym, że Władysław ma już rodzinę, Wanda dowiedziała się od Agaty.
Jak złapała się za głowę. I ty to mówisz tak spokojnie?
A co mam się przejmować jego żoną albo dzieckiem? Martwię się Niką! Jest zakochana, chce go, to najważniejsze.
Agata Boże, gdzie was tak przegapiłam Tak się nie robi
Nie daj się zwariować, mamo. On dorosły, sam decyduje. Agata podała matce szklankę wody. Uspokój się. Liczy się szczęście wnuczki.
A czy ono jest możliwe? Wanda wolno wypiła wodę i rzuciła szklanką o ścianę.
Ślub był smutny. Rodzice Władka nie przyszli. Staś mieszkał już w Warszawie, przysłał tylko prezent nową kawalerkę. Agata urządziła ją meblami z katalogu, nawet nie pytając córki o zdanie. Nikę nie obchodziły meble.
Mamo, zobacz! Suknia jak z bajki! Muszę ją mieć! podśpiewując Nika krążyła przed lustrem.
Ta suknia nazywa się Wróżka.
Ekspedientka w salonie wyjmowała welon, patrząc już tylko na Agatę, wiedząc, kto wybierze.
To znak, Niko! Pamiętasz, jak chciałaś być wróżką?
Tak! I teraz będę! Moje życie też będzie bajką! Wszystko mi się uda!
Na pewno Agata ścisnęła palcami koronkę welonu.
Wanda z trudem wytrzymała w Urzędzie Stanu Cywilnego i zamówiła taksówkę.
Nie czuję się najlepiej. Nie będę wam psuła uroczystości.
Pocałowawszy wnuczkę, opuściła salę. Nim wsiadła do auta, obejrzała się. Nika, trzymając w dłoni gołębia, tańczyła wokół Władka, czekając na znak fotografa. Wanda nagle poczuła, jak bardzo wnuczka przypomina wystraszone, białe ptaki, śniące tylko o tym, by się uwolnić z czyichś dłoni.
Co ja mogę Teraz już niewiele szepnęła, pociągając nosem. Daj mi siłę, Boże. Jeszcze się przyda.
Nika rozstała się z mężem zanim córka zdążyła podrosnąć. Nową partnerką Władka była koleżanka z roku. Ciężarna Nika poszła na uczelnię po papiery i zobaczyła ich razem. Bez słowa cofnęła się, ale trzasnęła drzwiami tak mocno, że aż zagrzechotały szyby w salach.
Co się stało?
Trzeba zrobić dezynfekcję. Zbyła wszystkich, wzruszając ramionami.
Wzięła papiery i zadzwoniła do ojca.
Co, uciekasz? Agata patrzyła na córkę z wyrzutem. Spróbowałaś mu przemówić do rozumu?
Po co, mamo? Nika zimno układała rzeczy córki.
Bo to twoje. Tak jest właściwie.
Właściwie? Co to znaczy? Może właściwie to znaczy, że jak ktoś inny czegoś chce, też ma do tego prawo Tamta, zanim przyszłam, pewnie też chciała mieć rodzinę. A ja, wróżka, odebrałam jej wszystko. Teraz rola się odwróciła.
Głupoty. Nie myślałam, że kiedyś zabrzmisz jak skrzywdzone dziecko.
Nie, mamo. Już nie jestem dzieckiem. Dorosła wróżka Skrzydła już nie niosą.
Agata coś tłumaczyła, ale Nika już nie słuchała. Musiała teraz zadecydować, jak żyć dalej.
Wanda pakowała rzeczy, ocierała łzy i zajmowała się prawnuczką.
Nic się nie martw, kochanie. Mama jest silna. Poradzimy sobie
Agata nie pojechała z nimi. Wanda wręczyła jej klucze do mieszkania.
Tylko podlewaj kwiaty. A reszta nieważna. Dbaj o siebie.
Lata później, po starym parku szła młoda kobieta. Dziewczynka, raz wyprzedzając, raz wracając, trzymała ją za rękę i opowiadała o przedszkolu. Była tak podobna, że nikt nie miał wątpliwości to jej córka.
Popatrz, co dziś robiliśmy w przedszkolu! Mała grzebała w plecaku, który niosła mama, wyjmując patyczek, na końcu którego była gwiazdka z pogniecionej srebrnej folii. Ojej! Pogniotła się
Co to, Zosia?
Czary-mary! Jak u wróżki. Tyle że pogięte.
I co z tego? Nika wygładziła gwiazdkę i machnęła różdżką. Widzisz? Działa! I już.
Skąd wiesz, że działa? Zosia otworzyła usta. Co wymyśliłaś?
Żeby nasza rodzina była szczęśliwa! I żeby wszyscy byli zdrowi!
Nie działa Zosia smutno pokiwała głową. Babcia w szpitalu.
Ale już wróciła do domu.
Naprawdę? Zosia zaczęła podskakiwać.
Naprawdę. Zaraz sama się przekonasz.
Teraz ja, mamo! wykrzyknęła, targając różdżkę. Coś sobie życzę i nie powiem.
To nie fair! zaśmiała się Nika, poprawiając córce czapkę. Ja ci powiedziałam!
Dobra! Jedno powiem, reszty nie.
No to?
Żebyśmy byli zawsze razem Zosia wyszeptała i Nika przykucnęła przy niej.
Mówisz o babci?
Dziecko pokiwało głową.
Nie mogę ci tego obiecać. Nie jestem całkiem wróżką. Tak tylko trochę Ale możemy być razem tak długo, jak tylko damy radę. Nawet jak nie będziemy blisko miłość zostaje. Bo przecież jak idziesz do przedszkola, a ja do pracy, to i tak o sobie myślimy, prawda?
Zosia kiwnęła głową i znowu wzniosła różdżkę.
To teraz życzę, żeby babcia naprawdę wyzdrowiała i żebyśmy byli razem bardzo, bardzo długo. Tak można, mamo?
Nika wstała, poprawiła spódnicę i poważnie potaknęła.
Można i trzeba! To najważniejsze życzenie! Pójdziemy pokazać różdżkę babci. Na pewno się przyda. Przecież ona jest prawdziwą wróżką!
Naprawdę?
Najprawdziwszą na świecie!



