— Wracaj do domu! Tam sobie pogadamy! — syknął niezadowolony Maksymilian, omiatając spojrzeniem przechodniów. — Jeszcze tego brakowało, żeby robić sceny na środku miasta! — No jasne, proszę bardzo! — fuknęła Wiola, zadzierając dumnie głowę. — Też mi coś! — Wiola, nie doprowadzaj mnie do grzechu! — ostrzegł Maksymilian. — W domu porozmawiamy! — Ojeju, jaki groźny! — machnęła warkoczem Wiola i ruszyła w stronę rodzinnego domu. Maksymilian poczekał, aż żona odejdzie kawałek, po czym wyjął telefon i wyszeptał do mikrofonu: — No, wyszła już z centrum. Przygotujcie się, jak się umówiliśmy! I do piwnicy ją w razie czego – trzeba nauczyć pokory! Zaraz będę! Schował telefon do kieszeni i chciał wejść do spożywczaka na mały triumfalny zakup, gdy nagle obcy facet zagrodził mu drogę. — Przepraszam, że tak bezpośrednio — uśmiechnął się niepewnie nieznajomy — Z pańską żoną przed chwilą szedł pan… — To moja żona, a o co chodzi? — spochmurniał Maksymilian. — Nie, nic takiego! — mężczyzna założył służbiście grzeczną minę. — Przepraszam, ale czy pańska żona to przypadkiem Wiola Mielnicka? – Tak, Wiola, przed ślubem Mielnicka. A gdzie problem? – Z ojca Sergiusza? – Zgadza się! — zirytował się Maksymilian. — Skąd pan ją zna? – Przepraszam, bardzo, a urodziła się w dziewięćdziesiątym trzecim? Maksymilian szybko policzył i kiwnął głową: — Tak. Ale skąd ta seria pytań i skąd pan zna Wiolę? Wiola przeprowadziła się do naszego podwarszawskiego miasteczka dopiero trzy lata temu. Wcześniej nikt o niej w okolicy nie słyszał. Mówiła, że uciekła od rodziców, bo ci chcieli ją wydać za mąż za kogoś, kogo nie kochała. Tymczasem ten nieznajomy w naszej małej społeczności, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, nagle sypie szczegółami jak z rękawa. — Ojej, przepraszam, nie jestem z nią osobiście zaprzyjaźniony! — zmieszał się facet. — Jestem, w pewnym sensie, fanem! — Słuchaj, fanie, jeszcze jedno słowo i ci żebra policzę, a potem wyjmę dwa na szczupłą figurę! — warknął Maksymilian groźnie. — Co to za teksty o fanach? Żonę mi chcesz odbić? – Nie, błagam! Pan mnie źle zrozumiał! — zaczął machać rękami mężczyzna. – Jestem fanem… jej TALENTU! – Z tego co wiem, Wiola nie ma jakichś szczególnych talentów… — zmieszał się Maksymilian. – Proszę pana, dostać dożywotnią dyskwalifikację za Muay Thai za nadmierną brutalność w wieku osiemnastu lat to jest naprawdę wyczyn! — wykrzyknął facet. – Szkoda, że po kilku prywatnych turniejach się wycofała. To było przeżycie oglądać ją na ringu! Maksymilian zadrżał. Chciał wyciągnąć telefon, ale wypadł mu z trzęsącej się ręki na chodnik i roztrzaskał się na kawałki. Zebrał je gorączkowo i pobiegł pędem do domu, mamrocząc: — Boże, tylko żebym zdążył! Kiedy w miasteczku pojawiła się Wiola, od razu wszyscy na nią zwrócili uwagę. Młoda, wysportowana, wesoła i jeszcze zatrudniła się jako nauczycielka WF-u w podstawówce. Wszyscy sądzili, że jest „na dojazd” i zaraz pojedzie dalej. A tu okazało się, że ma 25 lat i przyjechała na stałe. Czekano, aż ściągnie rodzinę, ale dziewczyna została sama. — Coś tu jest nie tak! — plotkowały baby. — Młoda, atrakcyjna, a tu przyjechała! — Może facet ją skrzywdził, przyjechała się wyleczyć zranione serce — wzruszała ramionami sąsiadka. — Albo z rodzicami się pokłóciła, w telewizji mówią, że to częste! Maksymilian przyglądał się dziewczynie z daleka. — Kto ją tam wie, jaka historia za nią stoi. Zobaczymy z czasem. W pokoju nauczycielskim po pół roku z Wioli wyciągnięto bolesną opowieść: — Moi rodzice to biznesmeni, porządni ludzie. Ale kryzys, niestety, ich dopadł, dostawca zawalił interes… Wszystko się zaczęło walić, więc tata postanowił wydać mnie za odpowiedniego kandydata, żeby podratować firmę. Ja wolałam uciec niż zostać sprzedana! — I tak jesteś zupełnie sama? — dopytywała doświadczona koleżanka. — Lepiej być samej i wybierać własny los, niż wylądować jako towar na sprzedaż! — Spokojnie, tu znajdziesz szczęście! Nasi faceci są w porządku! Kiedy te plotki dotarły do miasta, Maksymilian zdecydował, że Wiola zostanie jego żoną. — Wezmę ją. Nasze pannice wyrachowane, a ta tu samotna i bez rodziny! Szybko przyuczył rodzinę do wizji nowej synowej. Wiola — młoda, zdrowa, sportowa, idealna do domu! — Jeśli będzie fikać, sami ją na nasz sposób nauczymy — przekonywał starszy brat. Byli pewni sukcesu, bo Maksymilian był przystojny i miał dobrą posadę na Eko-Warzywach jako zastępca szefa. Po ślubie Wiola wprowadziła się do rodziny. — Narzeczona musi zrozumieć, że tu żyjemy po polsku, razem! — zagadała teściowa. — Wspólnie pomagamy, razem działamy! — Rozumiem, ale u mnie w rodzinie takich zwyczajów nie było — odparła Wiola. — Ale spróbuję dostosować się do waszych reguł. Tyle że sprawiedliwości nie znoszę! Co ciekawe, wolność Wioli ograniczono już miesiąc po weselu. Tylko praca i sklep — żadnych wyjść, „w domu robota czeka!”. Resztą zajmowała się Wiola razem z teściową, bo panowie byli w pracy od świtu do nocy. A teściowa na przemian narzekała na zdrowie i dyrygowała wszystkim. — A co z czasem dla siebie? — pytała Wiola. — Przecież nawet koleżanek nie mam! — Żonie koleżanki niepotrzebne! Cafe i kino to tylko z mężem! W mieście to co innego, tu o wszystkim ludzie gadają! Ale Wiola nie zamierzała dać się stłamsić. Wymagała szacunku, a jeśli widziała niesprawiedliwość — domagała się równego traktowania. Jej temperament stał się legendarny. Dwa i pół roku po ślubie Wiola wciąż się nie dała złamać. — No charakterek to ona ma! — jęczała teściowa. — Słowo powiesz, pięć odda! Raz brat Maksymiliana rzucił: — Za bardzo siebie stawia! Trzeba ją nauczyć posłuszeństwa, bo potem dzieci urodzi i dopiero nami pojedzie! Wymyślili, żeby Maksymilian zaprowadził żonę do centrum, a potem wysłał ją samą do domu — a oni „porozmawiają” z Wiolą po swojemu. W razie czego — do piwnicy, a w szkole powiedzą, że pojechała na urlop, to miesiąc posiedzi i spokornieje! Wszystko przygotowano, a Maksymilian miał dać znać. Tyle że nie zdążył. Furtka na miejscu, ale drzwi do domu zniknęły, jakby nigdy ich nie było. W korytarzu na podłodze leżał brat z połamanym ramieniem. Ojciec nieprzytomny, matka z siniakiem pod okiem i złamaną kija kuchenną. Przy stole — Wiola, spokojna, popijająca herbatę. — Kochanie? — spojrzała na Maksymiliana. — Przyszedłeś po swoją lekcję? — N-nie — wydusił. — To nie wiem, co ci zaproponować. Może trochę sprawiedliwości w rodzinnych relacjach? — Trzeba było ostrzec, że… — wyjąkał zdezorientowany. — Zawsze wiem, ile mogę! Każdy dostał to, z czym przyszedł! Kij złamałam o kolano, a teściowa sama wpadła w drzwi, uciekając! — I jak my teraz mamy razem żyć? — zapytał cicho Maksymilian. — Może w końcu po ludzku, po równo, sprawiedliwie! I nawet nie myśl o rozwodzie — jestem w ciąży, nasze dziecko będzie miało ojca! Maksymilian przełknął ślinę: — Dobrze, kochanie… Po tym, jak wszyscy się podleczyli, rodzinne zasady mocno się zmieniły. I od tej pory w rodzinie panował spokój, zgoda i nikt nikomu nie podskakiwał!

Idź do domu! Tam z tobą porozmawiam! rzucił niechętnie Maksymilian. Nie będę przecież robił spektaklu dla przechodniów!

No to proszę bardzo! parsknęła Bronisława. Wielka sprawa!

Bronka, nie prowokuj mnie do grzechu! warknął Maksymilian. W domu pogadamy! Ojej, ale się przestraszyłam! przerzuciła warkocz za plecy i ruszyła w stronę posesji.

Maksymilian poczekał, aż Bronka odejdzie kawałek, a sam wyciągnął z kieszeni telefon i odezwał się cicho:

Poszła do domu! Przygotujcie się tam, wiecie, jak uzgadnialiśmy! Do piwnicy z nią żeby jej troszkę charakterek przeszedł! Zaraz będę!

Schował telefon i właśnie zamierzał wejść do sklepu, żeby uczcić swoją domową dyscyplinę, gdy zatrzymał go zupełnie obcy facet.

Przepraszam, że tak bezceremonialnie uśmiechnął się skrępowany mężczyzna. Ale ta dziewczyna, co była z panem

Moja żona, i co z tego? zmarszczył brwi Maksymilian.

Nic, nic! jego uśmiech stał się natarczywie przepraszający. Ale czy przypadkiem nie ma na imię Bronisława Piotrowska?

Bronisława, przytaknął Maksymilian. Piotrowska z domu, przed ślubem. Dlaczego pan pyta?

Czy jej ojciec miał na imię Zbigniew?

Tak! odparł zirytowany Maksymilian. Skąd pan zna moją żonę?

Przepraszam, ale czy urodziła się w dziewięćdziesiątym trzecim?

Maksymilian szybko przeliczył w myślach.

Tak. Ale skąd tyle pytań i skąd pan ją zna? Maksymilian spiął się.

Bronka przyjechała do naszej wsi raptem trzy lata temu. Wcześniej nikt o niej nie słyszał. Mówiła sama, że uciekła od rodziców, bo chcieli ją wydać na siłę za mąż.

Tym dziwniej, że taki ktoś nagle pośród naszych spokojnych ulic rzuca szczegółami.

Oj, przepraszam, nawet nie znam jej osobiście! zająknął się facet. Jestem, można powiedzieć, jej fanem!

Słuchaj, fanie, zaraz ci te żebra policzę, a dla przypomnienia odmłócę! rzucił Maksymilian groźnie. Co to za bajki o fanach? Chcesz mi żonę odbić?

Skądże! Pan źle zrozumiał! facet rozłożył ręce. Jestem fanem jej talentu.

Bronka nie ma jakichś specjalnych talentów stropił się Maksymilian.

Proszę pana, dostać dożywotnią dyskwalifikację w muay thai za zbytnią brutalność w wieku osiemnastu lat to nie lada sztuka! uniósł się mężczyzna.

Szkoda, że po paru wygranych turniejach skończyła karierę! Oglądanie jej w ringu to była czysta przyjemność!

Maksymilian trzęsącymi rękami wyciągnął telefon z kieszeni. Aparat wypadł, rozpadł się na części na chodniku. Zbierał go nerwowo, ale urządzenie odmówiło współpracy.

Popędził do domu, mrucząc pod nosem:

Boże, niech zdążę!

Kiedy Bronisława pojawiła się w naszej wsi, Maksymilian od razu ją zauważył. Kto by nie zwrócił uwagi? Młoda, wysportowana, uśmiechnięta. Pracę znalazła w wiejskiej podstawówce jako nauczycielka WF-u.

Wszyscy sądzili, że to jakaś studentka na praktykach, zaraz odjedzie. Ale okazało się, że ma dwadzieścia pięć lat i chce tu zostać na stałe.

Myślano, że sprowadzi rodziców, ale Bronka była sama.

Coś tu nie gra! szeptały kobiety. Młoda, ładna, a przyjeżdża na wieś? Dobrze wiem, że ma jakąś straszną tajemnicę!

A co tam za tajemnice? odpowiadały inne. Może chłop ją skrzywdził i przyjechała leczyć rany!

Albo z rodzicami się pokłóciła i uciekła! Tak też się zdarza, widziałam w telewizji!

Maksymilian przyglądał się dziewczynie, ale nie spieszył się z podejściem.

Cóż, zobaczymy, co z nią za historia.

Praca w szkole to nie tylko ciężki kawałek chleba, ale i wieczne narady w pokoju nauczycielskim, gdzie wszyscy dzielą się problemami.

W ciągu pół roku wyciągnięto z Bronki jej historię.

Moi rodzice prowadzili firmę. Porządni ludzie. Ale przyszły trudności, interes się posypał.

Tata w końcu chciał mnie wydać za bogatego znajomego, żeby ratować sytuację.

Nazwę go: typ spod ciemnej gwiazdy. Wolałam uciec na wieś!

I zupełnie sama jesteś? kiwała głową starsza koleżanka.

Ludzie są wszędzie, wzruszyła ramionami Bronka. Ale wolę sama się przebijać niż wychodzić za kogoś bez miłości!

To nie ślub, tylko sprzedaż! A sprzedawać się nie mam ochoty!

Spokojnie, tu znajdziesz swoje szczęście pocieszały ją koleżanki. Wieś nie duża, ale ludzie są!

Gdy wieść o niej się rozeszła, Maksymilian podjął decyzję.

Wezmę ją za żonę! Nasze dziewczyny to teraz wygodne i zuchwałe, a ta obca! I krewnych nie musimy znosić!

Tak gadał rodzinie: mamie, ojcu i starszemu bratu.

Młoda, zdrowa, wysportowana, nie bez powodu ćwiczy na WF-ie! Urodzi zdrowe dzieci, po domu pomoże. Ile tam godzin w szkole?

Idealna partia! zgodzili się domownicy. Jak będzie krnąbrna, nauczymy po naszemu!

Byli pewni ślubu, bo Maksymilian był przystojny i miał posadę zastępcy kierownika skupu warzyw.

Gdy zjeżdżała kontrola z centrali, był zwykłym magazynierem, ale działalnością się tak wykazał, że nikomu nie chciało się ruszać obecnego kierownika, bo miał plecy. Tak więc Maksymilian został zastępcą.

Skoro umiesz, to rób! Potem rozliczymy!

Gadali, że inicjatywa karana, ale cały skup postawił na nogi. Pokazał się jako zaradny gospodarz.

Prawda, pracownicy narzekali, że Maksymilian surowy. A jego starszy brat Nikodem, szef ochrony, to już w ogóle bestia.

Zgniłej marchewki wynieść nie da, a siłę jak coś użyje, to brat bratka zawsze obroni!

Ale nikt się nie czepiał, bo kradzieże się skończyły.

Bronka nawet nie miała szans odmówić. Najpierw się zgodziła na spacery, potem na zaloty, aż w końcu zgodziła się za niego wyjść.

Maksymilian zabrał ją z hotelowego pokoju i zabrał do swego domu.

Synowa, rozumiesz, mieszkamy tu wszyscy razem! zagadnęła teściowa.

Robimy wszystko razem i pomagamy sobie! Tu są nasze zwyczaje, pamiętaj!

U mnie w rodzinie nie było żadnych zasad odpowiedziała Bronka. Przecież wiadomo, czemu uciekłam od tamtych zwyczajów! Ale jak jestem żoną Maksymiliana, będę się uczyć waszych obecnych!

To przyjęto z entuzjazmem.

Tylko ja nic nie umiem zawstydziła się Bronka. Rodzice mieli obsługę domową.

Spokojnie, nauczymy! mruknął teść. Ty się uczysz przecież dobrze?

Uczę się szybko odpowiedziała. Tylko nie znoszę niesprawiedliwości.

Córko wtrąciła teściowa. Sprawiedliwość jest względna! Są zasady życia rodzinnego, stare jak świat!

Szanuj męża i jego rodzinę! Bądź posłuszna i łagodna! Wtedy i mężczyźni o kobiety dbają i rozwiązują wszystkie trudne sprawy!

Skoro tak trzeba westchnęła Bronka. Mam tylko nadzieję, że bez kar cielesnych i skrajności?

Nie mamy batów ani stajni! zaśmiał się teść.

Co do kar, Bronka jakby przeczuwając miała rację. Miesiąc po ślubie pojawiły się ograniczenia wolności.

Tylko do pracy i sklepu! W innych sprawach:

Gdzie pędzisz? W domu robota! Ogród, kury, kaczki! Bronka! wykrzykiwała Natalia, teściowa. Jesteśmy rodziną! Sama wszystkiego nie ogarnę!

Co prawda, nie przesadzała. Maksymilian z bratem wiecznie w pracy, od rana do nocy.

Teść na kręgosłup narzekał i dawał tylko dobre rady. Cały ciężar spadł na Natalię i Bronkę.

Ale Natalia też nie młoda. Raz ciśnienie, raz ból głowy, a dom, jak to dom nie ma wolnego!

A co z życiem osobistym? dopytywała Bronka. Nie chodzi mi o męża, ale o własne. Kino, kawiarnia, spacer. Nie mam tu przyjaciół!

W małżeństwie przyjaźnie niepotrzebne! Szkody z tego więcej niż pożytku!

Kawiarnię, kino? O tym z mężem rozmawiaj! Kobieta bez męża po ludziach? Tutaj nie miasto, zaraz plotki wyrosną jak grzyby po deszczu!

Serio? zdziwiła się Bronka.

Ty mieszkałaś kiedyś w dużym mieście! A tu wszystko na widoku, zaraz łatkę ci przypną, nie odpokutujesz! Jesteś nauczycielką! Nawet ze szkoły mogą cię wyrzucić!

Brzmi logicznie, ale Bronka nie zamierzała zakopywać się w wiejskiej rutynie.

Pracowała, robiła co trzeba, ale wymagała też szacunku. Czasem stanęła okoniem, czasem podniesie głos.

Praca po równo! mawiała. A jak ktoś leży, a ktoś drugi robi, to ja się nie zgadzam!

Dwa i pół roku po ślubie Bronka dalej nie dawała się złamać. Wymagała, by wszyscy w rodzinie uczciwie się przykładali. Jak nie, to ona też nie zamierza.

Ehh, charakterek tej Bronki! wzdychała Natalia, gdy wysyłała ją do sklepu. Jęzor ma jak brzytwa! Ty jej jedno słowo, ona pięć odgryzie!

Szacunku do mnie jej brak! żalił się teść. Poprosisz o poduszkę czy wodę, a ta odpycha, bo zajęta!

Maks, tak nie może być rzucił Nikodem, starszy brat. Obraża naszych rodziców! Gdzie to widziano?

Wiem, że ona zadziera! Ja głowa rodziny! Trzeba ją utemperować, jak w cyrku! A jak przyjdą dzieci, to dopiero się wywyższy i już nie starczy nam miejsca w domu!

Trzeba przygotować się stwierdził Nikodem. Wyprowadź ją na rynek, wróci sama, a my już z nią pogadamy.

Pojmie słowami dobrze. Jak nie, damy siły! Jak się zbuntuje zamkniemy w piwnicy, a w szkole powiemy, że na urlop wyjechała! Miesiąc posiedzi, ochłonie!

Tak więc przygotowali się, zebrali, jak to się mówi, święty gniew w oczach i czekali na sygnał od Maksymiliana, żeby Bronka przyszła do domu.

Maksymilian nie zdążył.

Furtka była, ale drzwi do domu jakby nie istniały. W sieniach siedział Nikodem, jęcząc z połamanym ramieniem. Maksymilian wyrwał mu telefon, wybrał numer pogotowia i wykrzyczał:

Podaj adres! ryknął nad bratem, by przebić się przez szok. I powiedz, że trzeba kilka karetek!

Nikodem kiwnął głową, krzywiąc się z bólu.

W przedpokoju pośród resztek mebli leżał ojciec. Nieprzytomny, ale żył. To zawsze jakiś plus. Na kuchennej podłodze siedziała matka.

Była na podłodze, na twarzy rozkwitał jej imponujący siniec, a w dłoniach ściskała przełamaną na pół masywną wałek do ciasta ten, co na święta rozwałkowywała nim ciasto na pierogi.

Przy stole zaś spokojnie popijała herbatę Bronka.

Kochany? podniosła wzrok na męża. Przyszedłeś po swoją porcję?

N-nie wymamrotał Maksymilian.

To sama nie wiem, co ci zaproponować zamyśliła się. Może odrobinę sprawiedliwości w rodzinnych sprawach?

O tym to mogłaś wcześniej uprzedzić! wykrzyknął. Przecież niemal ludzi

Znam umiar! Każdemu oddałam, czym przyszedł!

Wałek przełamałam o kolano! A twojej mamie nic nie zrobiłam sama walnęła się drzwiami, jak uciekała!

I jak teraz będziemy żyć dalej? zapytał Maksymilian ciężko.

Myślę, że w zgodzie! uśmiechnęła się Bronka. Najważniejsze, żeby było sprawiedliwie! O rozwodzie nie myśl spodziewam się dziecka! Nasze dziecko będzie miało ojca!

Maksymilian przełknął ślinę.

Dobrze, kochana.

Gdy wszyscy wydobrzeni, rodzina musiała przemyśleć zasady wspólnego życia.

Od tego czasu nastał w domu spokój i zgoda. I nikt już więcej nigdy nie ważył się nikogo skrzywdzić.

Rate article
Fajna Tajna
— Wracaj do domu! Tam sobie pogadamy! — syknął niezadowolony Maksymilian, omiatając spojrzeniem przechodniów. — Jeszcze tego brakowało, żeby robić sceny na środku miasta! — No jasne, proszę bardzo! — fuknęła Wiola, zadzierając dumnie głowę. — Też mi coś! — Wiola, nie doprowadzaj mnie do grzechu! — ostrzegł Maksymilian. — W domu porozmawiamy! — Ojeju, jaki groźny! — machnęła warkoczem Wiola i ruszyła w stronę rodzinnego domu. Maksymilian poczekał, aż żona odejdzie kawałek, po czym wyjął telefon i wyszeptał do mikrofonu: — No, wyszła już z centrum. Przygotujcie się, jak się umówiliśmy! I do piwnicy ją w razie czego – trzeba nauczyć pokory! Zaraz będę! Schował telefon do kieszeni i chciał wejść do spożywczaka na mały triumfalny zakup, gdy nagle obcy facet zagrodził mu drogę. — Przepraszam, że tak bezpośrednio — uśmiechnął się niepewnie nieznajomy — Z pańską żoną przed chwilą szedł pan… — To moja żona, a o co chodzi? — spochmurniał Maksymilian. — Nie, nic takiego! — mężczyzna założył służbiście grzeczną minę. — Przepraszam, ale czy pańska żona to przypadkiem Wiola Mielnicka? – Tak, Wiola, przed ślubem Mielnicka. A gdzie problem? – Z ojca Sergiusza? – Zgadza się! — zirytował się Maksymilian. — Skąd pan ją zna? – Przepraszam, bardzo, a urodziła się w dziewięćdziesiątym trzecim? Maksymilian szybko policzył i kiwnął głową: — Tak. Ale skąd ta seria pytań i skąd pan zna Wiolę? Wiola przeprowadziła się do naszego podwarszawskiego miasteczka dopiero trzy lata temu. Wcześniej nikt o niej w okolicy nie słyszał. Mówiła, że uciekła od rodziców, bo ci chcieli ją wydać za mąż za kogoś, kogo nie kochała. Tymczasem ten nieznajomy w naszej małej społeczności, gdzie wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, nagle sypie szczegółami jak z rękawa. — Ojej, przepraszam, nie jestem z nią osobiście zaprzyjaźniony! — zmieszał się facet. — Jestem, w pewnym sensie, fanem! — Słuchaj, fanie, jeszcze jedno słowo i ci żebra policzę, a potem wyjmę dwa na szczupłą figurę! — warknął Maksymilian groźnie. — Co to za teksty o fanach? Żonę mi chcesz odbić? – Nie, błagam! Pan mnie źle zrozumiał! — zaczął machać rękami mężczyzna. – Jestem fanem… jej TALENTU! – Z tego co wiem, Wiola nie ma jakichś szczególnych talentów… — zmieszał się Maksymilian. – Proszę pana, dostać dożywotnią dyskwalifikację za Muay Thai za nadmierną brutalność w wieku osiemnastu lat to jest naprawdę wyczyn! — wykrzyknął facet. – Szkoda, że po kilku prywatnych turniejach się wycofała. To było przeżycie oglądać ją na ringu! Maksymilian zadrżał. Chciał wyciągnąć telefon, ale wypadł mu z trzęsącej się ręki na chodnik i roztrzaskał się na kawałki. Zebrał je gorączkowo i pobiegł pędem do domu, mamrocząc: — Boże, tylko żebym zdążył! Kiedy w miasteczku pojawiła się Wiola, od razu wszyscy na nią zwrócili uwagę. Młoda, wysportowana, wesoła i jeszcze zatrudniła się jako nauczycielka WF-u w podstawówce. Wszyscy sądzili, że jest „na dojazd” i zaraz pojedzie dalej. A tu okazało się, że ma 25 lat i przyjechała na stałe. Czekano, aż ściągnie rodzinę, ale dziewczyna została sama. — Coś tu jest nie tak! — plotkowały baby. — Młoda, atrakcyjna, a tu przyjechała! — Może facet ją skrzywdził, przyjechała się wyleczyć zranione serce — wzruszała ramionami sąsiadka. — Albo z rodzicami się pokłóciła, w telewizji mówią, że to częste! Maksymilian przyglądał się dziewczynie z daleka. — Kto ją tam wie, jaka historia za nią stoi. Zobaczymy z czasem. W pokoju nauczycielskim po pół roku z Wioli wyciągnięto bolesną opowieść: — Moi rodzice to biznesmeni, porządni ludzie. Ale kryzys, niestety, ich dopadł, dostawca zawalił interes… Wszystko się zaczęło walić, więc tata postanowił wydać mnie za odpowiedniego kandydata, żeby podratować firmę. Ja wolałam uciec niż zostać sprzedana! — I tak jesteś zupełnie sama? — dopytywała doświadczona koleżanka. — Lepiej być samej i wybierać własny los, niż wylądować jako towar na sprzedaż! — Spokojnie, tu znajdziesz szczęście! Nasi faceci są w porządku! Kiedy te plotki dotarły do miasta, Maksymilian zdecydował, że Wiola zostanie jego żoną. — Wezmę ją. Nasze pannice wyrachowane, a ta tu samotna i bez rodziny! Szybko przyuczył rodzinę do wizji nowej synowej. Wiola — młoda, zdrowa, sportowa, idealna do domu! — Jeśli będzie fikać, sami ją na nasz sposób nauczymy — przekonywał starszy brat. Byli pewni sukcesu, bo Maksymilian był przystojny i miał dobrą posadę na Eko-Warzywach jako zastępca szefa. Po ślubie Wiola wprowadziła się do rodziny. — Narzeczona musi zrozumieć, że tu żyjemy po polsku, razem! — zagadała teściowa. — Wspólnie pomagamy, razem działamy! — Rozumiem, ale u mnie w rodzinie takich zwyczajów nie było — odparła Wiola. — Ale spróbuję dostosować się do waszych reguł. Tyle że sprawiedliwości nie znoszę! Co ciekawe, wolność Wioli ograniczono już miesiąc po weselu. Tylko praca i sklep — żadnych wyjść, „w domu robota czeka!”. Resztą zajmowała się Wiola razem z teściową, bo panowie byli w pracy od świtu do nocy. A teściowa na przemian narzekała na zdrowie i dyrygowała wszystkim. — A co z czasem dla siebie? — pytała Wiola. — Przecież nawet koleżanek nie mam! — Żonie koleżanki niepotrzebne! Cafe i kino to tylko z mężem! W mieście to co innego, tu o wszystkim ludzie gadają! Ale Wiola nie zamierzała dać się stłamsić. Wymagała szacunku, a jeśli widziała niesprawiedliwość — domagała się równego traktowania. Jej temperament stał się legendarny. Dwa i pół roku po ślubie Wiola wciąż się nie dała złamać. — No charakterek to ona ma! — jęczała teściowa. — Słowo powiesz, pięć odda! Raz brat Maksymiliana rzucił: — Za bardzo siebie stawia! Trzeba ją nauczyć posłuszeństwa, bo potem dzieci urodzi i dopiero nami pojedzie! Wymyślili, żeby Maksymilian zaprowadził żonę do centrum, a potem wysłał ją samą do domu — a oni „porozmawiają” z Wiolą po swojemu. W razie czego — do piwnicy, a w szkole powiedzą, że pojechała na urlop, to miesiąc posiedzi i spokornieje! Wszystko przygotowano, a Maksymilian miał dać znać. Tyle że nie zdążył. Furtka na miejscu, ale drzwi do domu zniknęły, jakby nigdy ich nie było. W korytarzu na podłodze leżał brat z połamanym ramieniem. Ojciec nieprzytomny, matka z siniakiem pod okiem i złamaną kija kuchenną. Przy stole — Wiola, spokojna, popijająca herbatę. — Kochanie? — spojrzała na Maksymiliana. — Przyszedłeś po swoją lekcję? — N-nie — wydusił. — To nie wiem, co ci zaproponować. Może trochę sprawiedliwości w rodzinnych relacjach? — Trzeba było ostrzec, że… — wyjąkał zdezorientowany. — Zawsze wiem, ile mogę! Każdy dostał to, z czym przyszedł! Kij złamałam o kolano, a teściowa sama wpadła w drzwi, uciekając! — I jak my teraz mamy razem żyć? — zapytał cicho Maksymilian. — Może w końcu po ludzku, po równo, sprawiedliwie! I nawet nie myśl o rozwodzie — jestem w ciąży, nasze dziecko będzie miało ojca! Maksymilian przełknął ślinę: — Dobrze, kochanie… Po tym, jak wszyscy się podleczyli, rodzinne zasady mocno się zmieniły. I od tej pory w rodzinie panował spokój, zgoda i nikt nikomu nie podskakiwał!