Zgotowałam sobie na własne życzenie
Tato, a co to za nowości? Czy ty splądrowałeś sklep z antykami? Emilia uniosła brwi ze zdumieniem, przyglądając się białej, szydełkowej serwetce leżącej na jej komodzie. Nie wiedziałam, że lubisz takie starocie. Twój gust, jakby żywcem wyjęty od babci Heleny
Oj, Emilko… A czemu bez zapowiedzi? Marek Nowak wyszedł właśnie z kuchni, wyraźnie zaskoczony jej wizytą. Nie spodziewałem się Ciebie
Ojciec próbował wyglądać na wesołego, ale jego wzrok krył winę.
Widzę, że się nie spodziewałeś burknęła Emilia i ruszyła do salonu, gdzie czekały ją kolejne niespodzianki. Tato… Skąd to wszystko? Co tutaj się dzieje?
Emilia rozglądała się po mieszkaniu, nie poznając go.
Gdy dostała je po babci Helenie, wyglądało tragicznie. Stare meble z PRL-u, wypukły telewizor stojący na obdartej szafce, zardzewiałe kaloryfery, obłażąca tapeta… Ale był to jej własny kąt.
Emilia miała wtedy trochę oszczędności. Włożyła je w remont, i to nie byle jaki. Wybrała styl skandynawski jasne kolory i minimalizm, które dodawały przestrzeni jej dwupokojowemu mieszkaniu. Z miłością dobierała dodatki, szukała zasłon w odpowiednich odcieniach, rozkładała puszyste dywany…
Teraz jej gęste, niemal nieprzepuszczające światła zasłony, zastąpił zwykły nylonowy tiul. Włoska sofa była przykryta syntetycznym kocem z płowym tygrysem. Na stoliku stała różowa plastikowa waza z jaskraworóżowymi sztucznymi różami.
To nie było jeszcze najgorsze. Bardziej niż zmiany w wystroju, drażnił ją zapach. Z kuchni dobiegało skwierczenie oleju i wyraźna woń ryby. Czuć było tytoń. Chociaż jej ojciec przecież nie palił…
Emilka… Rozumiesz… Marek w końcu się odezwał. Jest sprawa Nie jestem tutaj sam. Chciałem ci powiedzieć wcześniej, ale
Jak to nie sam? zgubiła się Emilia. Tato, nie tak się umawialiśmy!
Emiluś, przecież rozumiesz, że po mamie życie mi się nie skończyło. Jestem jeszcze młody, nawet emerytury nie mam. Mam prawo mieć swoje życie.
Emilia zgłupiała. No tak, ojciec miał prawo spotykać się z kimś innym Ale nie w jej mieszkaniu!
Rodzice rozstali się rok temu. Mama przyjęła zdradę spokojnie, jakby pozbyła się ciężaru, i rzuciła się w samorozwój. Nie miała czasu na smutek.
Ojciec natomiast przeżył rozłąkę, gdy wrócił do swojego kawalerki sprzed ślubu. Przez dziesięć lat wynajmował ją lokatorom, aż jeden z nich położył się spać z zapaloną papierosem. Nie miał pieniędzy na remont, więc zapomniał o mieszkaniu. Nie sprzedał go, bo nie planował tam zamieszkać.
Tam wręcz nie dało się żyć. Czarne od sadzy ściany, wybite okna, pleśń na parapetach Bardziej przypominało to grobowiec z horroru niż dom.
Oj, Emilko, nie wiem co dalej… narzekał wtedy ojciec, wzdychając ciężko. Tu niebezpiecznie, a zimą nie zdążę z remontem. Nie mam tyle pieniędzy. Zmarznę i trudno… Chyba już tak musi być.
Emilia nie wytrzymała. Nie była w stanie pozwolić, by człowiek, który ją wychował, mieszkał w takich warunkach. A jeśli coś mu się stanie? Poza tym jej mieszkanie stało puste niedawno wyszła za mąż i przeprowadziła się do męża. Miała za sobą kiepskie doświadczenia ojca z wynajmem, więc nie zamierzała tego powtarzać.
Tato, zamieszkaj u mnie, na razie zaproponowała. Wszystko tam gotowe, wygodnie. Powoli sobie wyremontujesz swoją kawalerkę, potem wrócisz. Ale mam jeden warunek: żadnych gości.
Naprawdę? zapytał z niedowierzaniem Marek. Emilka, dziękuję! Uratowałaś mnie. Obiecuję będzie spokojnie i bez problemów.
No tak. Spokojnie…
Właśnie wtedy drzwi łazienki otworzyły się z hukiem i wypadł z nich obłok aromatycznej pary. Z łazienki wyszła kobieta około pięćdziesiątki w puszystym szlafroku Emilii. Jej ukochanym szlafroku, który ledwo teraz zakrywał krągłe kształty nieznajomej.
O, Mareczku, mamy gościa? zachrypniętym, przepalonym głosem zapytała kobieta z pobłażliwym uśmiechem. A mógłbyś uprzedzić, bo jestem w domowym stroju.
A pani kim właściwie jest? zapytała Emilia, mrużąc oczy. I dlaczego ma pani mój szlafrok?
Nazywam się Teresa, jestem ukochaną twojego ojca. A co się tak denerwujesz? Wzięłam szlafrok, bo tylko wisiał bez celu.
W Emilii aż zatrzepotały skronie ze złości.
Proszę go natychmiast zdjąć wysyczała.
Emilka! błagał ojciec, stając pomiędzy nimi. Nie rób sceny! Tereska tylko
Tereska wzięła cudzą rzecz w cudzym mieszkaniu! przerwała mu Emilia. Tato, czyś ty poważny? Przyprowadziłeś swoją kochankę, pozwoliłeś grzebać jej w moich rzeczach bez pytania?!
Teresa ostentacyjnie przewróciła oczami i z impetem usiadła na kocu z tygrysem w salonie.
Ale z ciebie chamka rzuciła. Gdybym była na miejscu Marka, to bym cię przejechała pasem, bez względu na wiek. Jak możesz tak rozmawiać z ojcem? To że żyje z kobietą, nie powinno cię obchodzić, młoda damo.
Emilia zaniemówiła. Jakaś obca baba, siedząca na jej kanapie, właśnie strofowała ją jak dziecko.
Nie powinno zgodziła się. Dopóki nie dzieje się to w moim domu.
W twoim? Teresa spojrzała pytająco na Marka.
Ten stał pod ścianą, głowę schował w ramiona, patrząc przerażonym wzrokiem raz na córkę, raz na bezczelną partnerkę. Liczył, że burza minie sama, ale prognoza właśnie się zmieniła na gorszą.
Och… Tatuś wam nie powiedział? Emilia rzuciła chłodno. Powiem ja. On tu jest tylko gościem. To moje mieszkanie. Każda łyżka, wszystko jest moje. Wpuściłam go, żeby miał gdzie mieszkać, nie przypuszczając, że będzie sprowadzał swoje ukochane panie.
Teresa poczerwieniała.
Marek…? jej głos stwardniał. Co ona wygaduje? Mówiłeś, że to twoje mieszkanie. Oszukałeś mnie?
Ojciec już niemal zapadł się w ścianę, uszy płonęły ze wstydu.
No… Teresko, nie o to mi chodziło. Nie zrozumiałaś mnie. Mam swoje mieszkanie, tylko… nie to. Nie chciałem cię obciążać szczegółami.
Nie chciałeś?! No pięknie! Przez ciebie muszę tu słuchać różnych fochów!
Emilii skończyła się cierpliwość.
Proszę wyjść powiedziała cicho.
Co? Teresa nie dowierzała.
Wyjdźcie stąd. Oboje. Daję wam godzinę. Jeśli zostaniecie, będę działać zgodnie z prawem. Zrobiłam sobie takie gniazdko
Emilia skierowała się do drzwi, ale Marek w końcu oderwał się od ściany i chwycił ją za rękaw.
Córeczko! Wyrzucisz własnego ojca na bruk? Wiesz, jak tam wygląda! Przecież tam zamarznę!
Ojciec ściskał jej rękaw, a serce Emilii na moment drgnęło. Wspomnienia z dzieciństwa, poczucie obowiązku, litość dla prawie staruszka Gula w gardle.
Ale jej wzrok padł na Teresę.
Ta siedziała z nogą na nodze, w cudzym szlafroku, patrząc na Emilię z nieprzyjazną nienawiścią. Wątpliwości zniknęły. Jeśli teraz przymknie oko, jutro ta kobieta zmieni zamki i przykleje nową tapetę.
Tato, jesteś dorosły. Wynajmij mieszkanie powiedziała zdecydowanie, oswobadzając rękę. Sam sobie winny. Umawialiśmy się, że będziesz sam, tymczasem przyprowadziłeś obcą kobietę, pozwoliłeś jej naruszyć moją prywatność i zniszczyć mój dom
O, zadław się tym swoim mieszkaniem! przerwała jej Teresa. Chodź, Marek. Nie poniżaj się. Wychowałeś niewdzięcznicę
Pół godziny pakowania i wszystko było jasne. Ojciec odchodził bez słowa, skulony jak starzec. Ten jego wzrok, spojrzenie zbitego psa, zostało Emilce w pamięci na zawsze. Ale zniosła wszystko, nie drgnęła.
Gdy tylko wyszli, otworzyła okna, by wywietrzyć zapach ryby, papierosów i tanich perfum. Zebrała szlafrok, koc i wszystko, co zostawiła Teresa. Wyrzuciła to do śmieci. Następnego dnia zamówiła sprzątanie i ślusarza do wymiany zamków. Brzydziła się dotykać czegokolwiek, czego dotknęła ta kobieta. Zwłaszcza ona.
Minęły cztery dni.
Teraz w mieszkaniu Emilii nie było już zbędnych rzeczy. Żadnych sztucznych kwiatów ani nieprzyjemnych zapachów. Mieszkała z mężem, ale sama świadomość tego uspokajała ją.
Z ojcem nie rozmawiała. Czwartego dnia zadzwonił sam.
Halo odpowiedziała ostrożnie Emilia.
I co, Emiluś zaczął ojciec pijanym głosem. Zadowolona? Cieszysz się? Teresa odeszła. Zostawiła mnie
No, co za zaskoczenie prychnęła córka. Daj zgadnę. Odeszła, jak zobaczyła twoje prawdziwe mieszkanie i zrozumiała, że do roboty tam masa?
Ojciec pociągnął nosem.
Tak Ustawiłem grzejnik. Spałem na dmuchanym materacu. Wytrzymała trzy dni Potem powiedziała, że jestem biedakiem i oszustem. Spakowała się i pojechała do siostry. Żałowała tylko straconego czasu Ale my się przecież kochaliśmy, Emilio!
Jaka tam miłość? Ty chciałeś wygodnie się urządzić, ona też. Po prostu oboje źle to skalkulowaliście.
Nastała cisza. Ojciec wciąż miał coś do powiedzenia.
Źle mi tu samemu, córeczko w końcu wydusił. Tu jest strasznie Mogę wrócić? Będę sam, przysięgam!
Emilia spuściła wzrok. Ojciec siedział gdzieś tam, w zrujnowanym, zimnym mieszkaniu, które sam sobie taką zgotował: najpierw zdradził matkę, potem okłamał córkę, a na końcu bajki opowiadał Teresie.
Tak, żal jej było ojca. Ale współczucie mogło zatruć ich oboje.
Nie, tato. Nie wpuszczę cię. odpowiedziała Emilia. Zatrudnij ekipę, zrób remont. Naucz się żyć w warunkach, które sam sobie stworzyłeś. Jedyne co mogę, to polecić dobrych fachowców. Jak będziesz chciał daj znać.
Rozłączyła się.
Okrutne? Może. Ale już nie chciała, by ktoś zostawiał plamy na jej szlafroku i duszy. Czasem brud można tylko nie dopuścić do swojego życia.



