Wojciech opuścił Annę i dzieci dla innej kobiety. Jednak Anna podniosła się po długiej depresji, a potem wydarzyło się coś niespodziewanego

Anna nie wróciła z pracy do domu z pustymi rękami. Zawsze chętnie zahaczała o sklep, żeby kupić sobie małą butelkę wina na wieczór do kolacji. Wracając, zastała w mieszkaniu taki widok: jej mąż z wieloletniego związku, Wojciech, pakował właśnie walizki.
Znalazłeś pracę? Wychodzisz gdzieś na nocny dyżur? zapytała zmęczona, ocierając czoło.
Nie, odchodzę.
O tej porze? Jest przecież dziesiąta wieczorem! głos jej zadrżał.
Co, nie słyszysz? Odchodzę. Zostawiam cię, głupia babo.

Nogi Anny ugięły się pod nią, usiadła ciężko na krześle.
Wszystko w porządku? Mamy dwoje małych dzieci! Wojciechu, zwariowałeś? To ja urodziłam ci dzieci, wzięłam cię, gdy byłeś kompletnie bezdomny. Pracowałam, dbałam o dom, karmiłam, pomagałam ci stanąć na nogi. Gdy ty siedziałeś w domu, ja nieprzerwanie cię utrzymywałam…

Tak się odpłacasz? spytała ze łzami.
Nie zostawię dzieci, one zostają ze mną. Ale ty… mam już dość twojego codziennego kupowania wina. Zawsze tłumaczysz to smakiem do obiadu. A Marlena taka nie jest nie pachnie alkoholem, tylko czymś słodkim, przyjemnym.

Więc idziesz do Marleny? Wiesz w ogóle, kim ona jest? Ona uciekła z innego miasta do Krakowa, kto wie, czego tam doświadczyła. Jesteś tak naiwny, że nawet nie wiesz, z kim się zadajesz! wykrzyczała Anna, lecz Wojciech już jej nie słuchał. Trzasnął drzwiami i wyszedł.

To złamało Annę do reszty. Zaczęła pić jeszcze więcej. Do pracy była szwaczką w małej pracowni przychodziła na kacu, igła wypadała jej z rąk, nie umiała szyć jak dawniej. Mijały tygodnie. Anna co wieczór sięgała po butelkę, czasem zapominała ugotować dzieciom obiad. Najadały się tylko w żłobku czy przedszkolu.

Zapuściła mieszkanie, wszędzie czuć było dym, w garnkach pleśniało, dzieci biegały brudne. W końcu przyszła opiekunka społeczna i odebrała jej dzieci, zostawiając jednak szansę: Ma pani pracę i mieszkanie, ale musi pani wziąć się w garść, inaczej wszystko przepadnie.

Anna poprosiła szefową o kilka dni wolnego. Przez te dni leżała na łóżku, nie mogąc się poruszyć, walcząc ze sobą. Walczyła jednak nie sięgnęła po alkohol. Piątego dnia, kiedy wrócił jej apetyt i organizm domagał się choć łyka, zacięła się: zaczęła sprzątać po całym domu, po czym wróciła do pracy. Po godzinach by nie myśleć o winie, myła, pucowała każdy centymetr mieszkania.

Po kilku miesiącach dzieci wróciły do niej, choć opiekunka nadal wpadała na kontrole. Anna się nie poddała. Alkohol stracił nad nią władzę, a dzieci były na pierwszym miejscu. Nawet gdy dotarły do niej wieści, że Wojciech oświadczył się Marlenie, nie pozwoliła sobie popaść w rozpacz. Bolało ją to ona dała mu dzieci, przeszli razem osiem lat bez formalnego ślubu ale była silna.

Kilka miesięcy później Wojciech stanął w jej drzwiach z podbitym okiem.
Anno, przepraszam… Marlena uciekła z miasta przed byłym mężem. On ją odnalazł, przyszedł do mnie, pobił mnie, a ją wywlekł za włosy z powrotem do samochodu… łkał.
Anna spojrzała mu prosto w oczy:
Wojciechu, dziękuję ci za dzieci i za najważniejszą lekcję, jaką dostałam. Ale nie ma już dla ciebie miejsca w tym domu. Odejdź.

Rate article
Fajna Tajna
Wojciech opuścił Annę i dzieci dla innej kobiety. Jednak Anna podniosła się po długiej depresji, a potem wydarzyło się coś niespodziewanego