Kasia zasnęła dopiero nad ranem. Gdy otworzyła oczy, pokój zalewało światło słoneczne, a przy łóżku stał Wiktor i się uśmiechał.
– Całą noc na ciebie czekałam. Gdzie byłeś?
– Mała moja, widzisz, nic mi się nie stało. Ogarnij się, pójdziemy gdzieś na śniadanie – powiedział Wiktor.
Na zewnątrz było ciepło jak w środku lata.
– Lody chcesz? – Nie czekając na odpowiedź, Wiktor podszedł do kiosku i kupił ulubione kremowo-brązowe lody Kasi w wafelku.
– Jesteś w świetnym humorze. Wygrałeś w karty? – spytała Kasia, zlizując czubek lodów.
– Nie zgadłaś. Mam pewien pomysł. I do jego realizacji potrzebna mi twoja pomoc.
– Ale nigdy mnie nie brałeś ze sobą. Co mam robić?
– Nic. Po prostu musisz być obok. Ale jak nie chcesz, poradzę sobie sam.
– Nie, idę z tobą – szybko zgodziła się Kasia.
– Wiedziałem, że się zgodzisz. Możesz wybierać białą sukienkę – pobłażliwie powiedział Wiktor, wprawiony w dobry nastrój.
– Naprawdę? Oświadczasz mi się? – ucieszyła się dziewczyna i nawet zapomniała o lodach w ręce.
Żadnej kobiecie Wiktor nie pozwalał nawet wspominać o małżeństwie. Ale Kasia to coś zupełnie innego. Stała się jego talizmanem, przynosiła szczęście. Rok temu odebrał ją trzem oprychaKasia westchnęła głęboko, patrząc w okno, gdzie za szybą wirowały jesienne liście, i poczuła, że po raz pierwszy od dawna jej serce było spokojne, bo wiedziała, że znalazła prawdziwy dom.



