Zbadała jeszcze raz izbę. Cokolwiek było w porządku, wszystko na swoim miejscu. U dziewczynki piękne kokosy, Wojtka twarz umyte. Magdalena na kanapie, też na specjalność uczesana. Wczoraj Piotr dzwonił, powiedział, że przyjedzie dziś, ale nie sam, z zaskoczeniem.
Ach, jak wieczorem runęła z gminy, bo tam był tylko telefon, do domu. Dowcip, że Piotra już prawie dwa miesiące nie było. Postanowił, że trzeba zarabiać, znalazł jakąś robotę w Warszawie.
Kasia płakała:
– Po co, Piotr, tak szacunkowa rodzina? Ty tam, a my z dziećmi tutaj sami.
– No, czemu płaczesz, jakbyś mnie na zawsze zabierała? Widzisz, dach zmieniać, dzieci do szkoly, a w wsi nie ma roboty.
– Wiem, mamo, ale jakoś mi się to zbyt szukane wydaje. Może i my tam z tobą.
Odsunął się od Kasi.
– Kasiu, ty jak szalona. Po prostu mnie tak skoro zapieprzyłeś? Skoro ja sam, to tańsze, efektywniejsze! A jak byśmy wszystko tam pojechali, to wszystko, co zarobię, trzeba by było za mieszkanie od transcriptsować, nie znasz tamtych cen!
Wiedziała, że chłopaczek ma rację. Trzeba było pieniędzy, a jeżdżenie z całą rodziną było bez sensu. Kasia coś co prawda miała jeszcze robotę, była też gdzieś mieszkać. Ach, jak jej było这个行业, jak sercu wybiło, ale przygotować musiała męża.
Po miesiącu pierwszy przekaz od niego przyszedł. Kasia narzuciła najlepszą sukienkę, gdy szła do poczty. Żeby wszyscy widzieli. Bo wiedziała, że kobiety o niej plotki powodują. Powiadają, że Piotr ją rzucił i po prostu w miasto, że niech coś tam. Że nie jest jej potrzebna i dzieci małomocne. I wtedy zamilkły jej. Szła wpłacić pieniędzy, kiedy połowa wsi przypadła do ocieplonej pensji, by od razu wszystko zobaczyli.
Wszyscy obserwowali. Westchnęli, spojrzeli z завистью. Co najmniej dla Kasiki się wydawało. A wczoraj Piotr dzwonił. Ciekawe, co za zaskoczenie przynosi. Jakoś interesujące. Choć czemu się wtedy przejmować? Najważniejsze, że sam przyjechał! Jak się mucho Kasia przez Piotra… Zagiczyniętą zapieczonego, by przypadł, myli, przylazł… Bo bieda dzieci na domu.
Magdalena z uśmieszkiem źreliwała.
– Co ty skakać jak koza? Rzadkie! Cezurka męża wraca!
– Mamusiu, nie mów tak! Piotr, cóż on, Twój syn. A on się stara, zarabia.
– Oj, Kasiu! Czego moze wiedzieć, że mąż twoj za gynęcienców tylko robotą nie zarobi!
Pokiwała głową. Oczywiście, Magdalena miała rację. Mężyski w wsi roboty znajdowali. I jakby coś dla siebie przetrzymać. A Piotr mówił, że bierzemy gateski za takie grosze głupotą. Więc i w domu spod praska leżał. Był z czegoś takiego magazynierem, razem z towarzystwem drzwi otwierał, jeśli coś wypisywać trzeba było, ale na koniec i tyle. Plate zarabiał odpowiadająca.Ale Kasia próbowała o tym nie myśleć. On się zmienił. Dla rodziny do miasta pojechał.
– Mama! Tam tata!
Kasia jeszcze raz spojrzała w lustro. Wszystko w porządku. Nieужали by zapy skurować Piotr. Oraz, in sciu, sąsiedztwo na schedzach, ciekawscy.
Wyszła na dwór i od razu na ścieżce zobaczyła Piotra i zaskoczenie. Zaskoczenie wiszało mu na ręku. W przybliżeniu rośnie sześćdziesiąt, pełen make-up, z rudym, długim wybrysem.
Kasia jakby ogłuszona. Obecność sąsiadów fizycznie czuła. Piotr otworzył bramkę, wprowadził tę kobierkę-zaskoczenie i wszedł sam.
– Cześć, Kasiu.
Kobieta wodziła za niego wzrokiem.
– Cześć, Piotrze. A co to za pomysł, Piotrze?
Zarumienił się z uśmiechem.
– To Agata… Chcę się z nią ożenić…
Kasia czuła, jak coś jej mu raptem opadło do tal_lowej kieszeni.
– A jak ja, Piotrze, jak dzieci?
Zmrużył brwi.
– Kasiu, nie urządaj koncertów, idźmy do domu, pogоворим.
Weszła wtedy Matka Piotra.
– Mnie Ryba. Jak przyjechali, to i eździc!
Piotr zaskoczony spojrzał na matkę.
– Mamusiu, ty co, Syna własne buntujesz?!
– Nie mam już syna!
Kobieta odwróciła się, trudno iść nogami, zniknęła w drzwiach. Od dawna mierzyła się z nogami. W ogrodzie rozległo się:
– Raz! Magdaleno! Takiego syna w dupie!
Piotr posiadł w środku podwórku, a jego towarzyszka dopytywała na rękę:
– Piotrze, a co dom sprzedać, to nie chce sie dać? Ty mówiłeś, że jest twój!
Kasia się nie tylko�adnie nie czuła. Dom był rzeczywiście Piotra. Zanim ich Magdalena podarunkiem przed ślubem wpisała. Powiedziała, że to dar ślubny. Dom był duży, dobry. Ojciec Piotra dopiero przed śmiercią wszystko zakończył.
Mąż Kasi przewrócił się, chwycił Agatę nużczakami i szybkim krokiem opuścił podwóreczke. Agata boleśnie wyciągała tusze, które ciągle się zaplatały do ziemi, ale starała się wykonać swoje nogi porządnie…
Kasia wróciła do domu i spadła na łóżko. Jeże. Dzieci puściły się do niej:
– Mama, nie płucz, proszę, nie uciskaj!
Myślała, że świat szarpie. Że gorsze już być nie może, a okazało się, że może.
Za tydzień w zamykali auto. W wsi takie auto jeszcze nie było. Z auta wyszło dwóch. Jeden starszy, drugi młuz. Młuz natychmiast ruszył do Kasi:
– Iwanowa Katarzyna?
– Tak…
– Trzeba ci natychmiast dom zostawić.
Kasia wpatrywała się w mężczyznę.
– Jak to? Co to znaczy, że powinna zostawić dom?
– Dom należy do Iwanowa Piotra. On go sprzedał. Oto dokumenty. Jutro nowy właściciel przyjedzie z rodziną.
Wokół nich zgarniały się sąsiedzi.
– Czemu Piotr to sobie wyprawia? Matkę, żonę i dzieci na ulicy zostawić?
– Dostaną!
Mężczyzna wpatrywał się na boki.
– Ludzie, nie szalejcie! Dom sprzedany, wszystko wedle prawa! Oto dokumenty, ja tylko pośrednik!
Ale ludzie chcieli nie słyszeć. Jakiś bijackszy biegł po policaja, jakby ten nie zdążył zdążyć, przyszli dwaj z ranek.
– Rozproszcie! Co się dzieje?
Mężczyzna zaczął coś tłumaczyć policjantom, pokazywać papiery. Ludzie ucichli.
Powiedzieli długo. Gdy minęło może godzina. W ~/.Zasięgły dworu cała wieś. Kasia już raz do Magdaliny na sedry, dzieci siedząc, przylazły do babki. Najstarszy, Wojtek, patrzył przed siebie z zaciętością, bliźniaki płakały cicho. Nie do końca zrozumiał, że teraz mieszkać będą na ulicy, a obcy ludzie w ich domie.
Policjant wstał.
– Magdaleno, Kasiu… Mam taki projekt. Według prawa, rzeczywiście dom sprzedano Piotrowi. Można by chyba coś w sąd…
Policjant machnął ręką. Mężczyzna, który przyjechał na aucie, natychmiastwrócił się do Casie.
– Aby dom jutro był wolny, i da… T tutaj przedstawione, co meble powinny zostać. Nie wszystkie, ale kolekcja.
Wsunął kartkę do Kasi, usiadł w aucie i odjechał. A Kasia stała z tą kartką.
– Kasiu… Kasiu..
Za nią stojąca była Iwanowa. Stara pani mieszkała po drugim końcu wsi. Była sama, zamknięta.
– Pójdź ze mną, Kasiu… Ja w jednym pokoju mącę, a dom wielki. A może się coś z tym uzasadni…
Sąsiedzi niknęli pomóc. Nikt niczego nie mówił, ale co tu mówić…
Minął rok…
– Kasiu, popatrz, jak te młode dziewczynki!
Kasia się śmiala. Tynacz miałencie z szkoły. Zakończył pierwszy rok naukowy u Marzy i Weronki. Przyprowadziła Kasia nie wiadomo jaką paczeczkę pochwał.
Iwanowa i Magdalena siedziały przy stole i po kolei patrzyły na te piękne papiery. Jakby się od razu zaprzyjaźniły, mogły z pięć godzin wypijać kawę, siedzieć razem w ogródku, w ogólności wzięć dom jeszcze raz za siebie. Bardzo szybko Kasia zapomniała, kto z nich jest imieniem niewłaściwym. Choć nie rozróżnić, to nie rodzina.
Po przemianie, Magdalena upadł w nogach Kasi:
– Przepraszam, że szukam takiego zuchwała. Nie wiem, co mam teraz. Powiesz, że powinienam wyjechać, to wyjadę. Zrozumiem.
Kasia podniosła ją na nogi. Czego on mówi? Ja sama za tego zuchwała嫁ała, nikt mnie nie ciągnął, a wyjazd nie idzie! Rodzina u nas! Jasne?
I płakała, przytuliła Magdalę, potem dzieci ich pomochnęły, wszystkie płakały, aż łzy skończyły się.
Kasia starała się nie przeszukiwać obok domu. Kazała, że jak dach używany, bogacini kupili. No, a co.
Z ulicy wpadł Wojtek:
– Mama! Mama, tam… Tam tata przyjechał!
Kasia poczuła, jak sercu轨道交通.
– Jak tata?
– Tak! Tata. Stoi tam przy bramce. Z walizką!
Kasia spojrzała na staruszki, na milczące dziecko. Odprowadziła ramiona i ruszyła na zewnątrz, wszystkie iść za nią.
W bramce rzeczywiście stał Piotr. Agata grudzien temu powiedziała, że go odwal. Jak tylko pieniądze od sprzedaży domu się skończyły, to wyrzuciła go z mieszkania. I tylko wtedy Piotr zrozumiał, że popolował. Jechać do wsi nie mógł. Gdzie on jechać? Domu na tym to już nie ma. Próbował znaleźć robotę. T czasem, t czasem, ale wszystko źle. Cieżko, go nie kochają, same szefy. Grupował się, ale w końcu chciał wrócić. Wiadomo, że na ulicy nie mieszka się. Może Kasia poczeka, ale on ma moją mamkę i dzieci. Przebaczą, nie uciekną.
Kasia zatrzymała się na schodach, skrzyżowała szczapy na piersi. Za nią staruszki. Do domu już zbierali się ludzie, w wsi informacje przechodzą szybko.
– Co tu było?
Piotr rozmyślił. Kasia była zawsze namiętna, urocza. Pobierała z niej za wszystko. Ona wiedziała, że on skorowaty. I próbował ją z tym napotkać.
– Ty, Kasiu, jakbyś nie była nieszczęśliwa?
Piotr zdecydował zaatakować.
– Czy to ma znaczenie?
– Jasne! Niezależnie od tego, co się wydarzy, mężczyzna zawsze jest!
Piotr miał to, by nakryć stół, zetknąć saunę…
Brwi Kasia podniosła.
– No gdzie jest ten stół? I sauny?
– No, ty nie zaczynaj. Bo w domu nie ma? i głodny jestem, dzisiaj był takim zmarznięciem, tak chciałem was wszystko zobaczyć, że i nie wyniósłem.
– Właśnie, więc… Uwidzimy… Może i dostałeś dzieci omowienia, давно was nie widział?
– No, jeszcze nic nie dostałem, mam kryzys finansowy…
Z tłumu rozległo się:
– Tak to iść, królik nie spoczęwa!
Piotr zmrużył się. Uproszam się z tym tutaj dyskutować, chce zjeść i pośpić.
– Kasiu, może już wezwać?
A Kasia nagle się zaśmiała.
– Jaki głupi pomysł, by coś zjadać…
Mówiła i schodziła ze stopnia. Szła nie do Piotra, a do stodoły. Wzięła długie palce inzyniera, i ruszyła do męża. Uśmiech zniknął, ręce mocno trzymały narzędzie za gankiem. W人群中ej zaskoczyć:
– Zabij! Uciekaj, Piotr!
I Piotr zrozumiał, że ucieknięcie rzeczywiście potrzebne jest, szybciej jak tylko można. I ucieknie. Ale szybko uciec walizka nie pozwalała, więc parę razy patyk przykleił do pleców, prawie walizkę wypchał. Ludzie szarżowali:
– Tak go, Kasiu! Dodaj jeszcze trochę.
Kasia wróciła po dziesięć minut. Zadowolona, rozdzierana ochotniczką. Objęła wszystkich, i staruszki, i dzieci.
– A źródło w dom! Ja przez ten rocznik chleb kupiłam, zupełnie zapomniała!
Weszli, i dokładnie zamknęli za sobą drzwi. Niech się nie włazią, choć u nich i tak rodzina!



