Wszystkiemu winien płaszcz
Weronika siedziała przed komputerem, ale patrzyła nie na monitor, a przez okno. Ostatnie ciepłe dni września. I nawet nie o tym myślała, tylko o tym, na co wydać niespodziewaną premię.
„Antkowi potrzebne nowe buty. Chłopak rośnie jak na drożdżach, wszystko na nim w mgnieniu oka się niszczy. I kurtka by się przydała, ale do wiosny i tak będzie za mała. Lepiej odłożyć na wakacje i wreszcie następnego lata pojechać nad morze…” Ale w tej chwili do pokoju weszła Karolina i przerwała jej rozmyślania.
— No jak? Podoba ci się? Kupiłam nowy płaszcz! Pasuje, prawda? Strasznie drogi, ale warto. — Rozłożyła ręce, prezentując zakup. — No więc?
— I nowe buty? Zamszowe? — spytała sąsiadka Weroniki, Kasia. — Raz przejdziesz w nich po naszych chodnikach w deszczu, i po butach.
„A może i ja kupię nowy płaszcz? No serio. Chodzę w starym już czwarty rok. Ale mama… Mama nie zrozumie, zrobi mi awanturę po całości. Mam prawie czterdzieści lat, a wciąż boję się, co powie mama. Mogę sobie pozwolić chociaż raz w życiu na prezent. Tym bardziej, że to nie wpłynie na domowy budżet. To moje pieniądze. Mogę je wydać, jak chcę. Karolina jest tylko cztery lata młodsza, a wydaje się, że o całe dziesięć. Prawda, że nie ma dziesięcioletniego syna i surowej mamy, która wciąż uważa mnie za małą, niedojrzałą dziewczynkę” — myślała Weronika, patrząc na Karolinę w modnym płaszczu.
Tymczasem dziewczyny kłóciły się o coś.
— No daj spokój. Zazdrościsz. W deszcz założę stare kalosze. Jesteście takie nudne. Pójdę pochwalić się jeszcze dziewczynom z księgowości — powiedziała Karolina z urazą i skierowała się ku drzwiom.
— Karol, zaczekaj — zawołała ją Weronika. — Gdzie go kupiłaś?
— Spodobał ci się? — Karolina wróciła do biurka Weroniki. — Masz. — Wyjęła z kieszeni kartę lojalnościową sklepu. — Tu jest adres i dobra zniżka.
— Oj, tak tylko spytałam — zmieszała się Weronika, nie odrywając wzroku od karty.
— Daj spokój, raz się żyje. No dobra, idę dalej się chwalić — powiedziała Karolina i wyfrunęła z pokoju, zostawiając kartę na stole.
— Werka, o czym tak dumasz? — spytała Kasia, wyglądając zza monitora.
— Płaszcz mi się od dawna marzy. Dostałam premię, może też kupię?
Kasia wzruszyła ramionami.
— Drogi i niepraktyczny. Karolinę chłopak wozi do pracy samochodem. A ty w nim pojedziesz w zatłoczonym autobusie. I twoja mama… Oj, Weronika, patrz, zakopie cię razem z płaszczem.
Przyjaciółki, nie umawiając się, parsknęły śmiechem.
— Tobie łatwo mówić, masz męża. Co sezon nowe ciuchy kupujesz. A ja całe życie wydawałam pieniądze w ostatniej kolejności. Najpierw odkładam na mieszkanie, potem na jedzenie, na Antka nigdy nie wystarczy, rośnie jak na drożdżach. A z tego, co zostaje, staram się wygospodarować choć trochę dla siebie. I cieszę się, jeśli uda mi się coś kupić na wyprzedaży — westchnęła Weronika.
— Hej, znowu się zamartwiasz? Więc nie myśl, idź do sklepu po pracy — powiedziała rozsądna Kasia. — Prawda, ubierasz się jak ciotka. Wybacz. Karolina wiercipięta, a faceci lecą na nią jak muchy na miód. A ty jesteś ładna. I charakter masz złoty. Wystarczy cię ubrać, a mężczyźni będą się ustawiać w kolejce. Wszystko prawda, szata zdobi człowieka. Faceci kochają oczami. I nie słuchaj mamy. Zrób sobie prezent — Kasia uśmiechnęła się i schowała za monitorem.
***
Weronika wyszła za mąż późno. Z tak surową mamą, byłą nauczycielką matematyki, to cud, że w ogóle się zdecydowała. Całe życie bała się jej zawieść, była prymuską.
Choć mamę też można zrozumieć. Wychowywała Weronikę sama. Gdy córka nie miała jeszcze pięciu lat, mama rozwiodła się z ojcem. Zaczął ostro pić. Pieniędzy zawsze brakowało, żyło się ciężko i skromnie. Nie alimenty dostawali od ojca, a łzy. Po pięciu latach zniknął całkowicie. Matka próbowała go szukać, w końcu to człowiek. Ale przepadł, jakby go nigdy nie było. Może już nawet nie żyje. Zniknął razem z alimentami.
Weronika skończyła studia z wyróżnieniem, pracowała, ale życie osobiste się nie układało. Mężczyznom się podobała. Ale oni nie podobali się jej mamie. Ten za ładny, rozpuszczony przez kobiety. Przy takim trzeba mieć oczy dookoła głowy, całe życie się bać, że ci go zabiorą. Tamten rozwiedziony, bez mieszkania. Wejdzie do ich domu, się zamelduje, a nuż się rozwiodą? Będą dzielić mieszkanie?
Koleżanki już po raz drugi wyszły za mąż, dzieci poszły do szkoły, a Weronika wciąż nie miała poważnego związku. W końcu poznała mężczyznę, który spodobał się mamie. Czy na pewno, ale mama tym razem postanowiła nie przeszkadzać córce. Czas leci, tak i zostanie starą panną. Co w tym dobrego? Wnuków też się chce, emerytura już blisko.
Po ślubie Weronika przeprowadziła się do męża, niemal od razu zaszła w ciążę. Z narodzinami dziecka zaczęły się problemy. Mały Antek źle spał w nocy, mąż nie wysypiał się, po pracy nie śpieszył do domu. Pewnego dnia wrócił i powiedział, że ma dosyć, że pokochał inną.
Weronika wzięła Antka i wróciła do mamy. Na początku miała nadzieję, że mąż się opamięta, zabierze ich do siebie, ale nawet nie odbierał telefonów.
— Wiedziałam, że to się tak skończy, bo zupełnie nie znasz się na ludziach. Zbyt ufna, łatwo cię oszukać… — mama zawzięcie beształa Weronikę, a ta milczała.
Co miała powiedzieć? Będzie się tłumaczyć, znów się pokłócą, jak zawsze. A Antkowi awantura na pewno nie wyjdzie na dobre.
Matka wnuka kochała, z czasem się uspokoiła. Ale Weronika nie mogła zrobić kroku bez jej wiedzy. Spokojna, niekłótliwa z natury, starała się unikać ostrych tematów i kłótni. Gdy Antek skończył dwa lata, poszedł do przedszkola, a Weronika wróciNa koniec okazało się, że ten z pozoru zwykły płaszcz nie tylko odmienił jej styl, ale i całe życie, dodając mu kolorów, o których nawet nie śniła.



